Nie wiem co zrobię. Ten domek co niby był dla Tajgi jest beznadziejny. Facet jeszcze nic nie zorganizował. Ma ją delikatnie rzecz mowiąc w nosie.
Pies o tak szlachetnym charakterze nie będzie oddany w byle jakie ręce.
Prawde mowia wolałabym ja uśpic. Sama mam male mieszkanie, nie pracuję, mojego psa oddałam na tymczas, też biedak nie wie co się dzieje. Myślałam, ze historia Tajgi poruszy kogoś, kto bedzie mógł ja adoptować ale niestety. jestem uparta, zorganizowałam dzis sobie 10 litrów herbaty i siedzę non stop przy komputerze, do połnocy albo jeszcze dłużej.