Jump to content
Dogomania

zmierzchnica

Members
  • Posts

    5174
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by zmierzchnica

  1. [quote name='Madie']Zmierzchnica, ale ja właśnie nie chciałam jej do czegokolwiek wykorzystywać. Bardziej się bałam, bo ona ma takie inklinacje, że na własną rękę będzie chciała mnie bronić. :roll: Nie chciałabym, żeby przez to, że jest duża i burczy zarwała kopa gdyby naprawdę ktoś chciał coś zrobić. Zazwyczaj noszę kaganiec ze sobą, ale wtedy miał to być króciuteńki spacerek, który nam się wydłużył. Z resztą wieczorem bardzo mało ludzi jest i rzadko jej ten kaganiec zakładam. Ona już się nauczyła nie reagować na ludzi, którzy bardzo blisko nas przechodzą, nawet pijaków. Ale jak ktoś się szarpie, albo wrzeszczy albo robi gwałtowne ruchy w naszym kierunku to się denerwuje. Pracujemy nad tym. No i zaczęłam gaz ze sobą nosić, pewnie nigdy nie użyję, ale czuję się lepiej, tym bardziej, że ostatnio sąsiadom uciekają dwa NAPRAWDĘ wielkie kaukazy. :/ Przeskakują ogrodzenie i sieją postrach:roll:[/QUOTE] Ja wiem, wiem, zrozumiałam, że nie chciałaś jej użyć do obrony :) Tak tylko przestrzegam, że to nie jest dobry pomysł. Co do kaukazów.. Jeśli będą chciały zrobić krzywdę, to żaden gaz Ci nie pomoże. Na jednego nie pomoże, a co dopiero na dwa. Pomówcie z sąsiadami, a jeśli są niekumaci to zostają telefony na policję (albo straż miejską jeśli macie) do skutku. Oczywiście można to olać i unikać i ciągle się bać, ale pewnie ktoś - jakiś przypadkowy pies - mocno ucierpi na takiej niechęci zaszkodzenia sąsiadom. Moja najmłodsza suka ma taki wzrok, że nie musi ani szczekać ani warczeć :loveu: Jak łypnie spode łba to i tak ludzie ją omijają :diabloti: Śmieszne, bo nawet mój brat się jej obawia, kiedy ona po prostu tak się gapi... Za to był zachwycony sunią znajomej, ma taki sympatyczny pyszczek :loveu: Tylko Hera ma usposobienie całkiem przyjazne, a owa sympatyczna sunia ma na koncie dwa ugryzienia i kilka prób :evil_lol:
  2. [quote name='Dioranne']W mniejszych miastach wszystko wygląda nieco inaczej. ;) Jak w Lesznie pójdziesz z gryzoniem do weta to jest wielki szok, że z takim maluchem się chodzi do weta. Natomiast w większych miastach jest to już dość 'popularne' (bo i weci dla gryzoni tam są). Co do tego psiego przedszkola - całkiem fajna sprawa, bo to jest dość dobry socjal dla takiego malucha. I nie taki 'na odczep' jak to bywa w psich przedszkolach gdzie umawia się na zajęcia itp. Założę coś takiego. :evil_lol:[/QUOTE] Z tego co wiem, to psie przedszkole jest też dla dorosłych psów :) Taka przechowalnia na czas pracy opiekuna. Z jednej strony pomysł super, ale chyba głównie dla osób, którym na pracy z psem nie zależy - ja sobie nie wyobrażam, że ktoś inny by szkolił i wychowywał przez osiem godzin moje futra, bo ja jednak wolę pracować z nimi po swojemu. Jak odliczymy czas na sen i czynności poza-psie to taki opiekun dłużej się zajmuje zwierzakiem niż właściciel i ma pewnie też większy na niego wpływ ;) Ale jeśli ktoś ma pracę absorbującą, a nie chce się ze zwierzakiem rozstawać, to takie rozwiązanie jest mega :) [B]PP[/B], też mi się wydaje, że jest zapotrzebowanie, tylko to idealny pomysł na dorobienie sobie, ale nie regularną pracę.. Każdy chce płacić jak najmniej :razz: Ale patrząc na to, ile ludzi dziennie mnie zaczepia, żebym ich psa też wyprowadzała - i to na moim zadoopiu - to popyt jest :)
  3. [B]evel[/B], napisz książkę koniecznie o tych swoich dziewczynach, bo jak opisujesz swoje i ich perypetie to idzie paść ze śmiechu :evil_lol: Dziewczyny się docierają, za niedługo stworzą minigang i będą dręczyć wszystkie pieski i dzieci w okolicy :diabloti: I meneli też :loveu:
  4. Super :) Gratuluję i podziwiam, że udało Wam się sunię "wypracować". Na pewno wymagało to wiele cierpliwości. Mam nadzieję, że faktycznie Bianka się odnajdzie w nowej rodzinie i już jej nie zwrócą :)
  5. Gratuluję postępów! Świetnie się czyta, że idzie Wam coraz lepiej :) Skoro Patryk wobec niektórych psów umie się zachować pozytywnie, to myślę, że jest na dobrej drodze, żeby traktować tak resztę psiego świata. Mi się wydaje, że jakieś elementy agresji terytorialnej mogą tutaj odgrywać rolę.. A przynajmniej tak było u mnie. Pamiętam, że jak z agresją Fro miałam problemy, to najgorzej było w okolicach domu. Najśmieszniejsze było to, że początek spaceru decydował o jego przebiegu: jeśli tuż przy wyjściu spotkaliśmy któregoś z licznych wrogów, cały spacer był do bani, a pies był nabuzowany i wariował do każdego psa :roll: Jeśli początek spaceru to były spokojne komendy, udało się minąć jakiegoś psa albo żadnego nie spotkać, to przez resztę wyjścia Frotek był bardziej kontaktowy i łatwiej mi się go ogarniało. Ale najlepiej mi się chodziło z dala od domu, na odległych osiedlach. Wtedy piesek tracił wigor i nawet jak poburczał to nie było szału :razz: Ja to wykorzystywałam nie tyle do zapoznawania Frotka z psami, co do nauki olewania - w takich miejscach ćwiczyłam komendy i uczyłam psa, że żaden kontakt z obcymi futrami (pozytywny czy negatywny) nie jest konieczny. Nigdy nie zapomnę, jak wzięłam wtedy jeszcze wariackiego Frotka na psi festiwal do Opola... Było MNÓSTWO psów. Ogrom. A moja Frocia grzeczniutka jak trusia, bo jak tu podskoczyć? Jednemu spuszczę łomot, to reszta mnie rozetrze w pył :evil_lol:
  6. [quote name='Bobryna']Hej, żyjemy wbrew pozorom ;P Dzięki za zainteresowanie :) A u nas trochę się działo, przeprowadziliśmy się (LaPsy oczywiście z nami). Blusia gorzej zareagowała na przeprowadzkę, tzn. przez stres spadła jej odporność i nabawiła się kaszlu. Dostaje jeszcze antybiotyk, ale na szczęście już jej przechodzi choróbsko. Ciągle mam coś do roboty, to nie zaglądam często, a o pisaniu czegokolwiek na galeriach nie wspomnę :P (ale postaram się to zmienić ;)) W tym roku nie wiem, czy gdziekolwiek pojedziemy :roll:[/QUOTE] Oj biedaki, to na pewno macie mnóstwo na głowie ;) Odezwijcie się i pokażcie w wolnym czasie :) Zdrówka dla Blusi!
  7. [quote name='Madie']Ja wczoraj byłam z Pandą, pannica była w dość zabawowym nastroju i co chwila próbowała mnie zachęcić do zabawy. Dwóch mężczyzn w średnim wieku szło za nami jakieś 20 minut, jak my w lewo - oni w lewo, jak my w prawo- oni w prawo. Dość ciemnawo było i się zastanawiałam tylko, czy jak coś się będzie działo, to czy puszczać Pandę żeby się na nich nie rzucała, czy nie puszczać, żeby nie daj Boże przestraszona ich nie pogryzła. Paranoja, ale taka lokalizacja... W końcu jeden z nich zawołał, i stwierdził że przeprasza, bo z kolegą od dłuższego czasu się zastanawiają jaka to rasa. :oops: Ponoć kłócili się namiętnie po drodze. Odpowiadam, więc zgodnie z prawdą, że to mieszaniec, i że może mieć coś z bernardyna. Ale ogóle to po prostu kundel. I jeden z nich taki zachwycony - "Tak wyglądającego kundla to ja bym chciał mieć". A drugi oburzony -" No przecież tak wyglądają młode azjaty! Może im się bernardyn puścił z jakimś!" Potem po chwili śmiechu sobie poszli.[/QUOTE] Nie dziwię się, że się przestraszyłaś ;) Bardzo nie lubię zaczepek mężczyzn, a jakby jacyś za mną szli to albo bym się biegiem puściła albo coś kombinowała, żeby wejść do jakiegoś bloku i im uciec :diabloti: Nie warto jednak do obrony zaciągać psa, jeśli zrobi napastnikom krzywdę, to będziesz mieć problem, nawet jeżeli mężczyźni byli agresywnie nastawieni :roll: Ja nieraz się wrogo nastawiam, szczególnie jak idę z całą czwórką psów. Ktoś się na mnie gapi, rozdziawia otwór gębowy... Z doświadczenia wiem, że zaraz padnie "ile to sra!!", "po co z tymi kundlami łazisz tutaj!" i się przygotowuję na atak, a tutaj pada: "takie ładne pieski, skąd ma pani ich tyle?" :razz: Od razu całe powietrze ze mnie schodzi ;) Takie zaskoczenia są miłe, najgorzej jak się zdarza na odwrót - ktoś się sympatyczny wydaje, a tutaj nagle zaczyna zgłaszać pretensje :shake:
  8. [quote name='Wola istnienia.']Po prostu jesteś zazdrosna, że jemu się tam udało pięknie udało wychować psa :evil_lol:[/QUOTE] No pewnie, zazdrość mnie zżera..:diabloti: I to jeszcze rasowiec! Te moje kundle takie głupie, jak je spuszczę ze smyczy to łażą za mną jak te głupie, jak mówię siad to siedzą, takie to ciołki.. Nie to co prawdziwy wyżeł prawdziwego profesjonalisty, który reaguje frunięciem na każde szarpnięcie smyczą :loveu: A co do wyprowadzania psów - chyba się da jakoś na tym zarobić, tylko nie wszędzie ;) Jak byłam we Wrocławiu to w wegańskiej knajpie znalazłam ulotkę "Pet service" - firma proponowała wyprowadzanie psów, wizytę behawiorystów, wzięcie psa do weta czy groomera i takie tam. Jest też klika osób z Warszawy na facebooku, które trudnią się - z tego co zauważyłam - wyprowadzaniem psów, np. "Biegająca z psami petsitter". Czytałam też artykuł w którejś z gazet o psim przedszkolu - ale dosłownie przedszkolu, miejscu, gdzie zostawiasz psa na 8 godzin, kiedy idziesz do pracy. Ma tam organizowane zabawy, spacery, szkolenie i odpoczynek, jak w normalnym przedszkolu :p To też była Warszawa. Wydaje mi się, że faktycznie trzeba trafić w duże, dość bogate miasto. Jak ja chodzę z psami to mnie ludzie nieraz pytają czy wyprowadzam psy i czy "wezmę też ich psa"... Ale im się oczywiście marzy za darmo :evil_lol: Znajoma szukała psiego hotelu, jak się okazało, że za to trzeba płacić (wow!) to... zostawiła swojego wychuchanego, malutkiego pieska na działce :roll: Także wydaje mi się, że w małych miastach ludzie są jakoś mniej skłonni płacić za usługi dotyczące zwierząt...
  9. LadyS, agutka - dzięki za sugestie :) Zwykle to się zdarza właśnie, kiedy Hera zje poprzedniego dnia trawę, a trawę je często. Nie wpływa to na jej zachowanie, zwymiotuje pianą i potem dalej jest żwawa jak zawsze. Teraz na przykład od ponad tygodnia tak nie robiła, a czasem znowu dzień w dzień przez kilka dni... Może to faktycznie ma związek z porą jedzenia? Nie mają stałej godziny, bo to zależy od tego, co się dzieje, czy jeżdżę na studia czy mam wolne itd. U Chibi to był ten jeden raz, szczerze mówiąc, wyglądało to jak wirus grypy żołądkowej u człowieka. Po dwóch dniach nie ma po tym śladu, Chibi jest tak samo szurnięta jak wcześniej. Druga wetka stwierdziła, że to"możliwe, że to jakiś wirus", ale w sumie nikt mi nic konkretnie nie powiedział :roll:
  10. W sensie na odwrót? Chore nerki objawiały się ulewaniem? Tylko to była jednorazowa akcja, a teraz już nic takiego się nie dzieje. A ta sunia miała to często? Za to Hera ma często takie wymioty poranne. Raz-dwa razy na tydzień wstaje rano, wymiotuje niczym (w sensie ślina, trochę żółci i piany). Odkąd pamiętam tak ma, w sensie od szczenięctwa, ale miała wszystkie badania robione i nigdy nic nie wyszło :roll: Ja to związałam z jedzeniem trawy dzień wcześniej, ale nie wiem..
  11. A ja mam niezłą radochę z faceta z wyżłem weimarskim :diabloti: Pan starszy, pokaźny brzuszek, głowa zadarta do góry tak, że nawet na nikogo nie spojrzy - szczególnie jak nas mija, podnosi ją wysoko z wyrazem pogardy: "znikać, baby, mam rasowego psa!". Słuchawki w uszach, żeby nie słyszeć pretensji właścicieli, w których włazi ze swoim bydlątkiem :p Jego ulubioną rozrywką jest doprowadzanie do podbramkowych sytuacji, prowokowanie innych psów (do podejścia/zabawy/ataku) poprzez podchodzenie do nich od tyłu, popuszczanie flexi psu i odciąganie go, chodzenie tuż przy psach luzem. Potem z lubością wyżywa się na ludziach, których psy dały się sprowokować :loveu: Wrzeszczy wtedy, że jego pies pozabija te, które podbiegają i psa należy wychować albo prowadzić na smyczy. Ale jest jedna rzecz, która sprawia, że nie mogę się nie śmiać na jego widok... Mianowicie, "wychowanie" jego psa. I komendy owego pana :loveu: Pies nie ma zupełnie z facetem kontaktu. Nie patrzy na niego. Na widok innych psów napala się (ciężko stwierdzić na ile to radosne, a na ile agresywne pobudzenie). Gdyby nie flexi, po trzech sekundach ów pan psa by nie miał. Mimo to... Wydaje psu stanowcze, głośne i ostre komendy. Na zasadzie "STÓJ.", "ODEJDŹ.", "NIE IDŹ, ZOSTAW.". A potem "egzekwuje" je szarpiąc psa na flexi i fizycznie zmuszając go do ich wykonania. Tyle, że pies nie zauważa nawet, że właściciel coś do niego mówi, bo jest ciągle podniecony czymś innym, wzrok rozbiegany, nigdy nie widziałam, żeby na niego choć spojrzał :loveu: Mam ubaw, gdy ów pan włazi prosto na moje psy, ja moim wydaję komendę "siad-zostań", a facet nie patrząc na mnie, z głową zadartą do góry mija mnie i pozwala weimarowi podejść na odległość metra od moich psów. Weimarek napalony, merda, wzrok szalony... Moje psy zlewka. Wtedy pan wydaje komendę "CHODŹ.", szarpie psa na flexi i pies fruuunie za nim... I facet dumny, że pies go słucha :loveu: To dopiero wychowanie! :diabloti: PS. Pewnie by mnie to doprowadzało do szału, gdyby nie to, że długo ćwiczyłam z psami zostawanie przy innych psach i takie jego zachowanie to dla mnie idealne ćwiczenie ;)
  12. [quote name='Baski_Kropka']Jejuuu! A czuje się już panienka chociaż troszkę lepiej? Brzydkie objawy takie wymioty i biegunka :/ A nie ma szans, żeby jej coś stanęło w żołądku? Jakiś skrawek patyka który podrażnił przewód pokarmowy? U nas wetki zawsze robią badania i bez badań (chyba że objawy są bardzo jednoznaczne) nie podejmują leczenia, bo czasem można więcej zaszkodzić niż pomóc :([/QUOTE] Już jest ok :) Gnida się rozpuściła, zauważyła, że się rozczulamy nad pieskiem i uznała, że można nie przychodzić na wołanie i olewać komendy :loveu: Wczoraj ją wołam, a ona wsadza nos w dziurę i się gapi na mnie. Wołam drugi raz, robi dwa kroki, druga dziura, wsadza pysk... I się gapi. Po drodze do mnie zaliczyła w ten sposób chyba z 5 dziur :diabloti: U nas jest problem z wetami. Jeden bawi się w dr. House'a, a drugi.. Szkoda gadać. Wczoraj mieliśmy interwencję - suczka cała w larwach much, ale poza tym całkiem żwawa. Wet chciał ją uśpić! Bo jest brudna i w sumie właścicieli nie stać na leczenie - to jest powód do zabicia psa. Krew mnie zalała, prędzej padnę niż do niego pójdę kiedykolwiek :angryy: Maksia też chciał uśpić, bo stary i właściciele to patologia - poszliśmy do drugiego weta, zoperował łapkę i Maksiu teraz ma się dobrze, a za operację zapłaciliśmy jako TOZ. Ale jak przychodzą ludzie z rasowcami to cud miód i orzeszki: pokazuje zdjęcia, wyświetla zdjęcia z prześwietlenia na ścianie i wszystko tłumaczy, och och... Ale brudnego psa uśpić albo natychmiast zabrać :angryy: O suczce, którą znalazłam - ślepa, głucha i chore serduszko - powiedział, że wszystko jest ok, bo przecież chodzi i mamy ją wywieźć do schroniska, a nie mu głowę zawracać. Cudownie :shake:
  13. [quote name='Pani Profesor']do drugiego, czyli tego, który się boi psów? :diabloti: idź idź, krew koniecznie trzeba zrobić, przy okazji jak będziesz coś wiedziała, to pisz tutaj na przyszłość, może się komuś przyda.[/QUOTE] Kotów też się boi :loveu: Jak tylko będę coś wiedzieć to dam znać :)
  14. Wracam trochę do tematu :) Byłam wczoraj z Chibi u weta, dłuuga kolejka, atmosfera nieco grobowa, bo dużo zwierząt w ciężkim stanie. Było m.in. dwóch chłopaków i dziewczyna na oko 20 letnich z białą kotką, inna dziewczyna z chorującą sunią. Dziewczyna opowiada, co z jej psem: że ma różne upławy, posikuje, tam gdzie leży powstaje plama i pozostawia za sobą wszędzie mokre ślady... Straszna sprawa, a tu nagle jeden z chłopaków stwierdza: [B]no to może ona zamienia się w ślimaka?[/B] :evil_lol: Właścicielka suni stwierdziła, że to bardzo prawdopodobne :diabloti:
  15. Więcej wiem tyle, ile nic, bo wet jak zawsze w poniedziałek zakręcony, w trakcie wizyty odbierał telefony, kolejka do niego długa jak po mięso w PRLu.. Wsadził Chibi palec w tyłek, stwierdził, że "w środku" kupa ma ładną barwę, a skoro młoda je i pije już to jest ok. Dostała antybiotyk dzisiaj, jutro i pojutrze mam jej dać sama. No i probiotyk. Fakt, że wróciła już do siebie, ale nie podoba mi się to olanie sprawy, chyba pójdę do drugiego po krew mimo wszystko :roll:
  16. [quote name='Pani Profesor']ciotki, ja nie mam totalnie czasu :placz: wlazłam na chwilę na dogo, przelecę Wasze wątki i spadam dalej. non-stop gdzieś jeżdżę, coś robię, pracuję, a na dokładkę są wakacje (dla naszej ekipy znajomych ostatnie w życiu ;) ), więc korzystam ile wlezie. mam do wyboru - melinować na dogo, albo połazić z psem, wybieram to drugie póki co ;) Patryk jest szczęśliwy jak nie wiem, codziennie gdzieś łazi, biega, mimo upałów chętnie chodzi po podwórku, wczoraj spotkał się z Neską po miesiącu niewidzenia i myśleliśmy, że oszaleją z radości :D biegały z podkurczonymi dupkami i wywalonymi jęzorami do 1 w nocy, aż padły trupem :D[/QUOTE] Ty to masz życia, a ja tu praktyki i robotę zaczynam :evil_lol: Ciesz się, póki masz z czego :diabloti: A ja czekam na burą jesień z utęsknieniem :loveu: O wiele lepiej mi się na jesień żyje, lato jest trudne do przełknięcia ;)
  17. [quote name='Pani Profesor']i co się dzieje? Pat tak rzygał (po piciu również) jak się nażarł pomidora i papryki, nie wiem czy to ta mityczna przylepiona skórka, czy trawa (bo też jadł) ale przeszło samo z siebie, a jako winowajcę obarczyliśmy wspomniane warzywa i trawę, bo tylko to zmieniło się w diecie. może zeżarła jakąś kość i jej coś utknęło? byliście u weta?[/QUOTE] Pisałam już u siebie, ale może komuś to pomoże... Zastrzyki przeciwwymiotne, podejrzenie anaplazmozy (choroba odkleszczowa), antybiotyk i nic nie wiadomo na pewno. Dopiero jutro będzie diagnostyka. Standardowo głodówka. Wczoraj Chibi zrobiła się sztywna i zimna, po telefonie do weta podałam jej elektrolity w płynie, jest już teraz lepiej. Dziś dochodzi do siebie, jest o wiele żwawsza, ale został wodowstręt, nie chce pić, podaję wodę na siłę :roll: Kości nie jadła, mam na nią oko i na spacerach i na podwórku, psy u mnie nie zostają same na dworze.. Może być tak, że ktoś wrzuci coś za płot a pies szybko to chapsnie i nie zauważę, ale to mało prawdopodobne. Może faktycznie siadła jej trawa albo coś? Ale wet to wykluczył, więc trudno powiedzieć. Jutro znowu idziemy do niego, będę wiedzieć więcej na pewno..
  18. [B]Pani Profesor [/B]- ja nie jestem pewna co do tej anaplazmozy, szczerze mówiąc. Objawy mi nie pasują. Wet nie zrobił żadnych badań, nic nie jest wiadome na pewno. Dopiero jutro chcę go przycisnąć o pełną diagnostykę. Niestety, u nas jest albo wet, który się boi psów i nie rozpoznaje chorób, chociaż robi badania, albo drugi, który ufa swojej intuicji i doświadczeniu, a badania robi tylko w ostateczności. Jak dotąd się nie pomylił, no ale..:roll: Do krwi przecież nie wejdzie. [B]magdabroy[/B] - dziękuję za wsparcie :) dziś jest już lepiej, dostała znowu antybiotyk i zastrzyki przeciwwymiotne (podane w domu), ale nie pogorszyło jej się. Jedyne, co mnie martwi, to wodowstręt. Wzięła kilka kawałków gotowanego indyka, ale pić nie chce, wlewam w nią siłą strzykawką :roll:
  19. [quote name='Talia']Wczoraj Meri skakała z pomostu najlepiej na całej plaży. W konkurencji były dzieci i dorośli gatunku ludzkiego - pokraki zarówno w skokach jak i w stylu pływackim. Poza tym Merida zakochała się w sznaucerze miniaturce o imieniu Walkower. Czołgała się do niego, pokładała na plecy. Po prostu miłość :loveu: Za jakieś 2-3h też mamy jechać nad jezioro. O dziewo mimo tego, że było wczoraj sporo ludzi i dzieci, to nikt nie był oburzony psem na twarzy. Słyszałam tylko teksty "patrz mamo! pies skoczył do wody!"[/QUOTE] Zazdroszczę ;) Zawsze chciałam mieć pływającego psa, ale ani jeden z mojej czwórki nie podziela mojego zdania ;) Frotek płynie do brzegu jak go wsadzę do wody. Daje się wziąć na ręce i potem chętnie płynie na brzeg, ale żeby tak samemu popływać to nie ;) Hera umie, ale nie lubi. Jak jest gorąco to trochę popłynie i wróci - koniec. Za piłką z wielką łaską... No ale nie to nie, cóż zrobię ;) Najbardziej piasek na plaży lubią, jak byliśmy nad morzem i było pustawo to szalały równo ;) Fajna ta wasza dziewczynka :) Zresztą obie damy są fajne :p
  20. [quote name='magdabroy']A wet jakie ma podejrzenia "choroby"?[/QUOTE] Ech, nasz wet bawi się w dr House'a. Ale jest mimo wszystko najlepszy w mieście :roll: W każdym razie stwierdził, że skoro był u nas przypadek anaplazmozy - pies przyniósł kleszcza z parku, a Chibi chodzi do parku na spacery i miała kleszcza.. To pewnie będzie to. Takie leczenie na ślepo, ale w sobotę miał mało czasu, trzeba go przycisnąć do diagnostyki w poniedziałek, bo leczy psa, a nawet krwi nie zrobił. Dał jej antybiotyk, leki przeciwwymiotne, zapisał inne rzeczy. Ale wczoraj było źle, zaczęła się robić zimna i stężała, normalnie taki zombie. Dzwoniłam do niego, kazał podać elektrolity. Po tym było lepiej, w nocy odżyła, przyszła do mnie zamerdać ogonkiem, zaczęła kontaktować. Teraz widać, że jest biedna i obolała, ale żywsza i wita się z Luką.. Wcześniej na Lukę szczerzyła zęby, a to było do niej bardzo niepodobne :shake: Dzięki za troskę :) Oby tylko było lepiej..
  21. [quote name='*Monia*']Oby to nic poważnego nie było :shake:. Daj znać jak po wizycie i co wet powiedział. :kciuki:[/QUOTE] Wygląda bardzo poważnie :( Doszła teraz biegunka, która aż chlupała.. Dostała zastrzyki przeciwwymiotne, mam podać ranigast i probiotyki potem, głodówka 2 dni. Nawet się nie rusza, zaległa pod krzakiem na podwórku i ani be ani me :( W poniedziałek zrobimy testy diagnostyczne, sobota to bardzo głupi dzień na chorowanie (ale i tak lepszy niż niedziela)... Biedna mała, serce mi pęka :roll: A wczoraj jeszcze radosna biegała za badylem...
  22. Dzięki dziewczyny za odpowiedzi. Co do trawy, zawsze coś trochę skubnie, może faktycznie to powód. Niestety, ulewanie przekształciło się w pełne wymioty z tłocznią brzuszną, nawet jak pies nie pije czy nie je, w nocy co godzinę-dwie wymiotowała :shake: Wymioty były takie różowe, pewnie zmieszane z krwią. Zastanawiam się, czy ktoś mi czegoś na podwórko nie wrzucił, ale chyba trutka by ją zmogła i objawy byłyby bardziej "poważne". Ona jest kontaktowa, łazi, reaguje. To bardzo myli, no bo skoro była żwawa i biegała jak zawsze, to nie chciałam panikować i jej targać od razu do weterynarza..:roll: Czekam jak na szpilkach na weta, za niedługo otworzy gabinet...
  23. [quote name='*Monia*']Moim zdaniem to jakaś chwilowa niestrawność, kiedyś mojej cioci suczka miała podobnie i szybko przeszło. Ja raz z powodu kasłania Hexy złapałam dziecię w locie, wrzuciłam do wózka i już miałam wybiegać do weta, ale sucz z takim wyrzutem na mnie spojrzała jak ją usiłowałam podnieść że mi wróciło trzeźwe myślenie :evil_lol:[/QUOTE] Haha, ja dlatego staram sobie zawsze tłumaczyć, żeby nie przesadzać ;) Jednak niestety u Chibi to coś gorszego.. Całą noc chodziła i rzygała (oczywiście na pościel, 3 komplety do prania plus dwa prześcieradła), a rzygi są już różowe, zmieszane z krwią chyba. Boję się, że ktoś nam wrzucił trutkę na podwórko :-( Ale to chyba by ją bardziej zmogło i szybciej.. Nie może pić, bo zaraz wymiotuje, jak nie pije to też to robi, zresztą... Wet dopiero od 10, siedzę jak na szpilkach :roll:
  24. [quote name='gryf80']Zrob psu glodowke do jutra o samej wodzie jesli bedzie chciala.moze to na tle niestrawnosciowym[/QUOTE] Dziękuję za rady.. Tak czy siak robi sobie głodówkę, nie chce jeść, chociaż kontaktuje normalnie. Ona zwykle jest raczej spokojna i poważna w domu, więc nieraz ciężko stwierdzić, czy po prostu tak ma czy coś jej jest :roll: Oby to tylko nic poważnego nie było..
  25. [URL="http://www.dogomania.pl/forum/threads/255319-Ulewanie-po-wypiciu-wody-przez-doros%C5%82%C4%85-suni%C4%99-pomocy%21"]http://www.dogomania.pl/forum/threads/255319-Ulewanie-po-wypiciu-wody-przez-doros%C5%82%C4%85-suni%C4%99-pomocy%21[/URL] Jakieś pomysły..? :(
×
×
  • Create New...