Jump to content
Dogomania

Pysia

Members
  • Posts

    6911
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by Pysia

  1. Nie wiem czy pamiętacie ale... Rok temu w listopadzie adoptowano Bohuna. Psa w typie sznupa lub teriera. Czarno- brązowego. Dzisiaj sie okazało, ze moja koleżanka go adoptowała :) Psiak ma sie swietnie i jest rozpuszczany sakramencko :) Takie nieduze psisko wielkości sznupa mini z brodą :)
  2. O widzisz. Kiedy będziesz w pobliżu? Dałabym Ci karmy dla Rudej. tej Forza10 dla smarkatych ;) Nie powinna jeść majac tyle energii seniora.
  3. [quote name='malawaszka']nie jeszcze, ale czeka go to już niebawem :D kurde mol jaki pech mówię Wam! przyjechała dziś z Warszawy Donna po tą starszą suczkę sznupkowatą z Chorzowa - odebrałam Ją zz dworca i pojechałyśmy do schroniska i już miałyśmy ją brać, a w biurze spotkałyśmy .... właścicielki :mdleje: wszystko byłoby super bo pies się ucieszył jak to pies - ucieszy się zawsze choćby nie wiem jaki był właściciel... cholera bardzo mi źle że ją zabrały... mówiły, że do schroniska zabrała ją od nich straż miejska albo pożarna, ale pewnie miejska... panie wyglądały dość... nieciekawie, pies zaniedbany był na pewno nie po dwóch tygodniach w schronisku tylko już taka trafiła, na nasze wywody, że o nią trzeba dbać panie patrzyły jak na kosmitów i w ogóle strasznie się dziwiły że Donna chciała adoptować starego psa... no i będzie żyła dalej w jakiejś melinie kurde... zostawiłam im kartkę z moim numerem telefonu że w razie jakby co to żeby zadzwoniła... ale wielkich nadziei nie mam... jedynie dobrze, że sunia się ucieszyła naprawdę ja ich widok, bo nam pokazywała ząbki ze strachu. ale kicha...[/QUOTE] Monika... Może Cię to pocieszy. Moi sasiedzi. Dwie nieciekawie wyglądajace istoty. Od razu zaklasyfikowałabym ich jako meliniarzy. Maja psa. Ma nieustannie egzemy skórne. Nie maja na leczenie tego, ale jak im daje Hexoderme i tabletki to rachu ciachu pies zdrowieje. Dbaja jak mogą. Oni nie zjedzą, ale pies żeber nie ma widocznych. A stary już jest. Możnaby rzec, ze najlepiej zabrac psa z takiego domu. Ale pies szczęśliwy, kochany, miziany i nie szlaja sie sam po dworze mimo braku ogrodzenia ;) Musimy wierzyc ze tu jest tak samo. Bo zwariujemy inaczej.
  4. [quote name='marako']Właśnie tak jest - osłonowe na żołądek (redukcja wydzielania kwasu, żeby nie zeżarł rany po szyciu), antybiotyk na zapalenie otrzewnej, aminokwasy, przeciwbólowe środki, wszystko, bo nie może brać doustnie nic. Właśnie wróciliśmy od weta. Podskórne dostawała przed zabiegiem, ale tylko nawadniające - szybkie są, ale nie wszystko da się tak podać. Ale dziś tylna noga wytrzymała 2,5 litra, z przerwą na pojechanie do domu, więc może nawet i jutrota sama żyła będzie drożna. A idzie ku dobremu - USG dziś bardzo korzystne, Grace pełna energii, zrobiła dziś już drugiego kupala po operacji, i od teraz mogę dawać jej po troszkę wody do polizania. Mamy nadzieję, że po weekendzie liczba kroplówek mocno się zmniejszy, bo zacznie już pić i jeść - na razie oczywiście pastę. Nie dotrzymałam terminów w pracy, będzie afera, [B]ale Grace chyba już jest na prostej.[/B] Dzięki za wsparcie, dziewczyny.[/QUOTE] I niech wyjdzie na prostą całkowicie!
  5. Psiaczek wcale nie jest brzydki. Ma uroczy pysio. Wykąpać, rozczesać, podciać ładnie i jeszcze oko nacieszy :) Niech szybko znajdzie domek! A Ruda jest całkiem fajna :) Podoba mi się coraz bardziej :)
  6. [quote name='boxenka'][quote name='ladySwallow']Czyli co, chihuahua będzie mieć cieczkę wtedy, co suka doga niemieckiego - i nie ważne, że zupełnie inaczej obie te rasy się rozwijają?[/Q rozwijają się zupełnie inaczej ale jeśli chodzi o dojrzewanie to ten proces jest taki sam od 8 do 12 miesiąca piewszą cieczka nastąpi u obu tych różnych ras[/QUOTE] Przykro mi, ale Wojciech Niżański się z Tobą nie zgodzi :evil_lol:
  7. Jakbyśmy sie tak zaczeli zastanawiać dlaczego psy tracą domy to żadnego byśmy nie adoptowali. Często powodem jest poszukiwanie powodu na siłę...
  8. E tam hahaha. Za to ze psa adoptowali :loveu: Mnie tam wsio rybka co za pies. ważne ze bedzie miał dobrze. Chociaż zdrowia psychicznego przy tych Twoich to mu nie wróżę :diabloti:
  9. [quote name='malawaszka']moja siostra własnie adoptowała spaniela z Olkusza :eek2: ha ha ha spaniela tu jeszcze nie było c'nie? psiak fajny, młody, łagodny i zgodny póki co i niech mu tak zostanie bo będzie beznadzieja... moja maszynka właśnie poległa na uszach na ktorych pies miał wielkie filcowe dzwony... a to pies oddany z domu :shock: nie wiem jak ktoś mógł z nim w domu żyć i nic z tym nie zrobić...[/QUOTE] Czekałam kiedy to nastąpi. Znaczy adopcja. I tak myślałam ze to sznup na bank nie będzie :evil_lol: Powiedz siostrze i całej rodzine ze ich kocham :loveu:
  10. [quote name='marako']Kłopot z wenflonami - dziś okazało się, że 2 żyły już zarośnięte od tego ciągłego wkłuwania. Ona już tydzień na kroplówkach leci. Przednie łapy już się nie nadają, a w tylnych słabo się mocują, bo wystarczy ruszyć łapą i pracuje ścięgno Achillesa wypychając rurkę. Jeszcze musi minimum trzy doby nie licząc dzisiejszego dnia lecieć wyłącznie na kroplówkach, a wkłuwanie to tragedia i pilnowanie przez 5-6 godzin za każdym razem, żeby nie drgnęła (ona jest aniołem, ale tak co godzinę cierpnie jej noga i chce zmienić pozycję). Nadal ma temperaturę, dziś będzie USG. Dziś wieczorem ma pierwszy raz dostać do polizania wodę, żeby zwilżyć się, ale do żołądka ma nic nie dojść. Jestem w pracy i do dziś mam termin oddania ważnego etapu systemu, a wiem, że nie zdążę, zresztą i tak nie mogę zebrać myśli, taka jestem niespokojna. Oberwie mi się, ale trudno, biorę na klatę.[/QUOTE] Posłuchaj. A wet nie mówił o możliwosci nawadniania podskórnie? To dobra alternatywa jak żyły są wymęczone. I można to zrobić samemu w domu.
  11. Z Viki się cieszę, bo pamiętam ją jak kręciła się tylko w kółko i zupełnie kontaktu nie łapała. To co terz przedstawiasz to postęp nie do pomyślenia! Rudą zołzą się martwię kurcze... Trzeba szybko domek szukać! Gdyby to było rok temu to przyszłaby do mnie. Teraz przy Perle -masakra. No i mama i Zdzira. Za dużo. Nie ogarnę. A TZ już na bank by mnie wywalił. Kuna kuna no! Szczyl w hoteliku, ruda u Ciebie i labek do kompletu szukający na gwałt domu. Masakra! A do tego nakręcona na koty starowinka.
  12. [quote name='marako']Hej! Dziś byłyśmy 5,5 godzin w gabinecie na kroplówkach itp. A po powrocie... Grace ustawiła się pod łazienką do picia, mimo nawodnienia 1,5 litrami w żyłę, a jak dałam karmę Hondzie i Tajdze, a ją zamknęłam, to zrobiła sceny żałości i zaraz po wypuszczeniu pobiegła w miejsce, gdzie zawsze daję jeść i się załamała, że nie dostanie. Biedna - aż 3 doby nie może nawet pić. Ale daje nam to nadzieję, ze idzie ku dobremu. Temperatura nadal jest wysoka - to jest wciąż niepokojący objaw, ale wlaliśmy w nią dziś tyle antybiotyku, że może zwalczy to zapalenie. Dopiero co dałam śniadanie psom i sama zjadłam (wróciłyśmy o 15:00), a za pół godziny znów jedziemy NA POCZTĘ PO PRZESYŁKĘ, no i do weta na kolejne kroplówki. W nocy oporządzę fiołki i zabieram się za okropną robotę, którą szacuję na 20-30 godzin i nie wiem jak wyrobię, bo termin do piątku, a jeszcze i jeżdżenia wiele i inne obowiązki w pracy, a nie tylko ta rzecz. Na czwartek mam chłopaka córki, który mnie zmieni rano u weta i zawiezie Grace po kroplówkach do domu, wyprowadzi psy, a później odwiezie mi auto do pracy (on jeszcze o niczym nie wie, co prawda). Wieczorem wspomoże mnie mąż. A w piątek - nadal nie wiem, ale będę coś organizować. Najwyżej zostawię ją im w przychodni z córką (ona ma piątek wolny, ale nie ma prawa jazdy, więc niech tam czeka na mnie do wieczora, aż skończę pracę). Najważniejsze zadbać porządnie o Grace (niestety nie mam zaufania takiego na 100% do innych osób niż córka - mąż jest obowiązkowy, ale gapa i może czegoś nie zauważyć, a chłopak Agi bardzo nie bardzo ogarnia tematy medyczno-psie).[/QUOTE] Dasz rade! Grace też da! Super ze odczuwa łaknienie. To bardzo dobry objaw. Trzymam mocno kciuki nadal!
  13. [quote name='marako']Jesteśmy. Dziura w żołądku była okrągła i duża. Wet pokazywał nam fotę żołądka Grace po otwarciu brzucha. Dziura wypadła dziś podczas wymiotów ok. południa, tuż po moim poście. Natychmiast po tych wymiotach Grace w jednym momencie straciła siły. Ledwie dojechałyśmy do weta. Tam USG - płyn poza żołądkiem. Pobranie tego płynu. Identyczny na wygląd jak to, co wymiotowała. Wysoka temperatura. Szybka decyzja - operować, bo bez tego ma dzień-dwa i koniec. Operacja bardzo poważna i ryzykowna z uwagi na wycieńczenie (od tygodnia utrata 8 kg) i już zaczęty proces zapalny w otrzewnej. Dziura albo od wrzodów, które zostały podrażnione jakimś ostrym, żrącym przyjętym pokarmem. Albo nowotwór, który utworzył martwicę, więc przy mechanicznym podrażnieniu podczas wymiotów wypadła dziura. Tak czy owak operację przeżyła, ale niestety teraz tylko trzeba czekać, czy nie wda się sepsa. Była płukana bardzo starannie, jest zabezpieczona dużą ilością antybiotyku, ale jednak sytuacja jest poważna. Dopiero jak włączymy po 3 dobach wodę, a następnie jedzenie i zacznie trawić, to będzie można mówić o powodzeniu. (o ile to nie nowotwór oczywiście, ale mam nadzieję, że to tylko wrzody - Grace ma świetne wyniki, tydzień temu naprawdę to był inny pies, choć od czasu do czasu wymiotowała pianką świadczącą o nadkwasocie). Wszyscy - mąż, syn, córka czuwaliśmy przez ten czas przy niej, przed operacją, podczas wybudzania, kroplówek. Bardzo ją kochamy, to nasz pierwszy pies i jak Aron Jambi wyjątkowy charakter sznaucera starego typu, nie do powtórzenia już u nowych olbrzymów. Dobrze, że nie poszłam dziś do pracy, bo już byłoby po Grace. Jutro też jeszcze nie idę. Niestety w czwartek i piątek kicha, bo muszę jechać na 10 h do roboty i będzie kłopot z zawiezieniem jej na zabiegi, mąż w delegacji. No i wciąż stres, czy wenflon wytrzyma kolejną kroplówkę (już czwarty, bo wcześniejsze się wykończyły).[/QUOTE] Nie ma nikogo z dogo, żadnych przyjaciół, dobrych sąsiadów, znajomych itd kto mógłby z nią jechać w czwartek i piątek? Sama nie dasz rady! Ja gdyby nie przyajciele dawno bym zgineła.... Nie wstydx sie prosic. Nie dla siebie to robisz ale dla Grace.
  14. [quote name='marako']Ja już dziś się załamałam po kolejnej nocy nad Grace (znów wymiotuje krwią i glutami- uciekła w niedzielę wieczorem i coś znalazła do żarcia). Nie poszłam do pracy i będę musiała żebrać o zwolnienie ukrywając historię z psem. Jestem rzeczywiście na skraju jakiegoś zawału itp., sypiam po 2-3 godziny od tygodnia i stres zżera mi mózg i serce, ale jak to przekazać lekarzowi. W pracy młyn, szkolenie goni szkolenie, terminy napięte na różne większe prace dla WE, nie nadążam z niczym i dodatkowo to rozkłada. Wczoraj wenflon się zbiesił i wlewy poszły co ciała, łapa jak bania, bo od razu nie zauważyłam - ja pracuję, jak lecą kroplówki i nogą trzymam Grace, żeby nie wstawała. Nienawodniona, wymiotowała, leciała a pysk. Rano pędem do weta, dlatego nie do pracy, nowy wenflon. Teraz w domu ten nowy okazuje się też niedobry się zrobił (w tylnej łapie, bo przednie już wymęczone). Lecę znów do weta z nią (jak nie zasnę kierując to będzie dobrze, bo mi się zdarza w sytuacjach niedospania). Ale muszę, bo ona od wielu dni dożywia i nawadnia się tylko kroplówkami i jest słaba jak jesienna mucha. I stres, że szefowa będzie dzwonić (nie odbieram i tak, bo nie wiem, jak z nią gadać). Temat psów jest b. nie na miejscu. A czy lekarz da mi L-4 to zagadka, bo zawsze w gabinecie, nawet jak jestem mocno chora, jakaś adrenalina, czy cóś mnie stawia i jestem w formie na maxa.[/QUOTE] Dasz rade. Musisz dać. Trzymaj sie. My- kobiety- mamy ogromne pokłady sił w sobie i wychodzą z nas jak jest taka potrzeba! Nie wiem czy wiesz, ale moj tata umierał na raka. Mama niepełnosprawna. Od lata sypiałam po 2-3 godz. . Był styczeń. Przy zdrowych zmysłach trzymała mnie pewna sunia- Luśka. Dredziaste puli. Byłam w takim stanie psychicznym że głowa boli. Sama z wszystkimi problemami. Malawaszka wie.... Ale wracałam do domu i tam na mnie czekał radosny taniec dredów./ NIE dało sie nie roześmiać. I znowu chciało sie żyć i walczyć dalej. Aż nagle... Luśka zachorowała. Pracowałam, byłam sama- kroplówki 2x dziennie. Ja niemobilna a mieszkam na wsi. Pracuję w jednym mieście, rodzice byli w innym. Gdyby nie pomoc cudownych ludzi ( malawaszka - kocham Cię! i innych też!).Po 13-tu dnaich walki o życie Luśka odeszła.... I wraz z nią jakby calutkie powietrze! Dałam radę. Przeżyłam i to. Przeżyłam też tate umierającego na moich rękach w moim domu. Kobieta to bardzo twarda istota! Trzymaj się mocno. Nie załamuj. Można nie tylko sypiać po 2 godz. na dobe przez tydzień. Można to robić przez rok.... Jak ja.
  15. Bo musiałam niańczyć TZta a dzisiaj spakować chyba z milion listków....
  16. Gdyby ktoś szukał ułożonego labka. Spokojnego, nauczonego życia w mieszkaniu to wiem o takim. Pies ma 7 lat. Szuka domu, bo jego pani jest ciężko chora. Juz nie może sie nim zajmować. To nowotwór i są przerzuty :( Jedyna córka szuka pomocy, bo ma męża o bardzo duzej alergii na psy ( ataki duszności !). Płacze, ale nie może zabrać psa do siebie. Pies jest zdrowy, grzeczny i spokojny. Na razie nie ma jego fotek. Jest w typie rasy. I nie krzyczcie, bo życie pisze różne scenariusze. jego pani nie jest staruszką.... Taki scenariusz napisał los :(
  17. Matko! Piją, fotki wrzucają a JA nic nie wiem? :mad:
  18. I niech tak zostanie :) Kolejna bida ma swój domek. Super!
×
×
  • Create New...