A teraz tak poważnie. Zrobiły się niezłe jajca. Położyłam się niedawno na kanapie, bo się nieco pochorowałam. Dzwoni telefon kom. Patrzę...nie znam numeru. No ale cóż, odbieram. Słyszę znajomy głos, a to to koleżanka z bloku w którym sie wychowałam. Straciłyśmy ze sobą kontakt na kilka lat. Dopiero spotkałyśmy się może tydzień temu i dałam jej nr kom. I tak po miłym wstępie Agnieszka mnie pyta, czy możemy się spotkać, ponieważ ona ma poważną sprawę do mnie. Niby nie chciała powiedzieć, ale nacisnęłam ja. Dokładnie to chodzi o jej psa Corteza. A bardziej o to, czy mozże go u mnie zostawić na 6 tygodni, bo wyjeżdża do Stanów. Że tak powiem "koparka mi opadła". Z checią bym wizęła Corteza, Agnieszka do psiapsiółka z dziecinnych lat i razem chodziłyśmy na spacery ze swoimi kundlami. ona z Murzynem a ja z Psotką i Łapką. No i co tu robić?