Jump to content
Dogomania

szajbus

Members
  • Posts

    28481
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by szajbus

  1. Zdrowych i pogodnych Świąt Radku
  2. Kocham i pamiętam
  3. Wszystkim odwiedzającym wątek moich sunieczek życzę zdrowych i pogodnych Świąt Wielkanocnych przepełnionych wiarą, nadzieją i miłością.
  4. Wylałam nie jedną łzę, ale całe morze i nic mi to nie dało. Strata ogromna i nie odrobienia.
  5. My mamy super układ z naszą wetką. Jak tylko odbieramy od niej Zuzki leki natychmiast zamawia kolejną porcję, która jest zarezerwowana dla Zuzi. Wcześniej ( u innych wetów) różnie z tym bywało i musiałam mieć zapas. Teraz nie mamy problemów.
  6. Pamiętam, o Was księżniczki
  7. Wiecie czego nie mogę sobie darować? 27 lat temu przeprowadzimy się, do mieszkania, które obecnie zamieszkujemy. Pakowałam wszystko w pudla, także albumy ze zdjęciami. Albumów były dwa pudła, a trzy były z różnymi pierdołami do wywalenia na śmietnik. Ekipa, która nam pomagała w przeprowadzce zaniosła zgodnie z moją prośbą do nowego lokum wskazane dwa pudla, a trzy wyniosła na śmietnik. Zanim się wzięłam do ich rozpakowania minęły ze 3 tygodnie. Potem był płacz. Okazało się, że w jednym z pudeł były szpargały do wywalenia, a nie albumy. Chłopaki pomylili pudla i to jedno z albumami, tymi starszymi wylądowało na śmietniku. Przeżyłam jakoś moje utracone zdjęcia z dzieciństwa, czasów szkolnych, cześć zdjęć rodziców. Ich zdjęcia częściowo zeskanowałam ze zbiorów mojego rodzeństwa, ale przeżyć nie mogę utraconych zdjęć moich psinek do czasu kiedy nie pojawiła się Psonia. Żałowałam, że z zachłanności nie podzieliłam się nimi z rodzeństwem, bo bym mogła je zeskanować po stracie albumów. Niestety nasza wycieczka na śmietnik spełzła na niczym. Foty pojechały wraz z innymi odpadami w siną dal. Ile razy o tym myślę to ogarnia mnie wściekłość.Nie mogłam non stop uczestniczyć w przeprowadzce, dyrygować wszystkim mając pod opieką 2.5 letnie dziecko. Kurde, żeby pudła były innego koloru, albo innego kształtu, to może by ich nie pomylili? No i co? Pisze wam o tym i znowu mnie ogarnęła wściekłość. Strata nie do odzyskania i to boli najbardziej. Ale pamiętam Was i kocham moje Psonie, Łajeczki, Dianki i Ciebie Żabuniu.
  8. Tak. Tym bardziej, że Balbisia jako mój jedyny ze wszystkich psiaków kochała wiosenne, maleńkie fiołki. Ona się nimi zachwycała. Nie wiem co ona w nich widziała, ale wiosną szła zawsze w kierunku kępek gdzie wschodziły. Kiedy zakwitły stała przy nich bardzo długo, przyglądała się im i wąchała, wąchała, wąchała. Nie można było jej od nich odciągnąć. Dlatego na jej grobku są własnie fiołki. Tamtej wiosny ich nie doczekała. Dlatego kiedy wzeszły wykopywaliśmy je całymi kępkami i wieźliśmy na jej grobek. Przyjęły się.
  9. 21 marca pierwszy dzień kalendarzowej wiosny. To właśnie tego dnia 2016 nasze maleństwo postanowiło pobiec na tęczowe łąki zostawiając nas w przeogromnym bólu. Minęły 4 lata, a to wciąż bardzo boli. Balbisiu brakuje mi spojrzeń w Twoje duże oczka, twoich minek, twoich szerokich usteczek, które wszyscy podziwialiśmy. Tak bardzo bym chciała znowu zobaczyć jak dopinką tańczysz lambadę, jak żebrzesz o ciasteczka, jak wołasz na spacerek, jak napadasz na inne psy, jak rozrabiasz ze Zuzią. Brakuje mi podglądania i podziwiania wszystkich pozycji jakie przybierałaś podczas snu. Tak wiele mi brakuje. Kochałam, kocham i będę kochać zawsze moja psia duszyczko.
  10. Wiem , mam dokładnie to samo.
  11. My też się z nikim nie kontaktujemy poza telefonami i messengerem. Mój syn też ma pracę domową z czego się ciesze, bo dojeżdżał do niej środkami masowego transportu.
  12. Radku ile Gajunia ma lat? A o te nasze pychole zawsze się będziemy bać. Gdyby umiały mówić ........... niestety nie potrafią i my bazujemy tak naprawdę tylko na obserwacji.
  13. Czy Wam też jest tak strasznie smutno? Robię drzewo genealogiczne. Udało mi się dotrzeć do akt od 1734. Brnę przez te akta, czytam je i często klucha staje mi w gardle, z oczu popłyną łzy kiedy zaczynam sobie zdawać sprawę, że jedna zaraza za drugą kosiła całe rodziny z noworodkami włącznie. Moi przodkowie i Wasi przeżyli wiele przedłużając swoje linie do czasów teraźniejszych. Pracuję nad tym od dawna i przez myśl mi nie przeszło, że w XXI wieku przyjdzie nam się zmierzyć z kolejną zarazą, która nie zna litości. Jeszcze smutniej mi kiedy czytam, że właściciele masowo prowadza swoje psy i koty do usypiania w obawie przed zakażeniem. Skłamałabym gdybym powiedziała, że się nie boję. Boję się. Wiem, że jako pacjentka z przeszłością onkologiczną, której 5 letnie leczenie dało w kość wszystkim organom jestem w grupie ryzyka, tym bardziej, że mój układ immunologiczny po leczeniu nigdy nie wrócił do normy. Boje się o mojego jedynego syna, który przeszedł 1,5 roczne leczenie chemiczne walcząc z innego typu wirusem. Boję się o męża, którego kocham, o całą rodzinę. Nie boi się głupi, albo cwaniak. Każdy z nas odczuwa lęk w jakiś sposób. Mam powody do obaw, ale w życiu by mi nie przeszło przez myśl. żeby ze strachu uśpić moje psie maleństwo. Jak można podjąć taką decyzję sugerując się plotami, nie biorąc pod uwagę nawet komunikatów WHO i organizacji pro zwierzęcych? Jak czytam takie doniesienia to mnie dosłownie bierze cholera. Psoniu, Balbisiu kocham i pamiętam
  14. I jakie wiesci?
  15. Moja Balbinka nie znała wielu smaków, ale z czasem się nauczyła. To było kochane dziecko do jedzenia. Co prawda nigdy nie nauczyła sie jeść owoców i warzyw. Te drugie i tak w formie gotowanej są w pożywieniu, ale z owocami do samego końca była na bakier. Psonia przepadała za owocami. Zuzia........... matko ta to jest grymaśnica. Takiego niejadka nigdy nie miałam. Na początku jak do nas trafiła zajadła by konia z kopytami. Jak poszłam do szpitala nastąpił koniec pieśni, który trawa do dziś. W poniedziałek dała nam wszystkim popis. Byliśmy z Januszem zaproszeni na spotkanie, ona została z Szymonem. Wskoczyła mu na kolana i było wszystko ok do momentu kiedy u sąsiadów mieszkających nad nami coś nie spadło na podłogę. Dala nura z kolan i zaczęła się gorsza panika jak w Sylwestra. Ziała, chowała się, biegała spanikowana po mieszkaniu. W końcu Szymon do nas zadzwonił i wróciliśmy szybko do domu. Witała nas jakbyśmy wrócili po rocznej nieobecności. Zabraliśmy ją na dłuuugi spacer i się w końcu wyciszyła. Od poniedziałku do tej chwili jest ok.
  16. PAMIĘTAM
×
×
  • Create New...