Jump to content
Dogomania

bianka0

Members
  • Posts

    10475
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by bianka0

  1. Czsami jedna wpłata rozkręca nadzieję i całą tą spiralę pomocy dla psa,Wczoraj wybrałam pieska do sponsorowania części jego pobytu w hoteliku u Murki,Wybrałam Desta,zabierając szansę i kolejkę Zuli,i dzisiaj cały dzień wcale dobrze się z tym nie czuję.Nie chcę decydować,to Wy macie najlepsze rozeznanie który piesek najbardziej w tym momencie tych pieniędzy potrzebuje.Dzisiaj odczuwam całkowitą bezradność i wściekłość po informacji o spaleniu żywcem szczeniaka w mojej okolicy.Pozdrawiam.
  2. Jestem z okolic Lublina.Ulka 18 dzięki za odwagę,to już powinno wystarczyć.
  3. W porządku,czekam na nr konta,reszta w Waszych rękach.Pozdrawiam.
  4. Podajcie mi panie numer konta .W poniedziałek po 15-tej przelaję 100 zł na operację Desta.
  5. Proszę opiszcie mi krótko jaki zabieg musi mieć Dest,Jeżeli ma zwyrodnienie stawów który staw trzeba operować.Przepraszam że nie wchodzę na poprzednie posty(pewnie o tym pisałyście) ,ale skoro jesteście na tym wątku tak będzie szybciej.
  6. Możecie wszystko spokojnie uzgadniać,jest chyba właśnie zarezerwowana kolejka dla Desta.Murka i Szerman pomogli mi już w adopcji Kiki i Kaji,więc obiecałam,że jak bedą już mogli zasponsoruję kolejnego pieska.Zeby nie utrudniać wybrałam tego,który był w kolejce.Dest jest naprawdę biedny,zasłużył na życie w tak pięknym miejscu,on tam całkowicie odżyje.
  7. Dest tą sumę miesięcznie będzie miał ode mnie do końca swojego życia,lub..do momentu adopcji.Będę mogła go również odwiedzać mając pretekst do zaglądania do pozostałych piesków.Tam jest naprawdę pięknie,sprężcie się niech to miejsce nie ucieknie mu sprzed noska.
  8. Będę wpłacała 100 zł.miesięcznie kiedy Dest będzie w hoteliku u Murki.Pracuję we wsi,gdzie mają hotelik.Wpłaty prz najbliższej okazji uzgodnię z p.Kasią lub p.Mariuszem.
  9. U Tuptusia wszystko w porządku.od wczoraj odstawia numery podgryza pozostałe pieski,próbuje pokazać że to on będzie rządzić.Patrzą na niego ze żdziwieniem,ale nieuchronnie mu się zberze manto.W przeciągu dwóch dni zniszczył im wszystkie zabawki,właśnie kończy małpkę Goliata,którą miał od szczeniaczka.Wymaga bardzo dużo pieszczot,widać że wychowywał się sam,tylko z człowiekiem i często był samotny.Ludzie przechodząc obok naszego domu mają ubaw- trzy przegubowce za furtką obszczekujące wszystkich.Mamy wrażenie że już się zaaklimatyzował.Jutro postaram się zrobić i powklejać fotki.Jeszcze raz wszystkim dziękuję.
  10. Bardzo się cieszę że Mila wróci do swojego domu,proszę wybierzcie jakiegoś innego pieska któremu przydałyby się te pieniądze,zdaję się na Waszą decyzję.
  11. Witam.Tuptuś od godzin popołudniowych przeciął łączącą nas pępowinę ,zaczął oddalać się ode mnie,biega sam po całym domu.Po cichu zauważyłam jak zwiedza sam pomieszczenia na wszystkich piętrach,oglądając każdy kąt.Była już również zabawa z Goliatem z piłeczką,na początku pozwolił sobie zabrać obydwie swoje,a dzisiaj zabrał piłkę Goliata i uciekał z nią.Zaatakował również Jogusia chociaż tamten wykazał po raz pierwszy dobrą wolę akceptacji Tuptka,więc była dzisiaj pierwsza nagana.No tak,rzeczywiście jest łakomy,u nas chyba takiej linii nie utrzyma.Instynktownie widać w nim szacunek dla Maluszka,chyba rozpoznał w nim gospodarza,chociaż tamten tylko leży i przygląda się.Wieczorem kiedy wszyscy byliśmy w altanie a jemu widocznie zrobiło się zimno sam wszedł do domu,nie potrzebował towarzystwa człowieka,więc chyba traktuje go już jak swój dom.Bardzo dziękuję wszystkim za tak kochanego pieska,bez Was nie byłoby go u mnie.Proszę przekazać również podziękowania dla opiekunów Tuptka którzy się nim zaopiekowali i przywieżli taki kawał drogi.Tuptuś już śpi-z moim mężem.
  12. Tuptek nie jest przewrażliwiony na dżwięki,on jest koneserem nowych dżwięków,widać że sprawia mu to przyjemność i budzi żdziwienie.Jest naprawdę bezproblemowy,już jestem w nim zakochana,nie mogę się powstrzymać żeby co jakiś czas go nie wycałować,co też budzi jego żdziwienie.Nie był noszony na rękach,pierwszy raz kiedy chciałam to zrobić zareagował paniką.Ale zademonstrowałam mu to z Goliatem,więc natychmiast sam się z zazdrości wdrapał na ręce i pozwolił się ponosić,bardzo dużo obserwuje i szybko się uczy.Widać w nim niesamowitą otwartość na nowe warunki,i olbrzymią chęć przystosowania się,.Nie wykazał ani razu zdenerwowania i zniecierliwienia nową dla niego sytuacją.Jest niesamowity,cholernie inteligentna jamnicza bestia.
  13. Witam.Wczoraj przyjechał do mnie z Warszawy Tuptuś jamniczek z padaczką,wizyta przedadopcyjna przebiegła pomyślnie,więc Tuptek już u mnie został.Przykro mi że nie mogę już zaadoptować Mili,ale rozesłalam wiadomości do wszystkich znajomych godnych adopcji psa.Będę w kontakcie i trzymam kciuki.
  14. Witam.Tuptuś przyjechał do mnie wczoraj po południu.Zapoznanie z moimi pieskami przeszło całkiem pomyślnie.Maluch i Goliat nie wykazały do niego żadnej agresji,tylko Jogi jeszcze go nie toleruje,ale Tuptek nauczył się go omijać bezpiecznym łukiem.Jogi nie szczeka już na niego,ale nie pozwala mu zbliżyć się do siebie.Tuptuś to straszna przylepka,od kiedy wyjechali jego opiekunowie nie odstępuje mnie na krok,spał ze mną przytulony,co jakiś czas obwą****ąc mi twarz, czy jestem.Jest wrażliwy na dżwięki,mam wrażenie że po życiu w Warszawie oszałamia go cisza,nadsłu****e cały czas śpiewu ptaków,szczekania obcych psów, odgłosów żab.Nad ranem spędził pół godziny kręcąc łebkiem na tarasie słuchając koncertu słowika i obserwując wschód słońca.Teraz denerwują go moje okulary kiedy piszę,siedzi obok mnie i mruczy,kiedy je zdejmę macha ogonkiem i jest zadowolony.Próbuje z kanapy wchodzić na parapet pomimo że obok ma otwarte wyjście na balkon.Chyba z parapetu przez okno w Warszawie oglądał świat.Na podwórku pomimo że jest malutkie boi się sam zostać,ma ochotę pobiedz z innymi psmi do bramki żeby obszczekiwać,ale w połowie drogi ogląda się i wraca do mnie.Teraz odkrył że można to robić z balkonów,nie oddalając się ode mnie.Maluch i Goliat spokojnie obserwują jak całkowicie mnie zaaresztował dla siebie ,jakby wiedziały,że trzeba dać mu czas na zaadoptowanie się.Tuptuś jest spokojny i wyciszony,nie ma w nim jeszcze radości,przeżywa jeszcze rozstanie z opiekunami,ale i nie jest wystraszony.Kiedy odjeżdżali był moment rozpaczy ,bałam się że będzie gorzej,widać było jego przywiazanie do nich.Tuptuś jest wspaniały,słodka ,łagodna przylepka.Mam dzisiaj cały dzień urlopu żeby pomódz mu się przyzwyczaić.
  15. Jutro wracając z pracy zrobię przelew na 100 zł.tylko proszę podajcie jeszcze raz nr konta bo nie będę już miała czasu na szukanie w poprzednich postach( o 6-tej wstaję)
  16. A ja myślę że na tej wsi większość ludzi wie czyj to pies i kto to zrobił,tam panuje zmowa milczenia i lęk przed tym człowiekiem,który prawdopodobnie jest uważany przez sąsiadów za bezwzględnego.Opowiem wam historię z mojej wsi.Cztery lata temu przybłąkał się pod szkołę,która jest obok ośrodka zdrowia olbrzymi bezpański pies.Był to kundel,ale dużych rozmiarów,mniej więcej postury doga.Dzieci ze szkoły karmiły go kanapkami,ale on potrzebował naprawdę dużo jedzenia,więc małe były szanse że ktoś go przygarnie.Bał się podejśc do osób dorosłych,po tygodniu karmienia był już mój. Nazwaliśmy go Kruszynka.Mąż zrobił piękną olbrzymią budę.niestety teren budynku nie był jeszcze wtedy dobrze zabezpieczony,niskie i niekompletne ogrodzenie.Musiałam go wząć na długi łańcuch,który poruszał się po prowadnicy na całej długości posesji.Po zrobieniu ogrodzenia planowaliśmy z mężm,że w dzień będzie w kojcu,a po godzinach pracy ośrodka będzie biegał luzem.Kruszyna przytyła i poczuła się gospodarzem.Wciągnęłam go jako własność ośrodka zdrowia,jako psa stróżującego.Po trzech miesiącach wiejskie bydle z kolegami,syneczek wsiowych prominentów(tatuńcio na wyjazdach zagranicznych,mamuśka paniusia z miejscowego GS-u) przeszło przez ogrodzenie i przerzucili również pit bulla.Krusznka nie miał szans ,dwóch drani go trzmało za obrożę a to bydlę rozdarło go pit bullem na strzępy.Najbliżej mieszka samotna kobieta-wdowa i to ona wyszła i uratowała psa,zaczęła krzyczeć.Opuścili teren ośrodka zdrowia i dobrali się do niej,Dobrze że zdążyła się schować ze swoimi psami w domu.całą noc ją terroryzowali,wybili okna kamieniami,wrzucali palące się papiery do budynków gospodarczych,niestety nie miała telefonu.Ktoś się nad nią zlitował i zadzwonił nad ranem po policję.Rano kidy przyjechałam do pracy Kruszynka leżała w kałuży krwi ,a pani Gienia była w takim szoku ,że po godzinie dopiero przestała płakać i wszystko opowiedziała,miała kobiecina naprawdę dużo odwagi i złożyła szczegółowe zeznania policjantom,podała nazwiska bandytów.Wezwałam znajomego weta,któty psa uśpił i przez trzy godziny zamiast przyjmować ludzi na ich oczach pozszywałam psa,nikt nie protestował,po okolicznych wsiach zanim skończyłam już wszyscy wiedzieli co się stało a znając mnie wiedzieli że nie daruję.Jeszcze nie skończyłam szyć Kruszynki a przylecieła mamuśka z synkiem prszepraszać mnie i błagać żeby nie zgłaszała do sądu,że oni za wszystko zapłacą bo piesek mu się wyrwał i sam przeskoczył ogrodzenie.Miałam przynajmniej tą satysfakcję że na oczch wszystkich zebranych tam ludzi ( i ku ich radości bo to nie był pierwszy jego wybryk,potem ludzie powiedzieli mi że wiele wiejskich psów tak rozdarł) usłyszał badzior kim jest i co dalej zrobię.Najbiedniejsza była ta odważna kobiecinka pani Gienia.Przez pół roku ją straszyli,jej psy musiały być stale zamknięte,bała się wychodzić z domu,syn kupił jej telefon komórkowy,a my z mężem cały czas byliśmy do dyspozycji gdyby potrzebowała pomocy( i były takie noce że jechaliśmy natychmiast)Pierwsza sprawa została umorzona z powodu niskiej szkodliwości czynu,nakazali zwrot kosztów leczenie i przeprosiny.Więc założyłam drugą o włamanie na teren ośrodka zdrowia i zniszczenie własności zakładu.Dostał dwa miesiące w zawieszeniu co automatycznie odwiesiło mu poprzednie wyroki za pobicia,jadł cebulkę przez rok.Potem całe szczęście ożenił się w innej wsi i katuje teraz żonę i sąsiadów.Krusznka przeżył,jeszcze tego samego dnia umieściłam go u znajomego weta ,ale to było blisko,podjeżdżali samochodem i krzyczeli że i tak sprzątną psa.Kiedy tylko rany nie wymagały już mojej pielęgnacji wywiozłam go do znajomych 50 km,mieszka pięknie w środku lasu.Ja dostałam pozwolenie z Funduszu Zdrowia na wyrejestrowanie całej rodziny,bez ich zgody ,co też z radością uczyniłam.W moim gabinecie wisi zdjęcie Kruszynki,dużo ludzi ciągle o nigo pyta i o tej historii pamięta.
  17. Witam.Dziękuję za wiadomość.Wątek jamniczki zobaczyłam dzisiaj rano po raz pierwszy.Szkoda że umknął mojej uwadze wcześniej.W środę jestem umówiona z opekunem Tuptusia jamniczka z padaczką na wizytę przedadopcyjną.Mam już trzy pieski ,w tym dwa można powiedzieć o charakterze jamnika ,więc bierzemy pod uwagę możliwość dysonansu między nimi.Po decyzji o pozostaniu u mnie Tuptusia (lub nie) przez opiekuna natychmiast się do Pani odezwę.Swoją drogą od jutra będę pytała moich znajomych,miłośników jamników,nie zaglądających na dogomanię czy nie mieliby chęci zaadoptować jamniczki.
  18. Przepraszam,że wtrącam się w Wasz wątek.Zastanawiacie się czy tak jest wszędzie.Nie wiem czy mieszkacie na wsi i czy macie kontakt ze wsią polską.Ja pracuję na wsi i mogę Wam powiedzieć że tak jest na każdej polskiej wsi.Wszystko zależy od gospodarza, a to jest dla zwierzęcia prawdziwa loteria w czyje ręce trafi,zwykły rachunek prawdopodobieństwa.Jestem lekarzem na wsi i to co oglądam jeżdżąc do ludzi znacie tylko wybórczo a ja to widzę na codzień.To nie jest związane z jedną wioską w której mieszkają jacyś zwyrodnialcy,tylko w każdej na terenie ok 30 km.Jestem wpuszczana do obejścia i do domów bez podejrzeń bo przecież wzywają mnie do ludzi ,więc mogę sobie pooglądać ile znaczy zwierzę na wsi.Nie mogę wam opowiedzieć jak się czuję kiedy idę oglądać żrebaki przeliczane na wagę i cenę którą zapłaci handlarz,Jednego udało mi się wykupić,ale cóż to znaczy,w całym tym sposobie myślenia ugruntowanym przez pokolenia.Zwierzęta za które dostają pieniądze przy sprzedarzy są przynajmiej karmione i doglądane ,bo to jest żródło dochodu,najgorzej jest z psami ,bo one nic nie kosztują gospodarza,a na wsi zawsze jest mnóstwo szczennych suk 2x do roku i tego dobra jest nadmiar.To fakt że znacznie rzadziej wywożą i podrzucją innym jak to w zwyczju mają ludzie z miasta(sama ostatnio takie dwa maluchy znalazłam w lesie które wyrzuciła paniusia z mercedesa),bo pies na wsi z głodu wróci do gospodarza.Więc łatwiej jest go zabić i macie rację najczęstszym narzędziem ,kiedy pytam jak to robią jest młotek lub łopata.Z jakimś wybitnym bestialstwem,torturowaniem dla przyjemności spotykam się sporadycznie.Raczej najczęściej są to przypadki,zaniedbania i traktowania psa jako rzeczy o małej wartości.Ze żdziwieniem patrzą na mnie kiedy mówię im o wodzie,budzie i odczuwaniu bólu przez zwierzę.Zadziwiający jest dla mnie stosunek wiejskich kobiet do psa,bo to one mogłyby zmienić im życie.To kobiety dają jedzenie świniom ,krowom,tylko o psach zapominają.Do tej działki mężczyzna rzadko się wtrąca,czyli jeżeli jest dobra gospodyni to chociaż biedak ma co jeść i kur sąsiada nie podusi.O edukacji dzieci przez matkę,księży i szkołę na wsi już nawet nie wspomnę,no bo jak to mówić w tak ważnych instytucjach o czymś tak banalnym jak zwierzęta,to nie wypada takim mądrym osobom zawracać sobie tym głowy.Mam swoje ulubione domy i ulubnionych pacjentów gdzie jak pojadę witają mnie najedzone,wesołe psy.czysta słoma pod kopytami koni,a pies ma prawo dożyć starości,dlatego szczególnie takich ludzi cenię i głośno o tym mówię.W tych domach matki pozwalają przygarnąć dzieciom psiaki przywiezione i wyrzucone przez ludzi z miasta.
  19. Tuptuś -jamniczek z padaczką,mieszka najbliżej Janowa Lubelskiego w Warszawie.Umówiona jestem z panem,który ma teraz pod swoją opieką Tuptusia na wizytę przedadopcyjną w najbliższą środę.Cały czas układam plan, któremu najpierw pokazać Tuptka i w jakiej kolejności ich zapoznawać.Jeżeli będzie między nimi chociaż cień tolerancji, to czas rozwiąże resztę problemów.Mam nadzieję że do Warszawy wróci tylko opiekun pieska.
  20. Witam.Nareszcie mam czas odpisać.Po południu skontaktował się telefonicznie ze mną pan,który ma u siebie obecnie Tuptusia,jesteśmy umówieni na wizytę u mnie w przyszłą środę,zobaczymy jak pieski się wzajemnie potraktują.Ja jestem dobrej myśli,dom jest duży ,wiec mogę je nawet wstępnie ,zanim do siebie się przyzwyczają odizolować.Poznałam również trochę historii Tuptusia.Jest on ofiarą rozpadu małżeństwa i rozwodu,dobrze że nie jest dzieckiem,bo byłoby trudniej go adoptować.Toleruje inne psy,chociaż trzeba czasu żeby je zaakceptował.Największym zaskoczeniem dla mnie była wiadomość,że lubi rzodkiewkę- do tej pory znałam tylko jednego jamnika który zajadał się rzodkiewką również ze śmietaną to był mój ukochany pierwszy jamnik Kuba.Parę dni temu z mężem wspominaliśmy to.To chyba dobry znak.Liczę dni do spotkania,Pozwolę sobię na drobną dygresję: gdzie rodzą się tak wrażliwi mężczyżni jak ten pan,który zaopiekował się psem sąsiada kiedy jego już nic nie obchodziło i po prostu najłatwiej było psa uśpić,tacy mężczyżni to rzadkość,kobiety z natury mają wrażliwsze serca.
  21. Witam.Ze względu na dużą odległość Janowa Lubelskiego od Wrocławia skontaktowałam się najpierw z opiekunką Tuptusia -jamnika z padaczką.(jest w Warszawie)Jeżeli piesek ma już dom,lub adopcja nie dojdzie do skutku natychmiast dam pani znać.Dziękuję i pozdrawiam.
  22. Witam.Kontaktowałam się telefonicznie z panią odnośnie Tuptusia.Wstępnie zaproponowała pani próbę kontaktu Tuptusia z moimi pieskami na wizycie przedadopcyjnej,byłoby cudownie.Obserwuję adopcję trzech jamników: Filipa jedenastoletniego jamniczka z Wrocławia,trzyłapkę Piankę z Konina i Tuptusia. Warszawa jest najbliżej Janowa Lubelskiego,więc jeżeli pani podtrzymuje swoją decyzję mogłybyśmy spróbować.Proszę nie zrażać się tym ,że mam już trzy psy,nie gromadzę ich bezmyślnie,ta decyzja została przemyślana i świadomie podjęta.Moje pieski są zadbane i mają ciągłą opiekę.Ze względu na charakter mojej pracy nie wyjeżdżam na wakacje,fakt dużo pracuję,ale zawsze jest ktoś w domu(mąż jest na emeryturze)W naszym domu rzadko przebywają małe dzieci,a nasza córka jest już nastolatką i również bardzo lubi pieski. Dlaczego jamniki? Może dlatego że podwórko nie jest zbyt duże,a może z miłści do mojego pierwszego pieska Kuby,który już nie żyje,a krtóry był czekoladowym jamnikiem gładkowłosym.Krótko opowiem o moich chłopakach.Pierwszy Jogi lat 9 -kundelek puchaty średniej wielkości.Jest na podwórku,ma swoją budę,nie wchodzi do domu i żle się w nim czuje.Kiedy wprowadziłam się do obecnego domu,poprzednia właścicielka po prostu go porzuciła,został u nas.Jest to notoryczny uciekinier( nazywamy go lump i włóczykij),nie ma dla niego dostatecznie wysokiego ogrodzenia którego nie sforsuje(potrafi wskoczyć na drzewo i przez nigo przeskoczyć przez płot),niszcząc ogródki okolicznym sąsiadom.Dlatego czasami musimy go zamykać w oddzielnej części ogródka,boję się również żeby nie wpadł pod samochód.Ale poza tym jest sympatyczny i wesoły.Drugi Maluszek lat 5 kundelek jamnikowaty,który u nas się urodził.To jest gospodarz i przywódca reszty,wszystko musi sprawdzić i zatwierdzić.Najbardziej lubi jeść(waga ok.25 kg)i spać.Wyjada jedzenie pozostałym psom i jakakolwiek dieta nie zdaje egzaminu.Jest bardzo spokojny i stateczny.Trzeci to Goliat-jamnik miniaturowy ,,bardzo,, szorstkowłosy lat trzy.Dostaliśmy go w prezencie od hodowców psów,był tak brzydki (nastrszony,każdy włos w inną stronę) że nawet suczki poszły a jego nikt nie chciał.Więc wiedząc jak lubię psy przynieśli mi go w prezencie.Jest to ulubieniec mojego męża.Kiedy dali mi go jako 6-cio tygodniowego szczeniaczka Maluch zachował się jak suczka.Spał z nim,mył mu uszy ,oczy,sprawdzał co się z nim dzieje,nauczył go wychodzić na dwór.I tak mu już zostało.Goliat jest jak szczeniak,czasami z tymi dwoma starszymi nudzi mu się,Zawsze biega,jada a nawet śpi z piłką.To tyle co mogę opisać,resztę będzie można sprawdzić na miejscu lub proszę pytać .Pozdrawiam
  23. Witam.Właśnie dostałam namiary na seniora i jest piękny.Powtarza się wątpliwość czy dogada się z moimi trzema psami (jamnik szorstkowłosy,kundelek jamnikowaty -on jest gospodarzem,oraz kundelek średniej wielkości )One żyją w bardzo zgranej grupie,same nie atakują ale jeżeli senior zacznie się stawiać to może być różnie i tylko ten problem istnieje.Jego wiek nie ma dla mnie znaczenia.Czy naprawdę nietoleruje żadnych psów ?
  24. Witam.Kontaktowałam się z opiekunką Tuptusia ,mnie jego padaczka absolutnie nie przeszkadza,nawet jakby miał ataki codzennie.Jedynym problemem byłoby przyjęcie Tuptusia przez moich trzech budrysów.Opiekunka mówiła że jest zazdrosny i dosyć nieustępliwy do innych psów.Wstępnie można ich razem skontaktować ,ale zobaczymy tylko pierwsze wrażenie,a relacja między nimi wymaga czasu.Stary jamnik również jest uroczy i tu myślę że również wszystko zależy od jego charakreu.Mój poprzedni jamnik Kuba był identyczny i zmarł śmiercią naturalną w wieku 14 lat,ale wraz z wiekiem wcale nie stawał się bardziej spokojny tylko coraz mniej tolerował inne psy i niektórych ludzi.Muszę trochę więcej wiedzieć o jego stosunku do innych psów.Najsłodsza jest suczka i być może to ona byłaby najbardziej zaakceptowana przez chłopaków.Wszysrkie chętnie zabrałabym,ale musimy wybrać jedno z nich które będzie się dobrze czuło w już istniejącej sforze psów.Musicie mi panie pomódz,mówiąc troszkę więcej o temperamencie jamniczków.Czekam na odpowiedż i mam nadzieję że któreś z nich niedługo już będzie u mnie.
  25. Bardzo się cieszę że ,,moja ,, Kaja znala dom.to teraz będę musiała wybrać się na kolejną wycieczkę do lasu i znowu przywieżć wyrzuconego pieska,a moze dwa. Wejdżcie na stronę o jamnikach.Chcę adoptować Tuptusia z padaczką,ale pewnie będą się opiekunki z państwem kontaktowały,bo przy jamniku Yokerze uznały mnie za osobę jeszcze niewiarygodną.Bardzo Wam dziękuję za przyjęcie Kaji i Kiki pod swój dach.Nie mogłam zabrać suczki z małym pieskiem do trzech psów bo skończyłoby się to olbrzymią awanturą.Jak tylko ustabilizuje się państwa sytuacja mogę zasponsorować kolejnego pieska.Jeszcze raz dziękuję.
×
×
  • Create New...