Wczoraj była tam jego pani.Nakarmiła, wybawiła się z nim. Maksio szleje na widok swojej pani. Kiedy odchodzi, piszczy. Serce się kraje. Nie tak miało być i jego pani bardzo się martwi, czy w czasie jej nieobecnosci Maksowi nic złego się nie dzieje. Niestety coraz trudniej jest o bezpośredni kontakt z psem. Maks zaczepia do zabawy, jednak założenie mu obroży i smyczy graniczy z cudem. Kiedy byłam tam ostatnio, nie udało nam się. Jego pani korzysta z każdej okazji, żeby pojechać do psa.Kiedy my tam jedziemy, również ją zabieramy. Niestety zdarza sie, ze u Maksa nie ma nikogo przez dwa a nawet trzy tygodnie. Teraz zimą nawet jeśli pojedzie to nie jest w stanie być tam długo. Maks mrozy znosi dobrze, popija śniegiem. Śpi w pomieszczeniu z dużą ilością chyba siana. Jemu potrzeba człowieka. Jego pani nie może wejść na dogo i coś sama napisać. Cały czas ją wyrzuca.