Prosić o pomoc to żaden wstyd. Niestety, takich doczekaliśmy czasów, że częściej jesteśmy pod wozem niż na wozie i nie sposób przewidzieć wszystkich trudności, a życie nas nie oszczędza. Często rzucam nam kłody pod nogi i to w momencie gdy wydaje nam sie, ze mamy juz z górki.
Każdy z nas życzyłby sobie zdrowia i tylko zdrowia,ale niestety. Maszyna się psuje, a co dopiero człowiek. Liczyliście na nadgodziny Grzesia, ale Grześ zachorował. Ty Justynko, mówmy sobie szczerze nie nadajesz się do żadnej pracy. Moim zdaniem i tak wspaniale sobie radziliście do tej pory inwestując juz tyle pieniędzy w przygotowania do wyjazdu. Prawda jednak jest taka, ze psiaki jeśli już mają tam jechać, to powinny być zdrowe, a więc Szarik powinien mieć zrobiony porządek z zębami itp.podobnie jak każde z waszych 4 łapek. Mówmy sobie szczerze tam wizyty u weta kosztują sporo i nie sadzę, że zaraz po wyjeździe stać was będzie na wizytę u wetów. Będziecie sie tam urządzać od podstaw, a to są wydatki. Podejrzewam, ze Justysia musi tam wyjechać ze sporym zapasem leków, żeby przynajmniej przez jakiś czas móc jakoś funkcjonować i zanim jej tam nie zdiagnozują. Jak znam życie Justynko (przykro mi) będziesz miała tam robione wszytskie badania od podstaw.
Wierzę ,że jest wam ciężko i, ze wydatki przerosły wasze wcześniejsze kalkulacje.
Wierze, ze każdy, kto tylko będzie mógł was wspomoże chociaż w wyprowadzeniu zwierzyńca na prostą.