Dzisiaj wzięłam jamniki nad rzekę. Protestującą, zamkniętą w domu Sarę słychać było chyba z 300 metrów... wrzaski odstawiała takie, że szok.
Ech, zły dzień mam, to narzekałam trochę... ale tak to spokojnie sobie żyjemy. Sara jest chyba nadpobudliwa trochę, bo ciągle startuje do inncyh suk. Gryzie Billie, próbuje dziabnąć Dofi... Czasami, kiedy mam gorszy dzień, a jestem w Warszawie, zastanawiam się czy Dofi nie wydostała się z klatki, nie otworzyła drzwi do sypialni i nie zemściła się na Sarze za te jej zaczepki...