MonikaP
Members-
Posts
3601 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by MonikaP
-
Honey z poznańskiego schroniska- proszę o przeniesienie wątku!
MonikaP replied to MonikaP's topic in Już w nowym domu
Dziś byłam z wizytą u Honey :-). Nasza staruszka ma się nieźle, widać, że jej tam dobrze - wyleguje się w słońcu na trawce, chodzi na spacery - ze swoją Panią albo z dziewczynkami z sąsiedztwa, które pomagają w opiece nad sunią (czeszą, zabierają od czasu do czasu na spacer, czyszczą uszka). Niestety Honey cały czas walczy z paskudną infekcją uszu - cierpliwie znosi codzienne zakraplanie i chyba wszystko jest już na dobrej drodze, jednak biedaczka ma przez tę chorobę bardzo słaby słuch (i wiek też pewnie robi swoje...). Dodatkowo sunia zbiera na spacerach różne śmieci i zjada je, wczoraj się przez to pochorowała, więc dziś był podwójny powód do odwiedzenia lekarza w Poznaniu - poza kontrolą uszu. Honey mieszka teraz pod Poznaniem, więc zawiozłam ją i jej Panią do weta, a potem z powrotem do domu. Ponieważ była to chyba druga albo trzecia wizyta, Honey dobrze wiedziała, gdzie się znajduje, gdy wysiadła z samochodu i zdecydowanie odmówiła wejścia do gabinetu :diabloti: . A potem przezornie trzymała się jak najbliżej drzwi, żeby w żadnym wypadku nie przebywać tam dłużej, niż to konieczne :evil_lol: . Poza tym była bardzo grzeczna, ze stoickim spokojem zniosła zastrzyki i badanie . A to Honey w ogródku :-) ...uszka troszkę tłuste od maści i kropelek, ale i tak jest śliczna :-) [B][img]http://upload.miau.pl/2/2803.jpg[/img][/B] -
[quote name='alishia2712']Ja nie mam slow co do tej sprawy.Przeczytalam wszystkie stronki web na temat Ozziego.Uwazam,ze trzeba dzialac i to jak najszybciej poki nikt nie stracil ochoty zrobic wszystko by ukarac te Agnieszke... Z checia bym sie przylaczyla do tego wszystkiego i jak narazie przylaczam sie duchowo i dodam link do stronek o biednym piesku na swoj photoblog,opowiem przyjaciolom itp... Ale jak narazie w Poznaniu sie nie mowi o tej sprawie...i nie dziala...A chciala bym..[/quote] Jak to się nie działa? [URL]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=30629[/URL]
-
Poznań-jamnikowata wielkoucha Sonia...BRAWO, SAKSANA!!! :-)))
MonikaP replied to MonikaP's topic in Już w nowym domu
Muszę powiedzieć, że Sonia mnie martwi....Jest od tych paru miesięcy w boksie z jeszcze dwoma czy trzema psami i jak to w stadzie, gdy jeden zacznie szczekać, cała reszta robi to samo....Przez to Sonia wydaje się być niezbyt miłym "jazgaczem", a wiem,że w rzeczywistości jest kochaną sunią.... Był ktoś, kto poważnie się nią interesował, ale podejrzewam,że gdy został przez nią obszczekany od góry do dołu, po prostu się wystraszył i zrezygnował :-(. Gdy się do niej zagada, momentalnie robi się przylepna, ale co z tego, skoro zaraz przybiegają pozostałe i zaczyna się ujadanie, a Sonia zapomina, że przed chwilą się wdzięczyła przez kraty... -
Tośka ma się dobrze, nawet bardzo dobrze :-). Chodzi na spacery, rozrabia, bryka jak cielątko i trudno ją zmęczyć :evil_lol: . Uczymy się chodzenia przy nodze (albo choćby spokojnego chodzenia na smyczy - może tak powinnam to ująć :lol: ), ale łatwe to nie jest, bo świat jest zbyt ciekawy, Tosia kipiąca energią, a smakołyki owszem, trzymają ją przy mnie (i są nieocenione w nauce przychodzenia na zawołanie), ale sprawiają, że Tośka idzie na dwóch łapach, wiedząc, że mam coś w ręku albo w kieszeni :evil_lol: . Zadziwia mnie jej ogromny apetyt - no z jednej strony wiem, że rośnie, ale z drugiej....:lol: nigdy nie ma złej pory na jedzenie - Tosia zjada swoją karmę, jeśli jej się uda, zjada to, co dostaje Gruszka, a jak zapomnę zamknąć drzwi od kuchni, gdy jedzą koty, to strąca z parapetu ich miseczki i zjada także kocie chrupki. Plus w radosny amok wprawia ją widok czegokolwiek jadalnego w naszych rękach :crazyeye: . Postaram się znaleźć jakieś ładniejsze zdjęcia, niestety wciąż mam problemy z komputerem, a poza tym chyba nam część zdjęć z wakacji gdzieś przepadła w przestrzeni komputerowej :placz: .
-
Dragon[*] odszedł na moich rękach.....
MonikaP replied to mosii's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Mosii, czytałam, chociaż nie pisałam... Trzymaj się ciepło...Czasem pozwolić odejść to największy dowód miłości... -
Świetna robota, Joanno :-). Mam tylko prośbę - jeśli możesz, zmień w danych schroniska poznańskiego - ul. Bukowska 266.
-
decyzja zapadla...moj kochany dobciu,jutro pozegnanie:(
MonikaP replied to anastoki's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Gosiu, " w ogólnym zarysie" wiem, co zarzuca się Anastazji, ale po prostu nie mam siły na czytanie o czyjejś głupocie. Nie jest ona pierwszą i ostatnią osobą, która nie powinna mieć w domu żadnego zwierzaka i miałam już z takimi do czynienia. -
decyzja zapadla...moj kochany dobciu,jutro pozegnanie:(
MonikaP replied to anastoki's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Czy to samo powiesz o właścicielach Sznapcia? Zrozum, czasem takie sytuacje ludzi przerastają. Ja sama wzięłabym zapewne na siebie opiekę nad takim psem, ale nie każdy potrafi, nie każdy jest gotów. Tess odeszła i tego się nie cofnie. -
decyzja zapadla...moj kochany dobciu,jutro pozegnanie:(
MonikaP replied to anastoki's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
SuperGosiu, nie zamierzam nawet zaglądać do innych watków Anastazji. Nie chcę się denerwować, bo ostatnio powodów do tego mam dość. Każdy pies może się zerwać ze smyczy. Każdy może wybiec przez niedomkniętą furtkę prosto pod koła samochodu. Nie czas teraz na roztrząsanie, czy Tess należało uśpić, czy też miała leżeć przez 5 lat na betonowej podłodze w schronisku i robić pod siebie, aż uda się jej znaleźć dom. -
decyzja zapadla...moj kochany dobciu,jutro pozegnanie:(
MonikaP replied to anastoki's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
[quote name='ulvhedinn']Ja coś jeszcze dodam, chociaż chciałam już nic nie mówić... Anastoki w tym wątku napisała, że pies miał uszkodzony odcinek szyjny, co jest nieprawdą- miał złamanie w części lędźwiowej... co oznacza, że mógł żyć- być może na wózku- tak jak Oskar, Czaruś, Aksa... No cóż...:-( Myślę, że to akurat wynikało z przejęzyczenia. Tess mogła żyć na wózku, jednak nie mieszkając w malutkim mieszkaniu na 3 piętrze niemal w centrum miasta, z osobą, która ma cały dzień pod opieką małe dziecko i nie ma możliwości rzucać wszystkiego i nosić ciężkiego psa po kilka razy dziennie, rehabilitować go, zmieniać mu pieluchy i opiekować się nim przez następnych 10 lat jak niemowlęciem. Nie każdy jest w stanie podporządkować całe swoje życie kalekiemu psu i naprawdę nie potępiajmy zbyt szybko. A zostawienie Tess w takim stanie, w jakim była, w schronisku i szukanie jej domu byłoby wyjątkowym okrucieństwem. -
decyzja zapadla...moj kochany dobciu,jutro pozegnanie:(
MonikaP replied to anastoki's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Bardzo mi przykro z powodu śmierci Tess. Wczoraj ją widziałam, patrzyłam w jej oczy, głaskałam ją. Widziałam, jak przerażona patrzy na swój bezwładny tył, jak nie może zrozumieć, dlaczego nie jest w stanie kontrolować oddawania moczu, który wyciekał z niej na podłogę. Widziałam zdjęcie jej biednego kręgosłupa. Widziałam też Anastazję, która płakała i nie były to łzy udawane. Widziałam jej synka, który również z płaczem i strachem patrzył na Tess, próbującą na ich widok wstać i podejść do krat. Przypadek Tess był konsultowany z kilkoma wetami, a lekarka, która się nią w schronisku zajęła, ma ogromne serce dla zwierząt, jednak jest jedna i nie ma możliwości być przy każdym potrzebującym zwierzaku non stop. Niestety stan suni i położenie Anastazji wskazywały jasno na to, że pozostawienie Tess przy życiu (bez operacji czy z nią, bo były spore wątpliwości, czy się powiedzie) będzie oznaczało dla niej głównie cierpienie, bo nie będzie otoczona należytą opieką, także z przyczyn od właścicieli niezależnych. Dlatego proszę, rozgraniczcie dwie sprawy - okoliczności śmierci suni i "działalność" Anastazji jako "kolekcjonerki" psów. Niestety miłość nie zawsze jest mądra, ale nie wolno negować czyjegoś prawa do odczuwania bólu, nawet jeśli tą miłością czasem więcej szkodził. -
Łapka niestety jest martwa, trzeba ją usunąć. Jutro rano opiekunowie Sznapiego przytulą go po raz ostatni. Uszanujmy tę decyzję. Proszę, nie piszcie, co by było gdyby. Oni czytają Dogomanię, a ja nie chcę, żeby czyjeś komentarze były dla nich dodatkowym powodem do łez.
-
[quote name='xxxx52']diagnozy jednego weterynarza.Najwarzniejsza jest konsultacja z kilkoma specjalistami od kosci-psow.Prosze zasiegnac innych opinii.Moze inny dobry sp.kosci uratuje chociaz jedna lapke.Amputowac i uspic zawsze mozna,nalezy zawsze probowac ratowac!O wozku dla pieska nie posiadajacego przednich lapek nie slyszalam.O wozku,dla sparalizowanych pieskow,butow ortopedycznyc dla nozek krotszych,koslawych czy czesciowo obcietych slyszalam i widzialam u polskich pieskow.Ale postaram sie dowiedziec.Dziekuje p.Monice ,ze robi wszystko ,zeby ratowac takie sierotki,niestety sa schroniska gdzie z powodu malej deformacji jednej tylko lapki uspili (6 m-cznego szczeniaka).To jest tragiczne,bulwersujace[/quote] Niestety to nie takie proste. Piesek jest w bardzo złym stanie. Ta druga łapka właściwie miała być amputowana od razu razem z pierwszą, ale lekarka postanowiła ją ratować. Jednak wciąż nie ma w niej czucia, jest cała pogruchotana. Pies jest słabiutki, na środkach przeciwbólowych. To nie lekarka doradza uśpienie, twierdząc wręcz, że na to zawsze znajdzie się czas, a dopóki można, trzeba myśleć o ratowaniu psa - z łapkami czy bez. To jego właściciele, zrozpaczeni wizją pieska, który zawsze był bardzo wesoły i ruchliwy, a teraz mialby wieść życie "roślinki" przenoszonej z miejsca na miejsce. I ja się im nie dziwię, rozumiem ich. Jeżeli podejmą taką decyzję, uszanuję ją i nie będę mieć do nich żadnych pretensji. Wiem, jak to przeżywają i w jakiej są rozpaczy. A na razie staram się im wszelkimi sposobami pomóc.
-
[quote=Ra'idah]a jesli nie producenci to moze sam wlasciciel? ten 1 wózek nie wyglada na zbyt skomplikowany, wystraczy troche zlotej raczki i serca kochajacego wlasciciela :) jeszcze nie widomo jakie beda koszty takie wozka jest on w koncu robione na specjalnie zamowienie, bo na przednie lapki nie mniej jednak caly czas trzymam kciuki za biednego psiaka, i niech wszytko pojdzie pomyslnie[/quote] Myślę, że prostota tego wózka to tylko pozory. On musi być odpowiednio wyważony, dopasowany do wagi psa itd. Weszłam na tę stronę i moim zdaniem nie wygląda to wcale tak prosto.
-
[quote name='Mefimej']Ale powyższe zdjęcia pokazują, że robi się też wózki dla psów z niesprawnymi przednimi łapami. Zwłaszcza wózek z pierwszego zdjęcia nie wydaje się jakiś skomplikowany, więc gdyby wysłać zdjęcie do producentów, że o coś takiego chodzi, to myślę, że któryś by się podjął tego zadania.[/quote] Tak, właśnie wysłałam panu Piotrowi (właściciel Sznapiego) link do tej strony.
-
Właściciele Sznapiego napisali już do producentów wózków i dostali odpowiedzi, że takie wózki robi się tylko dla psów z niesprawnymi (lub po amputacji) tylnymi łapami.
-
[quote=Ra'idah]musialby pchac tylnymi ale lepszy taki wozek niz nic, bez przednich lap (albo chociazby podpurki) a uniemozliwione poruszanie[/quote] No ale przecież tylnymi łapami pies nie może pchać i nie ma kontroli nad swoim ruchem.
-
Tylko czy to jest w ogóle możliwe fizycznie? Bo nie mając tylnych łap, pies ciągnie całe ciało przednimi, a wózeczek mu pomaga, bo zmniejsza ciężar. A co, gdy nie ma przednich? Musiałby skakać bez możliwości zahamowania, bo z przodu miałby kółka :-(
-
Cały problem polega na tym, że piesek nie będzie miał [B]przednich[/B] łapek, a wózeczki są dla psów bez [B]tylnych[/B] łap :-(
-
Bardzo pilnie proszę o radę!!!! Do naszego schroniska trafił młody piesek po wypadku - ma amputowaną przednią łapkę, a druga (też przednia) niestety prawdopodobnie również będzie musiała być amputowana. Znaleźli się jego właściciele, którzy bardzo się boją, że bez dwóch przednich łapek piesek będzie do końca życia nieszczęśliwy - myślą o uśpieniu psa, gdyby drugą łapkę też trzeba było amputować. Gdyby ktoś doradził im, jak usprawnić takiemu pieskowi bez łapek życie (proteza? wózek?), to na pewno podjęliby to wyzwanie. Bardzo, bardzo proszę o pomoc, bo losy pieska będą się ważyć w tym tygodniu!!!
-
Ależ jest, jest, bardzo stróżującym, groźnym i złym. :diabloti: