-
Posts
2593 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Gosia_i_Luka
-
eeeh, a ja myślę, że i chihuahua może chrupać kostki! Moja biała sobie pięknie ze wszystkim radzi, to i chihuahua'ie się uda :lol: Pewnie nie schrupie od razu krowiej nogi, ale szyjki drobiowe, małe skrzydełka, podziabane korpusy powinien jeść bez problemu! Co do ilości - ja potraktowałam wyliczenie jako porcje wyjściowe. Okazało się bowiem, że są ciut za małe - biała chodziła głodna jak wilk. No więc zwiększyłam jej o troche ilości i jest OK. Także należy dostosować porcje do danego osobnika - dla przykladu - dwa 30 kilowe labradory; suka i pies - suka leży pół dnia na podwórku, pies biega przy rowerze, pływa i uskutecznia 3-godzinne spacery. Oba psy ważą tyle samo, ale każdy z nich wiedzie inny tryb życia, ma inną porcję ruchu, inn zapotrzebowanie na energię i wszelkie inne składniki. Dlatego powtarzam- w BARFie nie liczy się ścisłe przestrzeganie tabelek, bilansowanie, ważenie, etc... ale zdrowy rozsądek właściciela, osobnicze zapotrzebowania psa i maksymalna różnorodność !!
-
Samba-to jednak przeszłaś na BARFa?? :o :o :o A salmonella, kości drobiowe, dużo roboty, czasochłonność? :wink: Jeśli faktycznie przekonałaś się do tej dietki - to super :lol: Luka za parę dni będzie na BARFie już cały miesiąc! :BIG: Wczoraj wchłonęła w siebie wielką szyjkę kurzą (po raz pierwszy pozwoliłam jej zjeść ją samodzielnie!). kingula-poszukaj, gdzieś Złośnica podawała swój mail - ona ma tabelkę do wyliczania ile czego w tosunku do wagi psiaka. Jeśli nie wiesz, co podawać, poszperaj w starych wątkach na dogo, albo tutaj: http://www.lukrowi.pl/forum/index.php?p=4&id_topic=572&start=0
-
Capo idzie na zabieg... a ja umieram ze strachu :(((
Gosia_i_Luka replied to Taysha's topic in Sterylizacja
Kobitki - gdzie w Gdańsku można oddać sunię na sterylizację i mieć pewność, że jest w najlepszych rękach? Planuję sterylkę Luki - mamy za sobą podejrzenie ropomacicza i ciążę urojoną z mleczkiem i innymi "atrakcjami", nie chcę dopuścić do podobnych sytuacji, ale ciągle szukam sprawdzonego, polecanego weta (w Gdańsku najlepiej). Hanya-gdzie Twój psiak miał wykonywany zabieg? Aha! Orientujecie się może w kosztach ogólnych sterylki małej suczki (5kg)? Taysha - nie chcę Ci zawracać teraz głowy, ale może przy okazji spytałabyś swojego weta o to? Byłabym wdzięczna bardzo! :lol: Pozdrawiam i popieram !! -
No właśnie - tu może być problem. Niektórym udaje się mielić w zwykłych maszynkach do mięsa, inni mają "insze" urządzenia, jeszcze inni poniszczyli i pozatykali swoje maszynki na kościach :roll: . Ja nigdy nie miałam potrzeby, aby mielić kości, dlatego doświadczenia nie mam :wink: Myślę, że trzebaby po prostu spróbować (najpierw jak najdokładniej roztłuc kości tasakiem i usunąć jak najwięcej ścięgien i żyłek, aby nic się nie wkręciło)... Ale na własą odpowiedzialność :lol: ps.zamiast mielenia można właśnie maksymalnie rozbić kości tasakiem i takie mniejsze kawałki wymieszać z mięchem (ale tylko, jeśli psiak ma zwyczaj dokładnie gryźć - żeby się przypadkiem nie udławił łykanymi kawałkami!!)... Aha! Czasami można kupić w mięsnym (albo ew. zamówić) mielone kości łącznie z "gorszym" mięsem i innymi resztkami.
-
Kości drobiowe po gotowaniu są bardzo twarde; te surowe - elastyczne mimo pękania na "drzazgi". cyryl- niedobrze, że od razu uległaś psu i podałaś gotowane/suche. Trochę pospieszyłaś - przez 2 dni podałaś i korpusy i skrzydełka i papkę?? :o :o To zdecydowanie za szybko. Być może Cyryl uznał, że jak ma nagle taką różnorodność, może wybredzać - stąd "brak apetytu". Pomyślał pewnie "ej, skrzydełko jest nawet dobre! O! A teraz dostałem jeszcze coś lepszego - korpusik! Mmmm! A może jak nie zjem ani skrzydełka, ani korpusika, to dostanę jeszcze coś lepszego?! Tak! Tak właśnie zrobię!" :wink: Radzę Ci na razie skupić się tylko np. na skrzydełkach i nie dawać nic innego. Jak Cyrl nie chce - chowaj skrzydło. Spróbuj podać po kilku godzinach. Niech wie, że jak nie zje pysznego skrzydełka i tak nie dostanie nic lepszego! Powoli go przyzwyczajaj i dopiero po kilku dniach (tygodniu), jak zacznie jeść skrzydła, wprowadź korpus. Jeśli i w tym przypadku "odmówi współpracy", spróbuj zmielić kości i podać wymieszane np. z mięsem albo warzywami. Czasami takie odmawianie jedzenia przez psa początkującego w BARFi może być spowodowane uczuciem sytości. Wreszcie się najadł tego, co tak naprawdę jest mu potrzebne... Czasami pies robi sobie w takich sytuacjach sam głodówkę - odwyk od surowizny...
-
Prawdziwy Beerhound! :o :wink: Carragan-Maleństwo jest po prostu :iloveyou: rozbrajające!!
-
O kłopotach z salmonellozą u psów karmionych BARFem?? Czy też u tych żywionych suchą karmą lub gotowanym? :roll: Zresztą zarówno pies, jak i człowiek może się zarazić salmonellą wszędzie i w każdej chwili. W dzieciństwie przeszłam tą chorobę; zaraziłam się w przedszkolu (banan :roll: )... I nie bardzo interesowały mnie wtedy szczegółowe statystyki 8) Nie wierzę, że trzymasz swojego psa pod kloszem, na łapy przed spacerem ubierasz mu jednorazowe kapcie, dezynfekujesz mu nos po każdym obwąchaniu trawnika, robisz mu płukanie żołądka, gdy napije się z kałuży, a sama myjesz ręce po każdym kontakcie z psem. Nie? A wiesz, ile "świństw" chodzi po takim psie?? Ile jest szans na to, abyś się czymś zaraziła? Nie mówiąc już o samym zwierzaku, codziennie narażonym na atak krwiożerczych bakterii!!!
-
Nie rozwiązuje problemu, bo go nie ma 8) Jeśli już chcesz się obawiać salmonelli, to nie bój się o psa, ale o siebie (psi system odpornościowy codziennie musi sobie radzić z mnóstwem bakterii - pozwalasz przecież psu wąchać kupki na spacerach, prawda? :wink: ). Po każdym kontakcie z surowizną myj dokładnie ręce i miejsce, gdzie mięso/kości kroiłaś, a jeśli masz dzieci - nie pozwalaj im dotykać brudnych misek psa. Zresztą salmonelli możesz nabawić się wszędzie - nie tylko przez srowe mięso :roll: A organizm psa naprawdę świetnie sobie radzi z bakteriami :lol: Jeśli znasz angielski: http://www.njboxers.com/Question.htm Osobiście mięsa, czy kości nawet nie parzę, tylko dokładnie myję. Podobnie robią prawie wszyscy barfujący i ani im, ani ich psom nic się po tym nie dzieje :fadein:
-
Ja to wlasnie zaliczam do "problemow" :D Ja do problemów zaliczam sytuację w której pies nie zje niczego oprócz wędzonego sera - znam i taki przypadek...
-
Samba - czytałaś wogóle coś o BARFie? Zadajesz najbardziej szablonowe pytanie, więc podejrzewam, że nie :wink: Psy mogą jeść każde surowe kości, a drobiowe są akurat najbardziej rozpowszechnione wśród barfiarzy!
-
Przeczytałam bardzo uważnie :lol: I ani jednym słówkiem nie twierdziłam, że BARF nadaje się tylko dla tych psów, które mają problem z jedzeniem czegokolwiek. Moja Luka też nie ma wybrzydza - nie lubi tylko suchej karmy :lol: Włoskie :wink: Może nie uwierzysz, ale Luce na pierwszy rzut oka też nic nie dolegało. Dopiero po przejściu na naturalne żywienie zobaczyłam, jak mój pies może wyglądać! I jeszcze jedno - co to za różnica, czy pies to labrador, york, jamnik, czy kundelek?? Znam owczarki, które nie tkną surowej kury. Znam labradora, który wybredza jak nie przymierzając, francuski piesek :wink: . Nie ma żadnej różnicy, jakiej pies jest rasy, jeśli chodzi o jego żywienie! (oczywiście pod kątem dyskusji o BARF/suche/gotowane - a nie proporcji, czy składników pokarmu) pozdrawiam
-
Samba - szczerze powiedziawszy nie rozumiem Twojego ostatniego posta :roll: Wolisz bawić się z psem, niż dobrze go karmić? Dla mnie żywienie Luki jest jednym z naczelnych zadań opieki nad psem. :roll: Przejmuję się tym, co je, liczę, odmierzam, kupuję witaminy, odżywki... Gdy karmiłam ją suchą karmą, zastanawiałam się czasami, czym ten pies żyje... Wciska w siebie te suche kulki, wydala rzecz podobną, a co tak naprawdę w organizmie zostaje, co wartościowego w tym jest? Jak ten pies może wogóle żyć; oddychać, biegać - napędzany tylko i wyłącznie takim suszem... :o Widziałam w moim psie maszynkę, do której od czasu do czasu trzeba wsypać kulek, żeby działała... A teraz, jak biała pożre kurze skrzydło, zagryzie to warzywkami i owocami z oliwą, dostanie normalnego twarożku, jogurtu, trochę wątróbki, kurzą łapkę, widzę, czym żyje. :wink: Normalnym żarciem.
-
Do góry temat; szkoda byłoby go spuścić gdzieś na dół :lol: Mam pytanko - jaki Wasze bichony mają stosunek do obcych ludzi (spotkanych np. na ulicy, ale też obcych gości). Moja czasami daje się nawet pogłaskać przechodniowi, ale wczoraj strasznie ofukała jedną babkę (na oko całkiem normalną :wink: ) - ogon podkuliła i - warkot. Podobnie jest, gdy przychodzą obcy ludzie do domu. Na niektórych nie szczeka WOGÓLE, a niektórzy musza przekonywać ją do siebie przez parę wizyt! Czy Wasze psy też "wyczuwają" ludzi? Czasami się śmiejemy, że na dobrego człowieka Luka nie szczeka :wink:
-
Generalnie zgadzam się, że mając dużego psiaka karmienie suszem jest najwygodniejsze. Sama za parę lat planuję wielkopsa i nie mogę zaręczyć, że nie będzie dostawał suchej karmy mimo mojego stosunku do niej... Co innego jest z moją 5-kilową Luką - ostatnio na przykład przygotowałam dla niej 14 porcji mieszanki roślinkowo-podrobowej i spokojnie zamroziłam je w naszej zamrażarce + tygodniowy zapas mięsnych kości. Nie wyobrażam sobie podobnej "akcji" mając psa, dajmy na to 40 kilowego :wink: W takim przypadku kości należałoby kupować codziennie, a zamrażać góra 2-3 dniowy zapas papki... Albo mieć zamrażarkę przemysłową :lol: Ale może wypowiedzą się właściciele wielkopsów, karmiący je BARFem - jak radzicie sobie z ilościami podawanego pokarmu? Zamrażacie coś, czy dajecie codziennie świeżo przygotowane porcje?? Co do przejścia z suchego na BARFa: jak już pisałam, w przypadku małego psa roboty jest porównywalnie dużo (a raczej - mało :wink: ). Przygotowanie ww ilości papki zajmuje mi jakieś 40 minut; łącznie z zakupieniem składników i zapakowaniem papki w woreczki. Samo codziennie podawanie (i tu zarówno w przypadku małych, jak i dużych psów) ogranicza się do wyjęcia wieczorem kości i przygotowanej porcji papki z zamrażalnika i włożeniu tego do lodówki. Rano wszystko jest gotowe do podania (papkę trochę podgrzewam). W moim przypadku jest to bardzo wygodne, gdyż moge przygotować spory zapas żarełka. Miesięczne wykarmienie Luki kosztuje mnie jakieś 25-30 zł (czyli porównywalne z suchą karmą). Wiem, że właścieciele duzych psów sporo oszczędzają na karmieniu naturalnym. Efekty zrezygnowania z suszu na rzecz BARFa w moim przypadku są badzo widoczne. Sierść zaczęła ładnie lśnić, Luka jest coraz bardziej żywotna, uwielbia pory posiłków :lol: Je chętnie, widzę, że sprawia jej to radość (Do miski z suszem podchodziła jak na skazanie...).
-
Cudownie powiedziane :lol: 8) :lol: Kto wie, czy gdyby biała lubiła suchą karmę, nie żywiłabym jej nią. Wygodne to, idealnie zbilansowane, nie trzeba brudzić rączek przy wsypywaniu do miski, można wziąć na wakacje i się nie zepsuje... Ale teraz, z perspektywy przejścia na naturalnego BARFa widzę, że nie wsypywałam do miski brązowych kulek, ale maksymalnie przetworzony śrut... A zmuszanie mojej suki do jedzenia tego głodówką było barbarzyństwem :wink: Nawet jeśli z jakiegoś powodu (odpukać) będę musiała zrezygnować z BARFa, zacznę gotować. Ale suchego już nie podam... Z tym, że przy wyborze diety należy przede wszystkim myśleć o psie. Jeśli BARF mu nie służy, ma notoryczne zatwardzenia, albo biegunki, wymiotuje kośćmi, nie tyka mieszanki warzywnej, etc, etc, należy z BARFa zrezygnować. Choćby na rzecz suchej karmy, jeśli psu służy i smakuje. Wsystko zależy od psa - jego aktywności, przeznaczenia, zdrowia, wieku, organizmu, upodobań...
-
Moly - co do cieczek. Luka przy pierwszej miała ubierane gatki. Niezbyt dobrze się w tym czuła :roll: :wink: i dwie następne cieczki chodziła "goła"; wylizywała się dość dokładnie i raczej nie było problemów z zabrudzaniem sierści. Oczywiście co suczka, to inny przebieg i obfitość cieczki. Można oczywiście myć sunię, ale nie za często! Z tym, że cały czas przymierzam się do wysterylizowania Luki. Nie jest wystawowa, niestety nie ma nawet rodowodu (gdyby miała, wystawiałabym ją). A do tego w styczniu miała podejrzenie ropomacicza, jeżdziłyśmy na usg, dostawała zastrzyki, bolał ją brzuszek, nikt nie wiedział, co się dzieje, chcieli nam ją pod skalpel brać. Na szczęście okazało się, że wszystko w porządku (choć do tej pory nie dowiedziałam się, czym były spowodowane te kolki). Ale bałam się strasznie i chciałabym zapobiec ewentualnemu ropomaciczu właśnie sterylizując białą. Ponadto po ostatniej cieczce miała ciążę urojoną, dostała mleka. Sterylka i temu by zaradziła. Dlatego coraz poważniej o tym myślę... Szczeniaków i tak na pewno nigdy nie będzie. :wink:
-
Na początek zajrzyj tutaj: http://www.dogomania.pl/index.php?name=PNphpBB2&file=viewtopic&t=14325&postdays=0&postorder=asc&start=0 Karmię moją sunię BARFem już 3-ci tydzień i musze przyznać, że po ŻADNEJ suchej karmie nie było widać TAK SZYBKO poprawy. A tych suszów przetestowałyśmy mnóstwo! Luka nie jest wybredna, zje wszystko, byle nie było to suchą karmą :wink: Swego czasu gotowałam jej (kurczak/wołowina, marchewka, ryż), ale natknęłam się kiedyś na BARFa w internecie. Przyzwyczajałam się do myśli o przestawieniu Luki na tą dietę przez pół roku. Czytałam wszystko, co tylko wpadło mi w ręce (jednak najwięcej informacji znajdziesz na stronach anglojęzycznych...). Najbardziej obawiałam się oczywiście tych kości drobiowych (moja Luka jest bolończykiem, więc nie byłam pewna, czy poradzi sbie z dokładnym rozgryzaniem). W końcu odważyłam się. I jest to (odpukać) jedna z moich lepszych decyzji żywieniowych. Biała miała problemy z sierścią (przeszła atak alergiczny na preparat spot-on przeciw kleszczowy), mimo moich wysiłków nie udawało mi się sprawić, aby sierść wreszcie nabrała blasku i przestała być tak sucha i łampliwa. Teraz, po prawie miesiącu (miałyśmy tydziń przerwy) karmienia BARFem poprawę widzą wszyscy! A kości? Faktem jest, że na razie muszę karmić ją z ręki (trzymam kość, którą ona gryzie) - ma tendencje do łykania i boję się, żeby się nie zadławiła... Ale innych problemów nie ma. Gryzie, chrupie i mlaska aż miło. Kupki ma w porządku 8) Widzę, że to jedzenie Luka uwielbia. Gdy wyciągam rano skrzydło kurze lub szyjkę z lodówki, ona obtańcowywuje mnie, piszczy, szczeka. Obawiałam się, że nie będzie chciała jeść mixu roślinkowo-podrobowego. Myliłam się. Dostaje go wieczorem (troszeczkę podgrzewam i dodaję oleju z pestek winogron) i po minucie micha stoi wypolerowana :lol: Przecież posiłek nawet dla psa powinien być przyjemnością. Jeśli mój pies nie chciał jeść suchego, to widocznie coś mu w tym nie pasowało. :roll: Dzisiaj dostała tuńczyka (z puszki, gdyż surowej ryby jej nie podam, przynajmniej na razie). Wylizała miskę i chciała jeszcze :lol: Jest szczęsliwa, wreszcie je to, co lubi, czyli naturalne jedzonko :D Mój mały wilczek :lol:
-
Cockerek - miło mi, że podoba Ci się Luka :lol: Często (ojjj, baaardzo często) ludzie myślą, że to pudelek, nie przeszkadza mi to wcale - przecież sama widzę, że jest do niego podobna :wink: Zresztą uważam, że to komplement - pudle to jednak szalenie inteligentne psiska :D Kiedyś ktoś z uporem maniaka wciskał mi, że Luka to szczeniak owczarka podhalańskiego :o :o :o Co do wyprowadzania... no cóż, mój tata wyprowadził białą może ze 2 razy (za ciemnego 8) ) i nie przekonał się do wychodzenia z nią... Uwielbia Lukę, bawi się z nią, ale nie wyprowadza. Zresztą rzadko wyprowadza ją ktoś inny niż ja (chyba że jestem chora-wtedy najczęściej mój 12-letni brat, który dlatego, że nigdy nie był zmuszany do spacerków z Luką, robi to bardzo chętnie). Faktycznie biszonki to raczej "babskie" pieski; chcociaż za facetem idącym z taką puchtą kuleczką obejrzy się KAŻDA kobitka :lol: 8) A jeśli chodzi o kapiele białasa - moja jest jakimś fenomenem :wink: Była kąpana może ze 2 miesiące temu, a biała jest jak śnieg! Może trochę dlatego,że często bawi się w piachu na plaży, który dobrze czyści sierść... W każdym razie akurat Luka nie wymaga częstego mycia (oczywiście nie mówię tu o łapkach i brucholku po spacerze w deszczu). Zaskakuje mnie też wyjątkowa szybkośc uczenia się tych piechów. Luczka ma już prawie 3 lata, a łapie w przysłowiową sekundę, gdy uczę ją czegos nowego. Ostatnio nauczyłam ją "siadu przy nodze" (tzn.siedzi naprzeciwko mnie, mówię "noga", a ona okrąża mnie od prawej strony od tyłu i siada przy lewej nodze :lol: ) - załapała o co biega w 10 minut, wszystko dokładnie pamiętała na drugi dzień! Oczywiście nie obeszłoby się bez żółtego serka 8) ale potencjał biszony mają na pewno! :D
-
Moly, a mi mowę odjęło, jak zobaczyłam kojec :lol: :o :lol:
-
Karka-też zwróciłam uwagę na brak lewków, ale o cotonach jest w osobnej ramce - z tym, że wg autora artykułu to... nie bichon :o I jeszcze zdziwiło mnie stwierdzenie, że najbardziej popularne są b.frise :o Ja w życiu może raz frise widziałam - na wystawie :roll: Za to bolończyki (wg nich namniej populare) widuję coraz częściej... 8) Himka - już częśc zdjęć chyba widziałaś kiedyś, nie? :wink: Ale jest też sporo nowych :fadein:
-
Cockerek-oj, obrażę się, a jak! :lol: Na śmierć! :lol: :wink: Cała galeria mojej Luki jest tutaj: http://www.lukrowi.pl/galeria/?p=1&_id_p=367 także zapraszam - zdjęć jest sporo :D Jeśli chodzi o sierść - Luce nie narasta ona tak, jak maltańczykom, ale i tak zawsze ją trochę podstrzygę-ma wtedy takie zadziorne kędziorki 8) ps.w najnowszym numerze jednej z popularnyh gazet o psach (co by nie robić reklamy dodam, że tej najcieńszej za 5zł 8) ) jest artykulik o całej rodzinie bichonów - wprawdzie skromny, ale zawsze warto coś tam poczytać o naszych kochanych "puchatkach" :D Pozdrawiamy Gosia&Luka
-
Himka :lol: Ja mam nie dywan, a owcę - to jest skóra 8) ps.dziękujey za komplementy :lol:
-
Himka :roll: to faktycznie zapowiada się nieciekawie... Trudne decyzje przed Tobą... Jak rozważałam Olsztyn, brałam pod uwagę tylko jedną opcję - Luka jedzie ze mną. Jestem pewna, że dostosowałaby się do każdych warunków mieszkaniowych - nie w tym tkwił problem. Najgorsze było to, że weterynaria jest baaardzo praco- i czasochłonnym kierunkiem. Luka po pierwsze musiałaby cały czas siedzieć sama (a w domu - wiadomo, zajęcia się "wymijają" i niemal przez cały dzień ktoś z psem jest), a po drugie - nawet po moim powrocie nie zostawałoby wiele czasu :( . To są minusy wyjazdu na studia z psem... Plus jeszcze te podróże (do Olsztyna z Gdańska to ok. 300 km) - plecak, torba, pies... Ech, nie wyglądało to różowo... Na szczęście miałam alternatywę - UG; no i dostałam się i jest naprawdę super. Z tym, że moja Luka nie czułaby się dobrze, zostając z rodzicami, beze mnie. Jest bardzo ze mną zżyta, tylko ja ja karmię, tylko ja wyprowadzam, ja pielęgnuję. Moi rodzice mają ją tylko "do przyjemności" - głaskanie, mizianie; i tak jest OK. Nie przeszkadza mi to, uwielbiam zajmować się białą. I nie wyobrażam sobie nałożenia tych obowiązków na rodziców... Być może u Ciebie jest inne rozłożenie pracy przy psie i tak jest o wiele lepiej, jeśli Miki miałby zostać w Tarnobrzegu. U nas byłoby to niemożliwe... W sumie 70km to nie jest aż tak dużo... Mogłabyś spokojnie przyjeżdżać do domu w każdy weekend. Zresztą - życie wszystko ułoży :lol: Na razie się nie przejmuj :wink: ps. Miki też słodki :lol: Ale RANY! Luka NIGDY nie dałaby sobie nałożyć kokardek! 8) http://www.lukrowi.pl/galeria/_img/5955.jpg Aaa! Chciałam jeszcze pogratulować super wyglądu Mikiego - jest pięknie utrzymany, zadbany, super!! :klacz:
-
Właśnie takie psy najczęściej kierowane są na szkolenia zbiorowe. Uczenie indywidualne da taki efekt, jaki masz - gdy nikogo nie ma w zasięgu wzroku, pies jest grzeczny i posłuszny. Gdy tylko pojawią się "rozpraszacze" - zaczyna broić :roll: A szkolenie razem z innymi psami UCZY tej koncentracji, które brakuje Twojej haszczaczce.
-
Witaj, cockerek :lol: Ja mam prawie 3-letnią sunię rasy bolończyk. Też z rodziny bichonów, też biała, jak maltańczyk, ale o bardziej "zawadiackim" wyglądzie i kręconych włoskach. Tak wygląda Luka: http://www.lukrowi.pl/galeria/_img/5999.jpg http://www.lukrowi.pl/galeria/_img/6001.jpg Jest kochaną, maleńką rozrabiarą, o zdecydowanym charakterze. Mimo to nie sprawia kłopotów wychowawczych; dostosowuje się do trybu życia rodziny. Gdy nie mam czasu na spacer, Luka przesypia nudę. Gdy mam ochotę na długi spacer - biała towarzyszy mi w nawet 3 godzinnej wędrówce po lesie. Pieski te są niesamowicie inteligentne, w lot łapią, czego się od nich oczekuje. Nie są dominacyjne, choć, jak w przypadku kżdego psa, nie można bolończykowi pozwolić na zbyt wiele. Nawet taka mała, słodka kuleczka musi znać swoje miejsce w rodzinie! Pielęgnacja sierści bolończyka niewystawianego ogranicza się do dokładnego wyczesania sierści dwa-trzy razy w tygodniu. Nie ma potrzeby wielogodzinnego szczotkowania codziennie, o ile nie dopuści się do powstania kołtunów. Oczywiście po każdym spacerze w "mokre" dni, należy umyć łapki i brzuszek bolończyka. Co do kąpieli - Luka na zdjęciach powyżej jest po tygodniowym wypadzie pod namiot. Tarzała się w piachu, pływała w morzu, buszowała po lesie. Nie kąpaliśmy jej po powrocie, a zdjęcia nie są retuszowane :wink: :lol: Tak więc kąpiel - w razie mocnego zabrudzenia wystarczy w zupełności. W kontaktach z innymi psami są bezkonfliktowe, choć moja Luka potrafi się odgryźć natrętowi. Jeśli chodzi o żywienie, Luka od niedawna jest na diecie BARF - je surowe, mięsne kości drobiowe, a do tego specjalną papkę roślinkowo-podrobową. Gryzie kostki aż miło, sierść poprawiła jej się bardzo, ma chęć do życia - jest super! Żywienie takie jest w przypadku pieska tych gabarytów tanie jak przysłowiowy barszcz! To tak w skrócie o bolończykach, może zastanowisz się również nad tą rasą. Jeśli obstajesz przy maltańczyku - pieski te niewiele się różnią (bolończyk jest większy, no i inna sierść - ale również praktycznie nie linieje). Z moich obserwacji wynika, że bolończyki są ciut żywsze i energiczniejsze. Ale wszystko w ramach normy i nigdy nie bywa to kłopotliwe. Himka - dwa słowa do Ciebie :wink: Osobiście nie wyobrażam sobie sytuacji, w której kupuję szczeniaczka, a Lukę zostawiam rodzicom (i wyjeżdżam studiować). Powiem Ci, że sama ukierunkowałam pośrednio wybór studiów od psa. Marzyłam o weternarii w Olsztynie. Sama mieszkam w Gdańsku. Wybrałam jednak kierunek na Uniwersytecie Gdańskim i zostaję w domu. Oczywiście biała nie była jedynym powodem tej decyzji, ale pośrednio - tak. Nie mogłaby zostać z moimi rodzicami, gdyż oni owszem, bardzo ją kochają, ale to jest MÓJ pies, nie ich. Oni psa nie chcieli. Nie mogłam ot tak sbie zostawić im kolejny obowiązek w postaci Luki. A już zupełnie nie wyobrażam sobie kupna drugiego psa i wzięcia ze sobą szczeniaczka, a zostawienia "starego" zwierzaka :roll: Pomyślałaś, jak człby się Mikuś?? Ja Luce czymś takim złamałabym serce...