Mój Mixer też porozumiewa się ze mną za pomocą pomruków. On właściwie nie szczeka (no, chyba że reszta sforki zacznie) tylko mruczy. Potrafi całą noc nadawać. Cudne to jest. Czasami są to to pomruki szczęścia (całą noc potrafi nadawać), innym razem zniecierpliwienia (3 suczki i on jeden!) albo wręcz niechęci.
W końcu do mnie doszło, że Kozak ma dom i swoją ukochaną Panią. I że nie muszę się już martwić, czy lub jak przetrwa zimę. I że wreszcie jest szczęśliwy. A nawet to, że nie na moich kolanach położy łeb. I nie do mnie będzie mruczał. I strasznie się z tego cieszę. A ja po prostu do końca jego (albo swoich) dni będę kochającą ciotką. Ale za to JAK kochającą! :loveu: