-
Posts
1207 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Tośka_m
-
A co robisz jak piszczy? Głaszczesz, pocieszasz, przemawiasz do niego? Jeśli tak, to odpowiedź jest prosta - chęć zwrócenia na siebie uwagi i wymuszanie zajęcia się nim. Ignoruj piszczenie. Pałęta się? Jest to dla niego i dla was niebezpieczne. Najlepiej jeśli pies ma w samochodzie okreslone miejsce (mój jeździ w nogach pasażera). Może pomyślisz o klatce transportowej? Jeżeli odpowiednio przygotujecie go i zaznajomicie z klatką, to podróż będzie upływała wygodniej - pies będzie sobie leżał w znajomej i lubionej klatce, nie będzie się pałętał po całym aucie i w razie czego jest bezpieczniejszy. Zmęczony pies to dobry pies. Zasada ta w szczególności odnosi się do przypadku konieczności spędzenia jakiegoś czasu w nudnym samochodzie. Jeśli porządnie psa wymęczysz przed podróżą to większą jej część po prostu prześpi.
-
Krwawienie ustąpiło po nocy. Ozzy je normalnie, pije normalnie, sika normalnie i zachowuje się zupełnie normalnie :lol: Nie zdecydowałam się na kołnierz, bo nie zniosłabym widoku Ozzy'ego w tym ustrojstwie i nie sądzę, żeby było mu z tym wygodnie. Szczególnie spać. Zrobiłam mu za to piękne portki na szelkach. Wygląda w nich po prostu bosko :loveu: Ten pseudokaganiec z bandaża kompletnie nie zdał egzaminu, bo jeden ruch łapą i go nie było. Do spodni przyzwyczaił się momentalnie. Elegancik :cool3: Natomiast nie ograniczam mu specjalnie ruchu. Nie chodzimy na extra długie i męczące spacery, ale także nie prowadzam go ciągle na smyczy. Prawie cały dzień spędzamy na podwrórku (dziś było tak pięknie :loveu: ). Ograniczenie psu ruchu mogłoby spowodować gromadzenie się w mosznie płynów, które mogłyby przyczynić się do powstania infekcji. Lepiej trochę nieintensywnego ruchu niż restrykcyjne go ograniczanie.
-
Vince - sam fakt, że miałeś boksera nie świadczy o Twoim doświadczeniu. Zastanów się jak Twoje doświadczenie wyglądało (nie chcę tu po raz kolejny wałkować tego samego wątku, ale ufam, że wiesz o co mi chodzi). Radzę Ci serdecznie dużo poczytać, dowiedzieć się o wychowaniu i szkoleniu psów jak najwięcej, a potem zacząć wcielać to ze swoim przyszłym psem. Nie tylko podczas spacerków na papieroska. Mam nadzieję, że zrozumiałeś już, że pies aktywny potrzebuje czegoś więcej niż jeden spacer tygodniowo :cool1:
-
Kasia - w wakacje zaczynamy treningi agility, a do tego będzie potrzebne totalne nakręcenie psa na piłeczkę. Ozzy jest straszliwym łakomczuchem i wszystko zrobi dla kiełbaski, ale wolę jednak w pewnych momentach szkolenia używać piłeczki. Obecnie ćwiczymy bardziej statyczne rzeczy, typu posłuszeństwo (obedience tego nazwać nie mogę, bo wybieramy niektóre elementy, a nie uczymy się całości wymaganych figur) czy taniec z psem, więc częściej wykorzystujemy kiełbaski. Piłeczki używam gdy chcę osiągnąć większe tempo wykonania czegoś, np. szybsze przechodzenie między moimi nogami podczas slalomu.
-
Kasia i pepe - pisałam już wcześniej, że piłeczkę mamy opanowaną i pies jest na nią nakręcony (na tyle, na ile można w niedługim czasie nakręcić "niepiłkowego" psa ;) ). Nie chcę jednak używać jej w momencie, kiedy pies mnie ignoruje i jego najwyższym celem w danej chwili jest obwąchać się z obcym psem (gdy owy pies pojawi się nagle na naszej drodze, bo psy idące z oddali w naszym kierunku już umie w miarę ignorować). Obawiam się, że machając piłką gdy Ozzy kompletnie ją ignoruje odczuli go na nią, a tego w żadnym wypadku nie chcę. Piłka ma być super hiper extra. Co do rzeczy, które wymieniłaś - no niestety na spacery z psem trzeba brać plecak, innej opcji nie ma. Psa też czasem biorę, niech ma :evil_lol:
-
No to w takim razie, jak mówisz saJo, nie wiem czy dobrze używam linki:cool1: Mianowicie używam jej tylko i wyłącznie będąc w Poznaniu - czy to w parku, czy też w miejscach bardziej odludnych, a nie znanych mi ani psu. Nad rzekę chodzimy na tyle często, że pies i ja znamy te tereny, wiem także kiedy i gdzie można spodziewać się tam spotkać psy. Raz zaplątał mi się w szuwary i przestraszył mnie tym, dlatego odpinam go z linki podczas buszowania nad brzegiem. Będąc u rodziców na wsi nie stosuję linki wcale - biegamy po wsi, polach i lasach i nie ma żadnego problemu z przywołaniem psa. Dlatego nie jest tak, że nauczył się że gdy jest linka to słuchać trzeba, a gdy jej nie ma to niekoniecznie. Stosuję linkę w mieście głównie ze względu na mój psychiczny komfort - gdyby jednek olał przywołanie to zawsze mam tą linkę.
-
Klaudia, stosujemy linkę, napisałam to już: "Pracujemy nad tym przez uczenienie mnie bardziej atrakcyjną od innych psów, ale czasem gdy na spacerze w odludnym miejscu, w którym puszczam psa luzem i bez [B]linki[/B], stanie niespodziewanie na naszej drodze pies, to wszelkie moje komendy i usiłowania przywołania psa po prostu nie skutkują." Po prostu odpinam linkę będąc w miejscach, w których nie spodziewam się spotkać psów, a gdzie linka by psu wyraźnie przeszkadzała i stanowiła zagrożenie dla niego (np. podczas buszowania w chaszczach nad rzeką).
-
Próbujemy :lol: Ozzy jest u mnie od miesiąca, dlatego nie wymagam od niego jeszcze zbyt wiele, zwłaszcza, że trafił do mnie jako pies "po przejściach" i z nieznana przeszłością. Uczymy się wzajemnie. Tak po prostu zastanawiam się nad tymi dyskami. Pewnie i tak się na nie nie zdecyduję, bo negatywne wzmocnienie kłóci się nieco z moją ideologią wychowywania psów ;)
-
To napisz do poznańskiego oddziału, może prześlą Ci je pocztą?
-
Kasia i PePe - Ozzy jest już nakręcony na piłeczkę. Szkolimy się w posłuszeństwie i dog dance, dlatego podstawy szkolenia psa nie są nam obce ;) Figek - do tego właśnie dązymy :lol: Osiągnęliśmy już odwołania przy psie będącym daleko, przy psie znajomym i w innych życiowych sytuacjach. Jednak gdy nagle stanie na naszej drodze nieznajomy pies (w sytuacji gdy nie zazuważyłam go wcześniej niż Ozzy i w porę nie odwołałam go) to mój pies staje się głuchy na wołanie. Powącha psa, obsika z nim co trzeba i zadowolony wraca do mnie. Zastanawiałam się czy w takiej sytuacji dyski nie będą pomocne, dopóki nie osiągniemy odwołań nawet w takich przypadkach.
-
Jesteśmy już kilka godzin po operacji i na razie na wodę nawet nie spojrzał. A noc dzisiejsza dla mnie będzie krótka i nerwowa, dlatego pies nie będzie miał długo tego ustrojstwa na pysku.
-
To nie będzie kaganiec tylko taka opaska opatrunkowa zawiązana na pysku tak, że pies nie może go otwierać. Nie jest to inwazyjne ani nie powoduje dużego dyskomfortu. Czasem weterynarze zakładają coś takiego agresywnym psom podczas badania. Nie wiem jak to opisać :cool1: Ranka po kastracji jest długości ok 2 cm. Ozzy miał mało inwazyjny zabieg - nie usunięto całej moszny, tylko zrobiono pod nią mały otwór, przez który wypchnięto jądra. Rana dzięki temu jest mniejsza i mniej boli.
-
Martwię się tym krwawieniem... Pytałam innych właścicieli kastrowanych psów, ponoć jest to normalne. Jeśli nie przestanie do jutra idę do weta. Nie nosi kubraczka. Ani kołnierza. Zdziwiło mnie podejście weta do sprawy lizania ran, ale że kiedyś na jakimś forum także spotkałam się z kimś, kto mówił że jego wet także nie ma nic przeciwko temu, to nie dyskutowałam z moim o tym za bardzo. Psu nie pozwalam lizać. Na noc założę mu taki wiązany pseudokaganiec z opaski opatrunkowej, myślę, że będzie mu w tym wygodniej spać niż w metalowym.
-
Hmm.... zastanawiałam się czy tą metodą nie oduczyć mojego psa podbiegania do każdego napotkanego na spacerze psa. Szkolimy sie klikerowo i generalnie mamy bardzo fajnny kontakt, ale czasem gdy Ozzy zobaczy innego psa to przestaję dla niego istnieć. Pracujemy nad tym przez uczenienie mnie bardziej atrakcyjną od innych psów, ale czasem gdy na spacerze w odludnym miejscu, w którym puszczam psa luzem i bez linki, stanie niespodziewanie na naszej drodze pies, to wszelkie moje komendy i usiłowania przywołania psa po prostu nie skutkują. Nie chcę żeby przez moją nieuwagę i niedopilnowanie nie stała się Ozzy'emu krzywda ze strony psa, który akurat nie ma wielkiej ochoty się z nim witać.
-
Hmm... a mnie ta książeczka jakoś nie przypadła do gustu :cool1: Szalenie skrótowa, a poza tym autorka stosuje zazsady szkolenia, które wydają mi się nieco dziwne...
-
W poznańskim oddziale są do kupienia archiwalne numery, nie wiem jak w innych, ale sądzę, że pewnie też można je dostać.
-
Jak rozmawiać z psem" jest moją absolutnie ulubioną psiarską książką. Czytałam ją chyba ze 100 razy, na co wskazuje okładka :lol: Napisana lekkim językiem, ale pełna treści. Miodzio :loveu:
-
My już po operacji. Ozzy odpoczywa na swoim posłaniu. Zauważyłam, że sączy mu się z ranki krew (niby niezbyt mocno, ale jednak), zazdzwoniłam do weta i powiedział mi, że może się zdażyć niewielkie krwawienie. Ale i tak bardzo mnie to martwi :-( Czy wasze psy też lekko krwawiły? I jeszcze jedno - wet powiedział, że pies może lizaać rankę. Mam tylko pilnować żeby nie rozerwał szwów. Ja się bałam kołnierza, a tu takie kwiatki...
-
Ja wynajmuję mieszkanie z grupką moich przyjaciół. Najpierw do naszego skromnego grona studenckiego dołączył kot, a teraz moje psisko. Sytuację mam podobną do Justyni - podpisując umowę nie mieliśmy w planie żadnych zwierzaków, stało się jednak tak, że są :lol: Mieszkanie także wynajęliśmy nie umeblowane, więc wszystko, co pies mógłby zniszczyć (choć nigdy niczego nie zniszczył) należy do nas. Wiem również, że poprzedni lokatorzy także mieli psa, więc właścicielowi nie robi różnicy jakie gatunki zamieszkują jego mieszkanie :razz: W mojej kamienicy mieszkają oprócz mojego jeszcze dwa psy, w tym suczka dozorczyni, która bardzo lubi mojego psa, więc mamy fory ;)
-
Gosiu, tak mi przykro :-( Ukochaj mocno mojego ulubionego tollerka i powiedz mu na uszko, żeby nie robił takich numerów i szybko zdrowiał...
-
Una jest kontuzjowana: [url]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=15604&page=49[/url] Mój rudzielec chyba się zapłacze - w czwartek ma zabieg (nie będzie już tatusiem :cool3:), a na święta będziemy u moich rodziców na wsi. Jak on zobaczy te pola rozległe do okładania i powiem mu, że nic z tego stary bo rany trzeba leczyć, to on chyba mnie zagryzie z rozpaczy :placz:
-
Lepiej zapobiegać niż leczyć. Dlatego też zamiast faszerować psa tabletkami (które np. na mojego kompletnie nie działają) lepiej zainwestować trochę czasu, parówek i benzyny na odczulenie psa na jazdę samochodem. Bo choroba lokomocyjna u psów ma najczęściej charakter czysto psychiczny, a nie fizjologiczny. Bardzo ładnie kwestia odczulania psa opisana jest tu: [url]http://aquilonis.blox.pl/2006/02/CHOROBA-LOKOMOCYJNA.html[/url] Autorka tekstu jest właścicielką psa z wyleczoną chorobą lokomocyjną. Ja stosowałam się do jej metody i możemy już jeździć z moim psiurem krótkie dystanse, które niegdyś były nieosiągalne ;)
-
Biedactwo... Całusy ode mnie i Ozzy'ego. Niech się szybko i bezbolesnie zrasta.
-
Śmierdząca sprawa, czyli kupki naszych milusińskich
Tośka_m replied to Janosik's topic in Wszystko o psach
Jaka oszczędność kosztów - nie trzeba kupować nowych koszy :lol: Zielona - taka ekologiczna :cool3: -
Jakoś mi się nie chce wierzyć, że uczciwie i sumiennie od początku do końca przeprowadzone szkolenie z takimi dokładnymi wytycznymi nie dało żadnego rezultatu :cool3: