Tolu, jestem, widzę i .. płaczę. Też tęsknię za czasami, kiedy wystarczyło ogłosić, że jakiś pies wyjeżdża ze schronu i bez kłopotu udawało się zebrać deklaracje na jego utrzymanie i ewentualne leczenie. Różne zapewne są powody, że jest nas teraz tutaj mało, a takich, którzy chcą realnie coś robić oprócz pisania - jeszcze mniej. Hotele chętne do brania psów ze schronu też się znacznie przerzedziły. Mimo tego wszystkiego coś jednak się dzieje, psy są ratowane. Tyle, ile się da. Niewiele. Ale jednak.
Jak zakończy mi się serial pod tytułem oczy Samisia będę może spokojniejsza finansowo, to zadeklaruję coś dla kolejnego zamojskiego psiaka, który opuści schron.