Ja... ja nie mogę w to uwierzyć. Myślałam, ze pomyliłam wątki.
Ciągle miałam nadzieję. Czytałam każdy post _bubu_ o kolejnej zjedzonej przez Sarze bułeczce z ogromnym płonącym promieniem nadziei. Wierzyłam, że obecność Michała na spacerach pomoże.
Nie zdążyłam poznać Sary, choć byłam tak blisko...
Ale znałam Bajkę, znałam Maksa, znałam te żywieckie nieszczęścia, które odeszły zbyt szybko, które zasłużyły na wiecej miłości, niż bylismy w stanie im dać.
Uważam, że w tym miejscu powinniśmy wszyscy schylić się aż do samej ziemi przed _bubu_. Za jej wytrwałość w działaniu, za zapewnienie Sarze niesamowitej opieki. Za podjęcie tak trudnej decyzji. Bo najgorzej jest stanąć przed takim wyborem - czy dalsza walka przyniesie choć trochę nadziei...
Sarusiu... Wiem, że jesteś już szczęśliwa. Wiem, że w duchu każdy z nas przeklina ten dzień, w którym zaczęło się Twoje cierpienie. Ale to już nie ważne. Biegaj szczęśliwa za Tęczowym Mostem. Z tymi wszystkimi, dla których ratunek przyszedł za późno.
Doczekałaś się miłości, czułości i braku cierpienia. W końcu.
[`] [`] [`]