To tak jak z Bono. Nadal nie mam co luiczyć na to, żeby dał się podnieść i przytulić. Jak zbyt mozno go przytrzymuję, żeby mu przemyć oczka, to on najpierw sztywnieje, a potem mnie straszy ząbkami! Ale już brzuszek nadstawia do miziania - cwaniak zorientował się, że to całkiem przyjemne :cool3:
Trzeba dla tych biedaków naprawdę duzo cierpliwości i malutkich kroczków do przodu. Ale jestem mądra:evil_lol: Jakbyś tego Sama nie wiedziała :evil_lol: