Niestety mam bardzo złe wiadomości.
Benio odszedł za Tęczowy Most.
Może dla niego to lepiej? Nikt go tam już nie porzuci, nie przywiąże do drzewa na stare lata?
Pocieszające jedynie jest to, że odszedł chyba we śnie, w nocy, prawdopodobnie był na coś chory, ale wiadomo, jak jest w schronisku nikt nie diagnozował go.
A może z tęsknoty i bólu serduszko mu pękło.
Do końca mail dobrą opiekę, super budę i nikt go nie męczył: ani psy, ani ludzie - największą krzywdę uczynili mu Ci co go porzucili, na których chyba czekał do końca...
Nie przekonał się do nikogo w schronisku, a to bardzo rzadko się zdarza.
Szkoda, że odszedł bez swojego człowieka.
Jest mi bardzo przykro, bo to jeden z pierwszych psiaków z naszego schroniska, na którego zwróciłam uwagę