Ja popieram zdanie Bubu. Widziałam Mopa w schronisku, widziałam w jednej i w drugiej lecznicy. To był pies z prawdziwą depresją i niechęcią do życia. Przypuszczałam, że gdyby jechał na niego samochód to Mop wybrałby śmierć. Nie dlatego, że niedowidzi i niedosłyszy, ale dlatego, że nie było w nim chęci z życia. Teraz jest inaczej. Może nie reaguje na człowieka tak jak powinien to robić pies. Może załatwia się pod siebie i może chodzić kółeczko bez końca.
Ale widzę, że teraz on CHCE. Że zmiata całe jedzenie z miski, że chodzi mimo, że nóżki się trzęsą, że wącha wszystko dookoła, że chce żyć, bo poczuł bliskość człowieka, ale wciąż czuje się samotny.
Pomóżmy mu, nie bądźmy obojętni...
Ja nie tracę nadziei, trzeba walczyć póki jest po co!