Widzieliście, jak wilczak goni sarny? Ja widziałam, przez 3 sekundy, bo potem wilczak znikł z pola widzenia. Zanim skonczyłam wołać jego imię, już go nie było. Sarny przeleciały metr od nas. Dosłownie. Baaj nie jest głupi, zawrócił po łuku, jak nas nie znalazł poleciał do samochodu, jak i tam nas nie było zaczął szukać w miejscach, które zna. Nie wiem, co zrobił jak zobaczył Michała, ale Michał wygląda jakby wziął udział w powstaniu. Całość trwała może 10 minut, może 15... Myślałam, że umrę. Ztraumowaliśmy chłopaka, który miał pecha i spotkał Baaja trzy razy... Cóż... Sporty ekstremalne nie są potrzebne.