Zdrojka justyna tez nie mogła być przy Fluczku - była 150 km od niego.
Była sobota 22 - Fluczek źle się czuł, zabrałam TZ-ta, Tate i pojechaiśmy 30 km dalej do weta. Wet podał, mase leków, kroplówkę i mowił, ze jutro sie widzimy.
Wstałam rano - zadzwoniłam do taty - tata mowił, ze Fluniu płacze, podjełam decyzje jedziemy do weta aby Fluczek odszedł szybko i tak nie cierpial - nie wiedziałam, ze jestem zdolna podjac takie decyzje.
Powiedziałam, Tacie, ze za 5 minut bede - wychodzac z domu dostałam telefon - Flunia już nie ma:-(
Fluczek odszedł sam - chyba nie chciał aby mnie dreczyły jakieś wyrzuty.
Justyna planowała przyjechać do synka w niedziele, ale nie zdążyła