Limka, będąc jeszcze u Leny, ucieszyła sie jak przysłowiowy "głupi z kulotka" na widok Hani i mnie.... Odtańczyła taniec radości, rozdawała buziaki, przynosiła zabawki... Pakowałyśmy jej rzeczy.... Też się cieszyła... Na widok rzeczy i smyczy oszalała z radości... Pierwsza była w samochodzie... Zmartwiła sie tylko troszkę, że nie wsiadła do samochodu Lena. Odjeżdżając, widziałam w lusterku jak za nią patrzy...
Dojechawszy na miejsce, Limka cieszyła się, że wysiada z samochodu, że idzie na spacer. Potem cieszyła się, że wchodzimy do klatki schodowej. Wszedłszy do mieszkania, cieszyła się, że z nowych okoliczności. Energia ją wprost rozpierała :) Rozlokowałyśmy z Hanią jej rzeczy... Zwijała się w precelki, uśmiechała się, kokietowała, rozdawała buziaki, podstawiała bokserze ciałko do miziania. Była szczęśliwa. Może dlatego, że nikomu nawet przez myśl nie przeszło, by odwieźć ją do schroniska? Może tego się obawiała?
Limka jest doskonała...
Czy ma szansę na dom??