Jump to content
Dogomania

Nesiowata

Members
  • Posts

    26697
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    90

Everything posted by Nesiowata

  1. Na konto stowarzyszenia wpłaciłam 30 zł dla Finka.
  2. Jesteśmy po kąpieli - woda wcale nie była taka brudna, trochę piachu zostało w wannie.Panikarz chciał uciekać ale jakoś nie udało się. Ciut popiszczał ale teraz już spokojnie śpi. Myślałam, że będzie gorzej.
  3. Na takie rozwiązanie zawsze jest czas. Tymczasem chłopak cieszy się życiem. Nawet liże ręce ogonek kręci młynki, przyzwyczaja się do spania w legowisku, chętnie je. I nic go nie boli. Guz można dotykać, głaskać po nim i zero reakcji. Zadowolony kiedy wraca do domu, już przeszkadza mu mżący deszcz - trzeba go wyciągać na smyczy. I oby jak najdłużej tak było, należy mu się choć trochę lepszego życia.
  4. Wolontariuszka, która go przywiozła stwierdziła, że od maja to ten guz jest podobnej wielkości. Tyle, że pies bardzo schudł i dlatego tak wygląda. No a schudł bo nie mógł sobie poradzić z suchą karmą.
  5. Ale stowarzyszenie było z nim na konsultacji. W "moim"gabinecie też operują. A tak przy okazji - ogon Guzika pracuje jak młynek a pysk śmieje się od ucha do ucha. Dziś brat karmił go przysmakami z ręki i teraz go adoruje. j
  6. To miałoby pozwolić na zahamowanie rozrostu guza.No, ale to przyszłość. Dzisiejsze jajeczko od kury (prosto z kurnika) wciągnął bez namysłu,wczoraj było z twarożkiem. Już nauczył się jeść smaczki (choć z pierwszym miał problemy).
  7. Jesteśmy po wizycie. Dziś już chip wszczepiony i zarejestrowany. Dostał jeszcze probiotyk, tak zupełnie dobrze to jeszcze nie jest z biegunką choć znacznie lepiej. Dostałam też receptę na Euthyrox (ze względów ekonomicznych. We wtorek kolejna wizyta. Guz nieoperacyjny. Można wprawdzie zrobić biopsję aby dowiedzieć się co to takiego, ale najpierw musi się wzmocnić fizycznie. Tylko czy to w ogóle ma sens?Warto go męczyć? Ostrzykiwanie guza też w późniejszym terminie jak już chłopak choć trochę przytyje. Dziś tylko raz pisnął przy chipowaniu, później wpasował się pod krzesło i ułożył tam do snu. A na koniec nie miał najmniejszej ochoty na wyjście. I jeszcze jedno - dziś polizał moje ręce. To było całkowite zaskoczenie. Wyniki badań wstawię później. Zdaniem weterynarza, patrząc na niego, są rewelacyjne.Ma tylko lekką anemię ale nie mam na to w ogóle zwracać uwagi.
  8. Kolejna spokojna noc.Tym razem chyba całą spędził na posłaniu. Cichutko pochrapywał kiedy się obudziłam. Nie było żadnych niespodzianek na podłodze.Wyszedł na siusiu ,kupy jeszcze nie robił.Wieczorem jeszcze była biegunka. Zobaczymy co będzie później.Ale bez względu na wszystko i tak pojedzie ze mną do gabinetu. Dziś niech obejrzą ten jego "bagaż". Smycz jest jednak jego słabą stroną. Na szczęście jednak siły nie pozwalają mu na jakieś wyskoki.Jest taki cichutki (kiedy za bardzo się go nie męczy jakimiś zabiegami),spokojny, nawet kury omija z daleka,kotom też z drogi schodzi. Już bez problemu mogę go podnosić.Dużo śpi,chyba trochę boi się Lali. No, ale księżniczce wszystkie psy ustępują (co ona bezwstydnie wykorzystuje). Teraz chłopak śpi dalej, trzeba przygotować śniadanie bo w końcu Fuks będzie obrażony na nowe zwyczaje. Zwłaszcza, że koty już zjadły.
  9. Weterynarz też mówi o co najmniej kg.
  10. Weterynarz, do którego zawiozło go stowarzyszenie stwierdził, że jest nieoperacyjny.Chociażby ze względu na wielkość. Za mały pies. Z pewnością nie urosło to w kilka dni czy tygodni. Jak zwykle - człowiek zawinił a pies cierpi. Bałam się dotykać tego guza ale dziś kiedy wkładałam go w gabinecie na stół podtrzymywałam między innymi w tym miejscu i nie reagował. Później drugi weterynarz (podczas pobierania krwi) głaskał go po pyszczku i guzie - też nie zwracał uwagi. Więc chyba to go nie boli. Ale ciężar ogromny. W tej chwili waży 10,5kg.
  11. Na ten temat mamy rozmawiać jutro,kiedy już będą wyniki badań.Dziś miał dość nowych wrażeń.Jego panikarstwo jest ogromne.
  12. A oto i bohater wątku dzisiejszego popołudnia. Widać jaki ciężar musi dźwigać.
  13. On piszczał nawet wtedy gdy nikt go nie dotykał. Z pobraniem krwi było podobnie. Ale to już minęło. Teraz sobie odpoczywa, tylko trzeba go położyć na posłaniu bo inaczej tam nie wejdzie.
  14. Na stowarzyszenie. Przynajmniej teraz - oni opłacają weterynarza. Karma to moja działka.
  15. Karmę moczę i mieszam z puszką, daje radę jeść. On w tej chwili jest skrajnie wyniszczony, na grzbiecie można przecinać gazetę.
  16. No i wróciliśmy - przy obcinaniu pazurów był niezły koncert. I nie szczekanie, tylko przeraźliwy pisk.Chłopak waży 10,5 kg. Miejmy nadzieję, że uda mu się przytyć. Pobrana krew do badań, rozpoczęte leczenie biegunki - jeśli nie pomoże to jutro kolejna wizyta. Leki dostaliśmy jeszcze do domu.Dostał preparat na "życie wewnętrzne"i zabezpieczenie przeciw kleszczom na 3 m-ce. Jutro będą wyniki i zobaczymy co dalej. Jeszcze trzeba mu wszczepić chip,ale dziś miał już dość wszystkiego. Z pobieraniem krwi też był problem, ale jakoś się udało. Chłopak prawie nie ma zębów, jedynie korzenie. Nic dziwnego, że nie chciał jeść chrupek. Po zejściu ze stołu położył się i grzecznie leżał. Teraz wreszcie chłopaki dostali jedzenie. Ale tym razem Guzik nie zjadł wszystkiego, czeka na później. Faktycznie - jest idealnym pasażerem. Teraz znów wyciągnął się w kuchni na podłodze, jakby pilnował miski z wodą. Koszty leczenia będą na fakturze dla stowarzyszenia.
  17. Noc bez żadnych atrakcji dźwiękowych,wszystkie psy spały. Guzika wieczorem zaniosłam na posłanie.Zmienił tylko pozycję bo rano zadek był na dywanie, reszta już na posłaniu.Niestety, nadal biegunka. Rano wyprowadziłam go na dwór - siusiu, kupa iw tył zwrot do drzwi.Jedzenia nie ma i chwilowo nie będzie, gabinet otwarty dopiero od 9.Fuks też musi poczekać i pewnie nie jest tym zachwycony. Na smyczy to on chodzić nie umie,pazury długie jak diabli i boi się wzięcia na ręce. Może być dziś wesoło. Mogę spodziewać się niewybrednych uwag w poczekalni (jeśli ktoś będzie) albo płaczu nad nim. No, ale co tam. Stowarzyszenie ma pokrywać jego koszty weterynaryjne (jak u Finka Elik). Oby chłopak współpracował. Ten guz rzuca go na boki przy chodzeniu. A do tego jest wychudzony, słaby. Ale kombinuje "jak koń pod górę". Próbuje zwiewać. Na szczęście z domu nie wychodzi bez smyczy więc szanse ma zerowe.Zrezygnowałam wczoraj z kąpieli - i tak miał pod dostatkiem wrażeń. Wyczesałam mu tylko trochę grzbiet i boki. Nie ma już tych zrudziałych sklejonych kłaków na grzbiecie. Z tym akurat nie miał żadnych problemów. Jedynie Lala musiała przy tym szczekać. Ale ona tak ma, nic nowego. Trzymajcie kciuki za chłopaka!
  18. Z pewnością przydadzą mu się wszelkie dobre myśli. Sporo już zjadł,dostał kilka razy niewielkie ilości, teraz nawet namoczona sucha karma jest dobra. Ważne, że sam pije, nie trzeba go do tego namawiać. Siusiu na dworze, kupa już w domu. Leżenie w każdym miejscu jest dobre. Spokojny psiak.
  19. Zobaczymy co jutro usłyszę. Guz jest bardzo twardy. W badaniach wyszły parametry nowotworowe.
×
×
  • Create New...