Mój tz na kota się nie zgadzał przez jakieś 20 lat.
Pytałam, urabiałam - nie, bo nie :roll:
W końcu udało mi się z niego wyciągnąć, że nie znosi zapachu kotów i dostaje torsji. Każdą dyskusję przerywał, nie i już.
W końcu jednego razu, gdy był w pracy, zadzwoniłam do niego, że muszę się do czegoś przyznać.
Pierwsze pytanie brzmiało: rozbiłaś samochód?
To, że do naszego domu przyjedzie kot, było już oczywiste :evil_lol:
W końcu sam pojechał po Baala do Mielca, w grudniu, w śnieżycę.
Teraz sypiają razem i miziają się, a Baal włącza traktor na sam jego widok.:roll:
Karmelek odnajdzie swój ulubiony smaczek, skoro pancia tak mu dogadza.;)