Gdy pierwszy raz zostawiliśmy Larego samego na weekend przez dwa dni po naszym powrocie był obrażony - nie podchodził do nas, olewał pańciuff, ale przeszło. W ubiegłym roku nie było nas 2 tygodnie - w pierwszym tygodniu nic nie jadł, leżał w miejscu skąd najlepiej widać ulicę, na której się pojawiamy... Jak wróciliśmy szalał z radości, obyło się bez obrażania :lol: