Ja wierzę, że jest gdzieś jakiś KTOŚ gotów pokochać Canonka, z jego uroczym przekrzywianiem główki, uciekaniem pod wieczór kurcgalopkiem wokół jedynej niezdeptanej nerisowej rabatki... właśnie zaraz mnie czeka odwołanie go na noc do domu i nie wiem zaiste jak tego dokonam... tak mu się spodobało werandowanie że chciałby tylko na podwórku i na podwórku...