Jak rano poszłam z psami na spacer, znaczy się na bardzo krótki...Carmen w drodze powrotnej zrobiła mi nieżły numer... Ja z nimi obecnie po schodach schodzę tak: jedną ręką kurczowo otrzymam się poręczy a drugą trzymam obie smycze. Oczywiście nie muszę tłumaczyć, że laski ciagną jak szalone aby tylko być na dworze. A w drodze powrotnej się wycwaniłam i jak nikogo nie ma na klatce schodowej, to puszczam je ze smyczy i same gnają pod drzwi. (no..czasem zamiast zatrzymać sięna drugim piętrze, lądują na 4tym). No i dziś jak zawsze, spuściłam je ze smyczy. To była 6.15 rano. I człapie sie za nimi. A tu masz.,,,Carmen zatrzymała się centralnie pod drzwiami tego naszego ukochanego policjanta i zrobiła swoje basowe ŁUUŁUUŁUUU..... Ależ ja dostałam szybkości po tych schodach..fiufiu..Carmen jest lepsza od wszystkich rehabilitacji...skakałam na mojej usztywnionej nodze co drugi stopień!! Zgarnęłam po drodze rozanieloną Carmen i wiałyśmy szybko do domu. Narazie nikt nas nie zaczepił..ale też śmigam boczkiem..boczkiem. ;)