Faro
Members-
Posts
1489 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Faro
-
Umierająca młoda boksereczka w krakowskim schronisku
Faro replied to Faro's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
jesli by przeżyła znalazłaby pewnie pewnie fajny dom, rozważałam nawet opcje , ze jesli by jej nie chciał nikt zaufany (jak to trafił Aston czy Bolek ) to myslałam nawet o sterylizacji i domu u nas. Pirat pewnie by przyjął młodą dziewczynkę . -
Umierająca młoda boksereczka w krakowskim schronisku
Faro replied to Faro's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Umarła wczoraj o 18.oo - kilka godzin po moim "starciu o nią" , po tym jak napisałam tu, ze jeśli znajdę dom choćby na drugim końcu,który bedzie dla niej szansą -to ja wyciągne ze schronu nawet chobym miła tam byc z TV i Urzędem Miasta Chciałam ja uratować a pewnie ją usmierciłam !!! :-( :-( :-( -
Umierająca młoda boksereczka w krakowskim schronisku
Faro replied to Faro's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Jade do TONZ-u jest miejsce w Orzyszu mariola - zadzwoń do mnie - na kom. albo ja zadzwonie za chwile - mam kolejnego boksia do zabrania dzis do hotelu - wczoraj znaleziony na sąsiednim osiedlu - jak go przed 15 nie odbiore z "przechowalni" - trafi do schronu !!!. mam nadzieje, ze go zdąże odebrać -
Wiecie co - w moim przypadku to chyba jakieś prawo serii (boksie , które staram sie ratowac) Zobaczcie sami jak sie układa kolejność " zrzeczony agresor,bo ugryzł (Aston) umierający - problem z wyciągnięciem by leczyć (Bolus) zrzeczony agresor, ugryzł (Maks) umierająca - problem z wyciągnięciem by leczyć (boksinka) aaa. pierwsza sunia - do tej pory same chłopaki liczyły na moja pomoc
-
Umierająca młoda boksereczka w krakowskim schronisku
Faro replied to Faro's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Mysle, ze w grę wchodziłby czwartek, bo jutro jeśli potwierdzą miejsce musiałabym załatwic jej wyciągnięcie . Watpie czy uda mi sie tak "ekspresowo" to zrobić !!! jestem non-stop pod komórką . -
Umierająca młoda boksereczka w krakowskim schronisku
Faro replied to Faro's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
kto zawiezie sunie jeśli bedzie miejsce ? Elu czy pojechałabyś jako "pilot' jeśli znajdziemy transport ??? -
Umierająca młoda boksereczka w krakowskim schronisku
Faro replied to Faro's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Ela - zadzwoń do mnie - teraz to pogadamy - jestem zdecydowana ja zabrać tam - nawet jak trzeba zrobie debet na koncie (mam linie kredytową) i zapłace z góry za jej pobyt a potem bede sie zatanawiac jak go spłacic. Tylko potrzebna mi Twoja pomoc w kontakcie ze szpitalem -
Umierająca młoda boksereczka w krakowskim schronisku
Faro replied to Faro's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Kiwi - dwa tygodnie temu to chodziła jeszcze po wybiegu - dziś nawet głowy nie podnosiła . Tylko to spojrzenie błagające niemo o ratunek !!! Dwa tygodnie temu proponowałam schronisku dostarczenie dla niej surowicy , nie skorzystali z propozycji - od zastepcy kierownika usłyszałam, ze mają i dostała surowice . A ja w to nie wierzę, bo .......gdzie kupili surowicę jesli nie ma jej w sprzedaży w hurtowniach, jesli jej u nas nie produkuja i........jesli nie jest u nas zarejestrowana ????? nie wierzę, że ściągneli ze Słowacji , bo troche mam do czynienia z finansami publicznym i obowiazujaca procedura w tym zakresie . -
U Maksa wszystko o'key , był dwa razy z panem Tomkiem na spacerze - nie było z nim problemu. Musze mu tylko dokupic takie zawieszane na kratę miski , bo wyeraca je sobie , rozsypuje jedzenie (a potem je z posadzki) rozlewa wode - taki z niego prosiaczek
-
jadę do maksa - co niego napiszę wieczorem. teraz napiszę tylko rzecz , która mnie bardzo zbulwersowała i tym razem "nie odpuszczę" Pamietacie jak napisałam po pierwszej wizycie u Maksa, ze biedaczek leży na gołych deskach w budzie !!! na drugi dzień przywiozłam mu dwa prywatne koce, i po wielkich problemach (problemach ze znalezieniem odważnego pracownika, ktróry wejdzie i mu je rozłozy w budzie) wycieliłam nimi budę . Co noc patrżąc na termometr wskazujący prawie zero pocieszałam sie , że biedaczek ma przynajmniej ciepłe koce w budzie Okazałam sie straznie naiwna - otóż moi kochani MAKS ZOSTAŁ PRZENIESIONY (nie wiem z jakiego powodu i kiedy )DO BOKSU OBOK , A MOJE KOCE PRZYNIESIONE DLA MAKSA ZOSTAŁY W BUDZIE TAM GDZIE BYŁ DWA TYGODNIE WCZEŚNIEJ . Maks znów spał na gołych deskach !!!!! Tym razem miarka sie przebrała - zle sie dzieje w krakowskim schronie, czego dziś byłam mimowolnym świadkiem i pora o tym głośno powiedzieć. Jak wrócę od Maksa - opisze dokładnie dzisiejszą wizytę w schronisku, a także to co do tej pory nie ujawniałam , a czego osobiście doświadczyłam !!!
-
Umierająca młoda boksereczka w krakowskim schronisku
Faro replied to Faro's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Nie mam zdjęć , ale sunia jest jak większa kopia Tosi (od MonikiP z Poznania) - czy bedzie miała tyle dzczęścia co Tosia - czy choć dostanie szansę na zycie ??? Czy ktoś może skontaktowac sie z Mosii - może Ci jej lekarze mogliby ja przyjąc do kliniki ??? Podnoście prosze ten tamat , by go widac -moze stanie sie "cud" i znajdzie sie dla niej jakiś tymczas (ja jadę do Maksa) -
Sunia jest młodziutka wg schroniska ma ok 18 m-cy , ja oceniam ja na góra rok. Umiera w schronisku - pilnie potrzebny domek tymczasowy by ja leczyć i dac dzanse na przeżycie, bowiem w schronisku nie ma zadnej szansy. Z dnia na dzień jest coraz gorzej. Gdy widziałam ja dwa tygodnie temu - chodziła na wybiegu izolatek, dwa dni temu jeszcze wstawała , dzi juz nawet nie wstaje :-( :-( :-( Leży , zrezygnowana i powoli umiera. jak zobaczyłam ja przez okienko , gdy zobaczyłam jej wzrok - ja stara 45 letnia baba (która juz wiele widziała) rozpłakałam sie jak dziecko , do tej pory widże te jej smutne oczeta niemo proszące weź mnie :-( :-( Niestety - nie mogę jej zabrać . Sunia przeszła parwowirozę (dwa tygodnie temu , gdy widziałam ją - wybieg był pełen krwi !! teraz ma nosówke do której dołączyło ostre zapalenie płuc. jedynie ktoś kto nie ma własnych psów lub klinika mająca izolatki mogła by ja przyjąć . Ja moge zapewnic, ze jesli znajdzie się dla niej miejsce, które będzie będzie szansą na przeżycie - to choćbym miała zaciągnać pozyczke - pomoge finansowo ja ratować. Dziś ostro starłam sie z zastępcą kierownika z jej powodu, ale jesli uznam , że dom - nawet na drugim końcu Polski jest dla niej szansą - wyciągnę ją ze schronu - nawet jesli miałabym przyjechac z telewizją i przedstawicielami UM - zrobie to!!!!! Tylko błagam - pomóżcie mi znależć dla niej miejsce , gdzie dostanie szanse na przeżycie , bo w schronie nie ma takiej szansy !!!!!!! (jade teraz do Maksa do hotelu - po powerocie opiszę moją dzisiejdzą wizyte w schronie - a jest co pisac !!!!!)
-
Kiwi - nie jest prosto zostawic spryciarza , który załozył sobie wyjść z boksu przed tobą - Aston tak miał cały czas , ale na niego miałam "techniczny sposób", albo : "za obrożę " i "zostań" - z Maksem - technicznie sie nie da (za małe oczka w siatce) a siłowo - za wcześnie ! Ale poradzimy sobie. A kołdra/koce -cóz, myslałam , ze doceni wygodę po tym jak spał na gołych deskach w budzie :razz: :mad: (mam "zamówione" u koleżanek "zabezpieczenie" kocy ;) ) Dziś na pacerku spróbuje złapać mocz do badania - może mieć przeziębiony pęcherz , bo noce były już zimne a on biedaczek w budzie ! Własnie sprawdzałam temp. - jest u mnie -1 stopień . Całe szczęście, że Maks ma ciepło . Boję, sie, ze boksereczka w schronie nie przezyje , jej potrzebna taka opieka jaką MonikaP zapewniła Tosi. PILNIE POTRZEBNY DOM TYMCZASOWY (a może ogłosić w "kundlu", ze szukamy domu tymczasowego by ratować przed śmiercia młodą boksereczkę - co myslicie o takim rozwiązaniu ?? Ja juz łapie sie kazdego pomysłu -jak tonący brzytwy :shake: :shake: )
-
KWAZIMIERZ W DOMU!!! W końcu rodzinne Święta pięknego jęzora!
Faro replied to szmaja's topic in Już w nowym domu
Zaglądnę tu o przyzwoitszej porze, bo jakoś nie chce mi sie wierzyc, ze ja dobrze widzę i nie jest to jakieś złudzenie optyczne : jak tak moga stac boksiowi uszy ????? -
Dzięki :lol: I pomyślcie proszę o tym młodziutkim spanielku
-
Maluszek (bo wygląda na młodziutkiego ten spanielek ) tak smutno woła cały czas . Moze go byście wzięły w piatek do "Kundla" - jak nie właściciela , to może domek by szybciej znalazł - szkoda malucha
-
[URL]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=31697&page=6[/URL] (doklejcie na pierwszej stronie wątek Maksa - jest juz w hotelu )
-
I jeszcze muszę Wam napisac, że dziś Maks to całkiem inni psiak niz ten , którego zabaczyłam pierwszy raz w schronie - widac, ze był zainteresowany kontaktem ze mną (ogólnie mówiąc z człowiekiem) - kolejna relacja jutro - a własciwie dziś tylko wieczorem.
-
Wróciłam od Maksa. CAŁA A teraz po kolei : ze schroniska odebrała go Ksera , mnie zabrała "po drodze" do hotelu. Z jej relacji Maks był bardzo przerazony gdy kierownik schroniska wszedł do kojca by założyc mu obrożę. W samochodzie nie było żadnych problemów - Maks stał w bagażniku (combi +kratka) i patrzył . Gdy wysiadł w hotelu tak ciągnął na smyczy , tak wszystko w koło wąchał, ze trudno go było utrzymać . Zjadł mi z ręki po kawałeczku paróweczke,zjadł też jeden kawałek od zony p.Tomka (własciciela hotelu) , potem zaprowadziłyśmy go z Kserą do pawilonu do boksu. Weszłam z nim do środka , założyłam jego własna obróżke (tę 'domową") odpiełam schroniskowa. Miałam troche problemu z wyjściem, bo Maks też chciał iść - ale absolutnie nie było agresji - stał tylko pod drzwiami i co ja je troche uchyliłam -on pierwszy. Nie chciałam go odciągać 'na siłę " za obrożę, bo uznałam,ze może sie poczuć zagrożony (nie było mnie u niego 2 tygodnie więc nie wiem czy mnie zapamietał, bo przecież nie zdązyliśmy sie nawet lepiej poznac w schronisku) i różnie zachować - do czego miałby zupełne prawo. On zas wcale nie był głodny (po karmieniu w schronisku) i nie interesowała go juz parówka , ale jednak gdy rzuciłam mu kawałeczek na posłanie - poszedł sprawdzic a ja myk z boksu. Trochę jeszcze postałam przy nim , pogadałam , pochwaliłam i zostawiłam . Było około godziny 16.oo O 18.30 byłam u niego ponownie - nie wyprowadzałam z boksu , bo uznałam,ze lepiej dac mu czas by poczuł sie w nim bezpiecznie, dostał po kawałeczku przez krate paróweczkę - bardzo delikatnie brał mi z palców . Były też przy nim "cioteczki" z którymi jeżdżę do hotelu. W pierwszej chwili troche powarczał, ale jak sie odsunęłam od kraty to juz nie warczał, a potem nawet brał od nich z ręki przez siatke smaczki , nawet gdy ja byłam obok . Generalnie jadąc tam po raz drugi bałam sie, że usłyszę, ze Maks szaleje w boksie , ale Maks był spokojny przez ten czas, raczej wystraszony szczekaniem innych psów , choć w mojej obecności ze dwa razy sie im "odszczeknął" , byłam z cioteczkami dośc długo w hotelu - kilkakrotnie przychodziłam do jego boksu - by "pogadać" przez krate .Byl spokojny, lizał mnie po palcach, wyraźnie czekał cały czas przy kracie czy znów przyjde. Między 16.oo a 18.30 gdy byłam ponownie zdązył juz sobie nasikać na kołderke - ale widac było że też sobie tam "ścielił" , bo kocyk , który był na kołderce był zwinięty a kołdra posikana, ale gdy wieczorem przed odjazdem poszłam jeszcze do niego zaglądnąć widać było, ze odwinął sobie te częśc zesikaną (miał kołdrę złożona podwójnie) i chyba leżał w tej części suchej - tak to przynajmniej wyglądało - spryciura. Jutro jade znów - bedę juz chciała go zabrać na spacer , ale musze chyba zabrać kurczaka lub coś pachnącego smakowicie , bo obawiam sie problemów z pozostawaniem. Wydaje mi sie to w tej chwili całkowicie wytłumaczalne - ten psiak od 30.07 dziś był pierwszy raz poza kojcem/boksem. jak juz sie przyzwyczai będę chciała by lekarz, który przyjeżdża do hotelu go obejrzał, zbadał , pobrał krew , by zrobic badania, bo jakoś w schroniskowe opinie "zdrowy " nie wierze - wolę to sprawdzic, ale muszę mu dac troche czasu na oswojenie z miejscem, osobami i sytuacją. Nawet nie wiecie jak sie cieszę, że biedak już dziś śpi w cieple - ostatnie noce były u nas całkiem, całkiem zimne - w tej chwili mam za oknem 4 stopnie więc nie chce myslec ile bedzie nad ranem. Jutro jadę do schroniska załatwic formalności - w dokumentach schroniska jestem osoba adoptująca Maksa. Moze uda mi sie dowiedziec coś o jego przeszłości , cos więcej na temat tego ugryzienia w schronisku . Mam tez bardzo złą wiadomość - boksereczka ta młodziutka jest w bardzo złym stanie , po parwowirozie doszła nosówka i teraz jeszcze zapalenie płuc . Dziś kierownik pytał czy nie ma dla niej jakiegoś domu tymczasowego - są nawet skłonni jeździc do niej na wizyty lekarskie by nie trzeba jej było wozic do schroniska . Ona w warunkach schroniska nie ma szansy , a ja jestem bezsilna . Nie znam nikogo kto wziąłby ja do siebie na okres choroby - nawet jesli by dostawał na jej utrzymanie i miał za darmo leczenie !!!! Nawet jutro nie będę jej chciała zobaczyć , bo nie moge jej pomóc - cały czas mam przed oczami chudziutką, żółtą kruszynkę , którą mi pokazali dwa tygodnie temu (nie zakładam jej tematu , bo co bym w nim napisała ??)
-
Maks już a hotelu - więcej napiszę wieczorem
-
Monika - buziaki. Dokładnie 5 tygodni temu leżała w schronie jako bezimienna zrezygnowana bokserka, bez szans na życie - nie mówiąc juz o szansie na domek , a wszyscy w watku zastanawiali sie jak ją ratować. Wczoraj szczęśliwa odjeżdżała do nowego domku leżąć na SWOJEJ podusi !!! W takich chwilach zaczynam wierzyc w ludzi. I za Tulisia - też dzięki - Bordozki to moja "pierwsza po boksiach" ukochana rasa
-
A czy nie macie z Aszotem jakiś problemów alergicznych ??? Ja własnie tez przeżywałam ostatnimi tygodniami to samo z Piracikiem. Zauwazyłam jakiś miesiąc temu, ze ma bardzo powiekszone węzły podkolanowe , byliśmy u lekarza, dostał leki przeciwzapalne po 14 dniach kontrola - węzły zmniejszyły sie , zrobinne miał badania krwi - były o'key , dostał kolejne 10 dni juz bez leku "na obserwacje " ich zachowania, ale w miedzyczasie wyszły problemy jelitowe (nietrawnosć) i dostawał leki. Węzły jeszcze sie zmniejszyły . Mamy je obserwowac a jak nic niepokojącego nie bedzie sie działo to zgłosic sie do kontroli pod koniec listopada. Podejrzewam, ze to ich powiekszenie mogło być związane z alergią , z którą "walczyliśmy" całe lato - teraz się sytuacja "na froncie alergicznym " uspokoiła się (skończyło pylenie traw i drzew) .
-
Za każdym razem gdy tu zaglądam odżywaja wspomnienia, :-( :-( :-( wkrótce minie 3 lata....... , a po policzkach wciąż płynął łzy tak jakby to było wczoraj ...... Gasparo - wiem co przeszliście, wiem jak to długo bedzie bolało...., myslę o Was cieplutko i współczuję
-
bokserek - Oscar - przyplątało się kolejne choróbsko:(
Faro replied to konisia's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Konisiu - czy Oskarek leki bierze cały czas czy doraźnie ? -
A ja zeby zakończyć tę dyskusje (post z watpliwosciami czytałam) powiem tak: Uważam, ze o wiele wiekszym "szaleństwem " ze strony Mosii było zabranie Pelego od jego włascicieli niz pozostawienie u siebie Mery. Pele - pies "z wyrokiem" , zła "sławą medialną "psa, który dotkliwie pogryzł włascicielą, pies- wielka niewiadoma trafił do hotelu jako "pies Mosii" , na której spoczywało finansowanie jego pobytu tam. Jakoś nikt wtedy nie zastanawiał sie, wątpił czy Monika postępuje słusznie , czy da radę. A z pewnąścią była to o wiele bardziej "szalona" decyzja niz obecna !! Jak ktoś juz napisał "coś za coś" - Mery zostaje szczęśliwa - pewnie będzie mniej o jedno "miejsce na tymczasie", ale to nie znaczy , że Mosii nie bedzie nadal pomagać psiakom - jesli pomozemy Mosii - by mogła nadal pomagać!!! Mosii - wracaj tu i pisz jak Merylinda sie sprawuje !