Pytaj - odpowiem. Właściwie on tyle tam siedzi, że nikt nie wie skąd się wziął. I to nie jest schronisko - to jakby prywatne przytulisko. Ludzie tam pracujący sa właściwie nie na etatach tylko - hm, jak to nazwać - sprzątają u siebie.
to chyba tylko my się martwimy tym, że nie mają domu. One maja to w nosie, dla nich miejsce gdzie są jest domem. Kochane przytulaki, nie wiem czy będzie można je rozdzielić.