MonikaP
Members-
Posts
3601 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by MonikaP
-
Nieee, kicia ma minę maksymalnie zblazowaną :evil_lol: . Nic jej nie rusza - Tośka ją obgryza, kładzie się na niej, a ona nic - zupełnie. No, czasem gdy Tosia ją za mocno chwyci za ogon, to są łapoczyny, ale poza tym Myszak (imię męskie, ale płeć żeńska) nawet przed nią nie ucieka, tylko przyjmuje ze stoickim spokojem te "wycierki" :lol: .
-
A oto zdjęcie specjalnie dla Andzi69 :loveu:
-
A ciocię Foksię to kto wychował, hę? :cool3: Mam szczerą nadzieję, że się w nią Tośka zapatrzy :roll: :lol: W sam raz, w sam raz, a nawet mogłaby jeszcze troszkę "zmężnieć", ale myślę,że przy takich psich "sportach", jak na zdjęciach, przyjdzie jej to bez trudu :loveu: .
-
Tosia wczoraj została wypisana ze schroniska i zaszczepiona. Rośnie, waży prawie 8 kilo. Dzikuje jak mały dzik :evil_lol: . Między nią a foksią-Gruszką zaczyna się nawiązywać nić porozumienia, oczywiście Tosia co jakiś czas "ma przypomniane", że jest smarkata, ale poza tym bawią się świetnie, o na przykład tak: A po skończonej zabawie grzeczna Tosia wie, że trzeba poczekać na swoją kolej do garnuszka z wodą :cool:
-
Kori, jesteś młodą osobą i nic dziwnego, że nie potrafisz tego zrozumieć i poradzić sobie z myślą o tym, że czasem tak właśnie trzeba. I powiem Ci, że wielu dorosłych - także tych, którzy "rozumowo" przyjmują to do wiadomości, a nawet sami to robią...wielu z nich też nie potrafi sobie z tym poradzić. Nie myśl,że lekarzom jest tak łatwo usypiać zwierzaka - młodego czy starego - przecież oni chcieliby ratować życie, leczyć, widzieć, jak pies czy kot wychodzi dzięki ich staraniom z choroby, jak znajduje nowy dom i cieszy się życiem. Myślę, że to ogromne obciążenie dla wielu weterynarzy, zwłaszcza pracujących w schroniskach. [quote name='Kori']Na razie nie mam mocy decydowac o sprawach - dac zyć czy uspić. NIe wiem, czy to dobrze czy to źle. Moze dobrze, moż emacie rację. Arka, bardzo ładnie to napisałaś.... :placz:Bardzije rozumiem,a le jeszcze nie jestemw stanie tego przyjąć do siebie, nei potrafiłabym czegos takiego zrobić sama :shake: Przepraszam,a el to na prawde jest trudne do zrozumienia, do zaakceptowania. Jeszcze do tego nei doszłam. Ale dobrze, z enapisałam co myśle, bo mi odpowiedziałyście i jestem bliżej niż dalej do nowego toku myślenia w moim zyciu. Człowiek wciąż się uczy..... Sama nie wiem, to trudny temat, ale widze dużo racji w waszych wypowiedziach[/quote]
-
Umierał..Smut dzięki Wam żyje i jest już bardzo szczęśliwy!!
MonikaP replied to Kasiek's topic in Już w nowym domu
Napisałam wczoraj do Kasiek o surowicy, ale nie otrzymałam odpowiedzi. Chciałabym wiedzieć, czy jest w ogóle sens ją wysyłać, jeśli pies jest chory od maja i nie wiadomo, czy w ogóle był leczony. Poza tym ona byłaby pewnie dopiero jutro, bo w tej chwili jestem bardzo mało mobilna i nie wiem, czy uda mi się ją dostarczyć na dworzec dziś wieczorem. -
Co zrobić, na razie musicie mi uwierzyć na słowo :eviltong: . Troszkę mi się ostatnio moje "ludzkie" życie poknociło i muszę dojść do siebie, ale obiecuję, że fotki za jakiś czas będą.
-
Tosia właśnie będzie szczepiona w schronisku, bo ona jest cały czas schroniskowa i muszę ją tam pokazać przed wypisaniem. Pojutrze ją adoptuję. Z tą smyczą to trochę żartuję, będę ją miała na ręku - ja też boję się zarazków.
-
Ha. No więc Tosia dziś zaczęła schodzić ze schodów :loveu: . Okazało się, że wystarczyło ją kilka razy "ściągnąć" po schodach chwaląc co chwila. A może Tosia po prostu dorosła... ;-). Poza tym uczy się chodzić na smyczy i idzie jej to już coraz lepiej. Pojutrze idę z nią do schroniska na szczepienie i po "wypis", więc chcę,żeby Tośka pokazała tam, jaka jest duża i jak pięknie chodzi na smyczy :p .
-
Zdjęcia oczywiście będą i relacje z życia Tosi, ale to trochę później - teraz sporo mam na głowie różnych..niezbyt przyjemnych spraw i nastrój nie ten... A Tośka właśnie padła zmęczona po klasycznej szczenięcej głupawce, czyli galopadzie w tę i z powrotem po pokoju z zabawką w pysku. Łomot jest przy tym niesamowity, bo na gładkiej drewnianej podłodze Tosi rozjeżdżają się łapy i co chwilę się o nie potyka :lol: . Co do schodów - ona nawet na smakołyki nie daje się skusić....
-
Oj, to mi dałaś teraz zadanie...:crazyeye: :lol:
-
No bo to jest tak...:roll: ...bezsenne noce, prostowanie psiej łapki, żeby wenflon się nie zagiął, kolekcjonowanie zastrzyków w łazience, liczenie małych kosteczek, oglądanie każdej kupki...ciągle świeża pamięć malutkiego, wymęczonego ciałka leżącego na moich kolanach w schronisku, nagła pewność i jasność tamtego dnia, że muszę ją zabrać, potężny foch, który musiałam strzelić przed mężem i wzmocnić szantażem, płaczem, krzykiem i ogólnie mało racjonalnym zachowaniem...Tak więc pamięć tego wszystkiego sprawia, że absolutnie nie mogę pozwolić na to, żeby ktoś inny oglądał, jak moja Tosia rośnie i staje się dużą bokserką kręcącą grubym tyłeczkiem. Z całych sił starałam się ratować jej życie i mam zamiar ją przez to życie już do końca przeprowadzić. Dziękuję dr Piotrowi Dąbrowskiemu za Jego determinację, za to, że dzięki Niemu Tosia z dnia na dzień wracała do świata żywych, chociaż długo wszyscy baliśmy się tym cieszyć. Dziękuję kochanym dziewczynom z Jego gabinetu za "bezlitosne" ;-) kłucie Tośki i za całowanie jej w pyszczek na pocieszenie po bolesnym zastrzyku. Dziękuję Wam wszystkim za pomoc i wsparcie - bez Was Tosia nie dałaby rady. Mam nadzieję, że będę się w stanie kiedyś odwdzięczyć. Na początku przyszłego tygodnia Tosia zostanie w schronisku zaszczepiona i dopełnię formalności adopcyjnych. I już nikomu jej nie oddam.
-
Honey z poznańskiego schroniska- proszę o przeniesienie wątku!
MonikaP replied to MonikaP's topic in Już w nowym domu
No więc wyobraźcie sobie, drodzy Państwo, że "moja" Honey, która przez rok w schronisku leżała sobie cichutko w boksie nie wydając żadnego dźwięku poza popiskiwaniem, gdy od niej odchodziłam, teraz....szczeka!!! Obszczekuje obcych, szczekaniem także dopomina się o spacerek, gdy zobaczy w rękach swojej Pani smycz, a dziś dowiedziałam się, że ...bawiła się z innym psem i brykała z nim na trawie jakby miała nie dziesięć lat, a trzy!!! -
Nie wiem, czemu nie mogę zmienić tematu, coś się pokrzaczyło z edycją. A weźcie przenieście ten wątek do innego działu. Na przykład "w nowym domu". Bo co tu dużo kryć...Tosia jest w swoim domu. Poddaję się. Idę spać. Jutro rozwinę temat.
-
No tak, tylko wiecie, ja nie mam wyjścia - muszę Tosię zabrać ze sobą.
-
Mądrale, lepiej mi powiedzcie, jak ją nauczyć schodzenia po schodach? Bo mieszkamy w trzypoziomowym szeregowcu i trochę trudno mi już schodzić z Tosią pod pachą, gdziekolwiek idę :roll: .
-
[quote name='kiwi']no prosze! wydalo sie sierpien z tosia juz zaplanowany :loveu: a nam tu kit wciska ze domu szuka :roflt::roflt::roflt::roflt::roflt::roflt: Nie nie nie, to tak na wszelki wypadek, czy tego nie widać??? :razz: Na razie nikt odpowiedni się nie zgłosił, zresztą pewnie każdy, kto słyszy, że pies był ciężko chory i że może mieć jeszcze kiedyś kłopoty ze zdrowiem, zaczyna się zastanawiać... Dopóki była mowa o tym, że Tosia jest wycieńczona i zagłodzona, to miałam kilka osób chcących ją adoptować, a gdy okazało się, że ma nosówkę, to już zainteresowanie było jakby mniejsze :roll: . Może to i lepiej...:p
-
:mad: Wy się doigracie kiedyś :mad: :razz: A kto mnie będzie wtedy nosił, bo Tosia do sierpnia pewnie jeszcze troszkę zwiększy wagę? :p
-
No właśnie, o to mi chodziło - czy taki wyjazd nie jest zbyt obciążający. Chociaż z drugiej strony to my sami też się forsować nie będziemy, raczej chodzi o spokojne spacery dla całej rodziny. W tym samym miejscu byliśmy zimą i wielkich gór tam nie ma ;-).
-
No....sterydy to ona dostawała, ale ta kuracja została zakończona 2 tygodnie temu... Tosia rośnie, nie wiecie? :razz: I ma apetyt :razz: . Ot co :loveu: . Góry to okolice Piwnicznej, a ściślej Sucha Dolina.
-
Kiwi, ona nie ma wyłupiastych oczek, tylko zdjęcie było robione z b.bliska - siedziała mi pod nogami i wyciągała się w moją stronę :-). Tzn. wyłupiaste ma w normie ;-). Zapadłam na upał, bo ledwie żyję, Tosia też ledwie żyje i pochrapuje sobie albo na kafelkach w łazience, albo na drewnianej podłodze pod łóżkiem. Mam też czwórkę kocich smarkaczy, które ciągle chcą jeść i to niestety wciąż przez smoczek :roll: , za to nie potrafią korzystać jeszcze z kuwety. I dzieci, które skończyły rok szkolny. I boli mnie gardło oraz mam chrypkę. Czy ktoś ma pomysł na nauczenie Tosi, jak schodzić po schodach? Ona waży już 7 kilo....nosi się ją coraz trudniej... Aha, i jeszcze jedno pytanie...:oops: ... Czy pobyt w górach (niezbyt wysokich, od 600 do 900m.n.p.m.) nie zaszkodzi Tosi? To tak tylko na wszelki wypadek pytam...
-
Kori, do tego, co napisała ARKA dodam, że prawie rok temu było tu ,na Dogo poruszenie, bo do poznańskiej kliniki ktoś przyniósł ślepy miot do uśpienia i...uciekł, żeby nie zapłacić, a personel kliniki podobno się "zlitował" nad psiaczkami (czy też nie chciał ich usypiać na swój koszt....)....w ciągu kilku dni wszystkie poza dwoma umarły. Te dwa ja wzięłam do domu. Wieczorem jeden z nich już nie żył. Drugiego udało mi się przez tydzień utrzymać przy życiu, umarł na zachłystowe zapalenie płuc. I było właśnie tak, jak pisze Aniela - malutki pyszczek z trudem chwytający powietrze, płaczący przy każdym oddechu. Nawet nie zdążył otworzyć oczek, chociaż pełzał w moją stronę i przytulał się...Sama zawiozłam go do schroniska i poprosiłam o uśpienie, nie byłam w stanie patrzeć na jego cierpienie ani chwili dłużej. Myślę, że teraz zrobiłabym to od razu, nie czekając, aż zacznie się dusić.
-
Kori, ile masz lat? Chyba nie za dużo, prawda? Już wiem, doczytałam w innym wątku. Widzisz, Kori, moja córka jest starsza od Ciebie o niecały rok i ma już na to inne spojrzenie. Może wystarczająco się nasłuchała moich schroniskowych opowieści, może zbyt dużo kociąt, które próbowałam ratować, umierało na jej oczach...
-
Kori, biedne istoty, tak? A widziałaś Ty kiedyś taką istotę, która siedzi w boksie od 10 lat, ani razu z niego nie wyszła, ma reumatyzm, a siedzi na wilgotnym betonie, ledwie widzi, ledwie reaguje? Widziałaś kocięta, które przychodzą zdrowe, a po tygodniu mają już oczy i nosy zaklejone ropą i siedzą tak (o ile nie padną wcześniej) tygodniami, nikt ich nie chce zaadoptować, infekcje uszkadzają im wzrok, będą wiecznie zasmarkane, ciągle będą zarażać inne, jeszcze zdrowe koty? Widziałaś takie biedne istoty? Ja widuję je codziennie i naprawdę, coraz częściej myślę, że należy dawać szansę tym, które będą w stanie ją wykorzystać. Na przykład teraz w schronisku jest chyba z 20 zasmarkanych po pachy burasków - są leczone, ale jest ich po prostu za dużo, a w powietrzu jest gęsto od wirusów, więc efektów leczenia nie widać. Strach włożyć do klatki nowe kocięta, bo za dzień lub dwa też będą chore. Co proponujesz? Jak sobie z tym poradzić? Może jeszcze dołożyć do nich kotkę ze ślepym miotem, bo i takie podrzucają pod schronisko?
-
Tak, opowiadam się za usypianiem ślepych miotów, które pozostawione przy życiu powiększą grono schroniskowców albo będą miały na to bardzo duże szanse. A nawiasem mówiąc-wracając do pamiętnego wątku Taury- jakiś czas temu dostałam maila z zapytaniem, czy schronisko przyjmie szczenięta... wszystko wskazuje na to, że był to mail od właścicielki stajni, w której urodziły się szczenięta/innej osoby stamtąd. Parę dni później przyszedł drugi, w którym pisała, że sprawa jest już nieaktualna, bo maluchy jadą za granicę. To, że pojechały do Niemiec, to był tzw. "fuks". Gdyby nie to, być może siedziałyby już w schronisku, a na Taurę pewnie nikt by się nie oglądał. Dlatego uważałam, że powinno się je uśpić, dopóki można, a jeśli pomagać, to tym, które nie mają co jeść w schronisku. [quote name='kiwi']powiedzcie mi czym sie rozni uspienie slepego miotu od szczeniaka ? nigdy nikt nie odpowiedzial mi na to pytanie, te same osoby ktore podejmuja dramatyczna walke o zycie chorego szczeniaka opowiadaja sie za usypianiem slepych miotow powiedzcie mi na czym polega roznica, bo w sumie nei znam argumentow za tym przemawiajacych...[/quote]