Cześć
Mam chwilkę więc Wam przybliżę moją skromną osobę a także moją przygodę z pudlami. Trochę długie więc nie trzeba czytać, jak ktoś nie chce:lol:
Zaczynając u źródła cofniemy się do moich 11 urodzin, kiedy to do naszego domu trafiła rodowodowa srebrna pudelka ( córka Luki Habanera i Bobiego Szaraczka - nawet dziś pamiętam :loveu: ) Niestety okazało się po dwóch miesiącach, że Tinka ma dysplazję bioder więc nigdy nie była "wystawiana". A szkoda takich uszu to w połowie nawet moja obecna Bellunia nie posiada. To był Pies wyjątkowy. Tinka zaraziła mnie pudloholizmem i tak mi zostało :) Odeszła jak miałam 21 lat i pozostawiła po sobie ogromną pustkę. O nowym pudlu nie miałam co marzyć (względy finansowe i rodzinne) i tak do czasu "jak poszłam na swoje". Ale i wtedy pudel był poza moimi możliwościami finansowymi :placz: A ponieważ mój psioholizm to choroba i MUSIAŁAM żyć z psem pod jednym dachem (ku zgrozie mojej kochanej mamusi) trafiła do nas 7 letnia syunia ze schroniska. Urocze bradzo leniwe duże psisko :). Za życia Suzi moja rodzina powiększyłą się o dwoje dzieci. Dwa lata temu i Suzi odeszła. Najpierw była pustka a potem pudloholizm znów zacząła powoli mnie drążyć. W międzyczasie okazało się, że starszy synek po śmierci Suzi z miesiąca na miesiąc coraz bardziej bał się psów. Początkowo dużych potem coraz mniejszych ,a skończyło się na tym że jak york albo jamnik stał na chodniku to musieliśmy przechodzić na drugą stronę ulicy. Nie daj Boże żeby jakiś pies szczeknął, albo się na synka popatrzył! Pomyślałam sobie że na oczach rośnie mi tu jakaś fobia i warto by zanim się zupełnie rozwinie dziecko do obecności psa przyzwyczaić. Z powodów finansowych wybór znów padł na schronisko, ale się wahałam - te tony sierści po Suzi dawały mi się nieźle we znaki. No i moja mama pomstowała, że "te tony sierści....) Więc może tak pudel!? Potem był szczęśliwym zbiegiem okoliczności napływ gotóweczki i spełnienie moich marzeń przyjechało z nami z Bydgoszczy. Miała być "lekiem" dla synka starszego - i spełniła się znakomicie; towarzyszem zabaw dla mlodszego synka- i przy mojej pomocy zaczynają się odnajdywać jako kompani zabaw. Jest też moim towarzyszem i "uspokajaczem", kiedy siedzę przy komputerze i piszę pracę. Jednym słowem piesek do kochania, niekoniecznie do wystawiania. Ale mnie Nasza Pani Fryzjerka pokusiła i tym sposobem choduję długą sierść:roll: a mój mąż po obcięciu Belli na pupy clip (jakkolwiek by się to pisało:oops: ) stwierdził, że z TYM PSEM teraz nie będzie wychodził na spacer:mad: No ale mu przeszło HI hi.
Miałam ostatnio parę przygód w postaci filcu na łapkach po jednym godzinnym spacerze w lepkim śniegu;) .
Belli papiloty są tematem rozmów na podwórku. Jakobyśmy pudlowi uszy obcięli, tudzież "biedny piesek tak zmarzł, że mu się na uszach sople porobiły":cool3:
Co do wystawy to zgłosić ją na młodzierzową czy otwartą?
Co do zdjęć to gdzieś tu powinny być. Tylko że... Wysłałam cztery - trzy Belli i jedno pomyłkowo jakiegoś owczarka, którego mi mąż chciał pokazać - To pomyłkowe zdjęcie podpisałam "pomyłka" a zatwerdziło mi tu na dogomanii dwa zdjęcia Belli itę pomyłkę. Jak jąusunąć?
I jak umieścić zdjęcie Belli pod moim nickiem?
Pozdrawiam
Zupełnie szalona na punkcie pudelków Ola