Wczoraj wieczorem Canon odmówił powrotu do domu - w ogrodzie jest chłodniej, cicho, spokojnie... najpierw się z nim nie kłociłam, ale potem stwierdziłam że jeszce go zeżrą komary i twardo poszłam go szukać.
A on sobie rozerwał worek z trocinami, wygrzebał większość, umościł superlegowisko i spał!
Pół godziny mu te trociny w jeko puchu wyczesywałam.
MacGyver, nie? Jak łózka nie ma - ZRÓB JE SAM!