-
Posts
1038 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Godelaine
-
Katerinas... I jak psiak? Łapka ładnie się goi? U mnie już praktycznie wszystko OK. Ale na spacery Dianucha chodzi jeszcze w buciku. Wolałabym, aby nie miała kontaktu z solą wysypywaną na chodniki... Lepiej dmuchać na zimne :) Pozdrawiam Goddy i Diana
-
Carr... Nie podpuszczaj, nie podpuszczaj :) Choć może moja Dianucha łaskawie stwierdzi, że warto ponaśladować innych :) Przecież nie będzie gorsza! :D W każdym bądź razie ja się piszę na pewno :) Co prawda do Katowic teoretycznie mam daleko. Ale skoro codziennie na uczelnię tam dojeżdżam, to jeden dodatkowy dzień mnie nie zbawi :D
-
Ja także stawiam się chętna i zwarta do boju :D Co prawda wątpię, aby moją Dianę na razie dało się na mówić na uczestniczenie w ćwiczeniach, ale kto wie... Dziewczyna coraz bardziej się rozbrykuje :) Poza tym w przyszłości planuje zakup belga i dobrze, gdyby już jakiś dobrze i sprawnie dzialający ośrodek, ewentualnie tor był :) Pozdrawiam
-
Multimen... W tym topicu jest coś, co Cię może zainteresować. Zajrzyj. Bo przecież nie chcesz, by Twój belg potwierdzał stereotyp, że ta rasa jest strasznie niepewna i lękliwa. Pozdrawiam Goddy
-
Moja Dianucha ma strasznie wrażliwy żołądek. Jakiekolwiek "nowości" kończą się spacerami o 3 w nocy. Z suchych karm próbowałam na razie tylko Belcando. Zważywszy na efekt boję się trochę eksperymentować dalej... Tak więc obecnie poprzestajemy na tym, co jest sprawdzone. A więc ryżyk (ewentualnie makaron) z kurczakiem plus witaminki. Niestety mała cholera nie chce jeść ani owoców, ani warzyw :( Pozdrawiamy Goddy i Diana
-
To może jakieś Stowarzyszenie Zboczonych założymy? :D Bo moja Diana czy deszcz, czy śnieg, czy upał, czy mróz - jak już wyjdzie na spacer, to też niespecjalnie szybko chce wracać. Pozdrawiamy Goddy i Diana
-
Co prawda moja Diana to nie belg, ale też uwielbia śnieg! Na szczęście z łapą już o wiele lepiej, więc zaliczamy coraz dłuższe spacery :) Ale mimo wszystko staram się ograniczać jeszcze bieganie. Co ciężko mi idzie :roll: Pozdrawiamy Goddy i Diana
-
Dla mnie zaskakująca jest bezmyślność owych właścicieli. Praktyczne wszędzie - w prasie, radiu i telewiji ostrzegają, jak trudna jest to noc dla naszych czworonogów. A gro osób i tak to olewa. Tak jakby nie można było wziąć psiaka z ogrodu do domu na tę jedną jedyną noc. Lub też poczekać z wyjściem na spacer, aż się zupłnie uspokoi... Ech... Rience opadają... :x Pozdrawiam
-
DeDe... Jaki śliczny emblemat! Kto rysował małą? Czyżbyś Ty miała takie zdolności? :) Pozdrawiam
-
Nie jest tragicznie :) , ale mogło być lepiej :( Pani doktor stwierdziła, że ponowne rozcinanie rany w celu zszycia mija się z celem. Gdyż przecięcie w miarę ładnie się goi. W miarę. Ale muszę się liczyć, że dojście do formy zajmie Dianie 2 - 3 tygodnie. Ech... Mam nadzieję, że o dłuższe spacery (bez biegania) będę mogła się pokusić troszkę wcześniej. Tymczasem mała dostała antybiotyk (jutro powtórka) przyspieszający gojenie. I jakiś żel do smarowania. Będzie dobrze... Musi... :) Pozdrawiamy Goddy i Diana P.S. Ale i tak następnym razem od razu polecę szyć. Tfu... Następnego razu nie będzie :) P.S. Diana wie, jak się wykręcić od kąpieli. Miałam jej ją zaserwować na święta. Ale w takiej sytuacji... :P
-
Idę dziś jednak do tego weta. Zobaczymy, co powie. Jeśli stwierdzi, że szyć już nie powinnam, bo nie badzo jest sens (choć z tego co mówicie, jendak chyba sens jest), to najwyżej niech mi dokładnie wyjaśni, jak mam dbać o tę jej łapę. Trzymajcie kciuki :) Pozdrawiamy Goddy i Diana
-
Ech.. Teraz to jestem zła, ale na siebie :[ Trzeba było faktycznie od razu jechać na szycie. Ale wydawało mi się, że to jednak nie jest taka straszna rana. Obecnie już nie jestem taka tego pewna... :roll: Mała rozcięła łapę w czwartek. Ewentualna wizyta wchodzi w grę w poniedziałek. Można byłoby wtedy tę całą ziarninę wyciąć i zszyć ranę? Minęły dopiero 2 dni, a ja już czuję, że psica chce biegać. Chce, a nie może :( Sama nie wiem... Nie chciałabym, aby to się ciągnęło tak długo... :( Pozdrawiamy Goddy i Diana
-
Nie, krew się nie leje. Tak, jak pisałam wcześniej, ranka trochę krwawi, gdy mała więcej chodzi. W domu nie nosi żadnego opatrunku. Aaa... I jeszcze jedno. Rozumiem, że Diana nie powinna lizać łapy? A tak w ogóle to CHOLERA! Zaczynają się święta, mam tyle czasu wolnego... Już zacierałam ręce na myśl o naprawdę długich spacerach, które obie uwielibiamy... . Ech... :( Pozdrawiamy Goddy i Diana
-
A właściwie, to ile trwa (mniej więcej) takie gojenie? Pozdrawiamy raz jeszcze Goddy i Diana
-
Hmm... Z tym plamieniem na żółto to wielki problem nie będzie. Obecnie mam pozwijane dywany, bo tapetujemy. Więc pare dodatkowych plam nie powinno zaszkodzić :) Rana chyba nie jest bardzo głęboka. Problem są jednak spacery. Mieszkam na 2 piętrze. A Diana jest trochę za ciężka (25 kilo), by ją znosić. Poza tym jest głupio przyzwyczajona (wiem, to moja wina :( ), że jak idzie na spacer to musi trochę połazić. A nie siku i fruuu do domu. No i te jej zapominanie się... Staje jak gdyby nic na dwóch łapach, a potem z impetem spada na przednie. W tym na tę rozciętą... :( Co do plastrów... Mewa... Ale te plastry powinna nosić cały czas? Czy tylko na spacerach? I jeśli tylko na spacerach, to później po prostu trzeba je zerwać? Nie rozwali się przy okazji sama rana? W południe zmajstrowałam jej taką niby skarpetkę. Owinęłam ją w woreczek foliowy. Tyle, że troszkę krwią przesiąkła... :( Ech... Jak pomyśle, że znowu zaraz będę musiała z nią iść... Dzięki wszystkim za rady. Pozdrawiamy Goddy i Diana
-
Przed godziną wracając ze spaceru moja Diana rozcięła sobie o coś (prawdopodobnie szkło) łapę, dokładniej rzecz mówiąc poduszeczkę na przedniej łapce. Ranę przemyłam wodą utlenioną i słuchając zaleceń weterynarza, do którego szybciutko zadzwoniiłam, nie obandażowałam, ale zosawiłam tak, jak jest. Mam pytanie... Jak przyspieszyć proces gojenia? Słyszałam, że to cholerstwo strasznie się ciągnie... Czy faktycznie na spacery powinnam zakładać jej coś a'ala skarpetkę? I rozumiem, że same wyjścia ograniczać do niezbędnego minimum? Aaa... Rana właśiwie już nie krwawi. Tzn w momentach gdy nie dłużej nie chodzi... Dlatego zmusiłam ją do leżenia... Co jest dość cieżkie... :roll: Pozdrawiamy Goddy i Diana P.S. Najlepsze jest to, że łapę rozcięła pod samą klatką... :evil: :evil: :evil: Ale co się dziwić... Monopolowy jest od razu obok :evil: :evil: :evil:
-
Aaa... Żeby nie było niedomówień. Dianka nie zatruła się niczym chemicznym (farby, klej itp). To niestety ciąg dalszy kłopotów jelitowych :( Pozdrawiam Goddy
-
Wydaje mi się, że już wszystko OK. Co prawda ostatnio przez pare dni była ciut na uboczu, bo remontowaliśmy mieszkanie. Jakoś dziwnie trudno szło mi wytłumaczenie jej, że nie zezwalam jej na wchodzenie do mojego pokoju, bo jest on cały z kleju i farby :D Jakby w odpowiedzi mała znowu miała problemy żołądkowe. I przez wczorajszy dzień miała głodówkę. Ech.. Nie ma nic gorszego, jak głodny pies... :roll: Pozdrawiamy Goddy i Diana
-
Swoją drogą... Dużo jest takich piesków? Którym nie udaje się znaleźć właściciela, gdy są jeszcze szczeniakami, więc dorastają w schronisku? Pozdrawiam Goddy
-
Heh... W sumie dzięki Wam zdecydowałam się na drugiego psa. Tzn nie od razu, a raczej gdy nadarzy się okazja :) Ale wtedy wahać się nie będę. U mnie o tyle sprawa jest skomplikowana, że niestety szczeniaka mieć nie mogę. I jedynie w grę wchodzi dorosły już psiak. A że raczej rzadko się zdarza, by ktoś oddawał dorosłego belga... Tak więc chyba okazja nie prędko sie zdarzy... :( Chyba że zakocham się znowu w jakimś kundleku :) Aaa... I jeszcze jedno pytanie. Jak wyglądają wspólne ćwiczenia? Np powtarzanie czy też uczenie nowego psa komend? Starsze psiaki nie są zazdrosne? Cierpliwie czekają? Jak rozwiązujecie ten problem? Pozdrawiam Goddy i Diana P.S. Dzięki Carragan za wskazanie tematu :)
-
W sumie do tej pory ze strony Diany nie było żadnych problemów, jeśli chodzi o miejsce w naszym domu. Ale chyba mimo wszystko powinnam się małej poprzyglądać w najbliższych dniach. Gdyby sunia znowu zaczęła piszczeć postaram się nie reagować. A przynajmniej nie tak wylewnie jak ostatnio :roll: Bo chyba rzeczywiście nie byłoby rozsądne utrwalanie złych nawyków... Pozdrawiamy Goddy i Diana
-
Dziwne nawyki? - poranna pobudka następuje dopiero wtedy, kiedy zadzwoni budzik. Dziewczyna szybko załapała, że gdy próbuje mnie budzić wcześniej, ja bezczelnie odwracam się tylko na drugi bok i śpię smacznie dalej. Ale gdy zadzwoni budzik, chcąc nie chcąc muszę wstać. Najśmieszniejsze jest to, że zwykle dość długo trwa wyłączanie wyjącego budzika (a raczej komórki). Bo Diana nie bardzo daje mi do niego dojść :) - gdy okazuje się, że akurat jest sobota i budzik nie dzwoni, Diana bierze sprawę w swoje ręce tfu język. Najpóźniej o godzinie 8:45 staje przy moim łóżku i zaczyna lizać najbardziej wystającą w tym momencie (poza krawędź łóżka :) ) część ciała. Przeważnie jest to mój nos, noga lub ręka. Dziś na przykład tak długo lizała łokieć, że w końcu musiałam wstać :) - w kuchni pod oknem mam taki ciasny kącik. Diana zrobi wszystko byleby się do niego dostać. Mimo iż staram sie zastawiać go krzesłem, bo zaraz obok jest kaloryfer, to ona i tak wykorzysta jakąś chwilę nieuwagi i hyc! Mimo iż ma swoje legowiko, ten kąt uwielbia :) - gdy mała chce wyjść na dwór w środku nocy leci do... moich rodziców. Doskonale wie, że mnie ciężko obudzić. Z nimi idzie łatwiej. No a oni wtedy raz dwa budzą mnie :) Więcej grzechów, jej grzechów :) nie pamiętam :) Aaa... Na koniec... Pocieszyliście mnie. Teraz już wiem, że nie tylko moja Dianka uwielbia wszelkie balsamy, kremy i mleczka. Widać - prawdziwa kobieta :D Pozdrawiamy Goddy i Diana
-
Żaba... Tak. Psy są wspaniałe :) Obie pani kierowniczki (pani Ewa i ta druga pani <jak się nazywa?> :) ) zrobiły na mnie naprawdę sypmatyczne wrażenie. Widać, że kochają zwierzaki. I że w to co robią wkładają całe siebie. Tak. Na emblemacie jest Dianka. Jakoś zdjęcia nie jest wspaniała, bo fotka robiona było aparatem z komórki. Za pare dni będę jednak miała w końcu skany normalnych zdjęć :) Nie omieszkam się pochwalić moją Mordoklejką :D Mam gg... 910984. Zagadaj kiedyś :) Pozdrawiamy Goddy i Diana
-
Kora... Ech... Żle odczytałaś moją wypowiedź :) Nie chodziło mi o podważenie Twojej wiarygodności. Absolutnie! Choćby z Twojej działalności na tym forum widać, że znasz się na rzeczy. I że masz ogroooomne serducho dla psiaków :D Chodziło mi o to, że jeśli pani pracująca w schronisku nie wspomniała ani słowem, że wizyta może być dla Dianki zbyt wielkim przeżyciem, stwierdziłam, że pewnie ma rację. Co do zaufania... Wydawało mi się, że już je zdobyłam. Ale być może 3 miesiące to za mało... :roll: No i szkoda, że dodatkowo w taki głupi sposób podważyłam to co osiągnęłyśmy do tej pory :( Zresztą od samego początku wychodziłam z założenia, że nie powinnam od siebie uzaleźniać psa. I do tej pory sądziłam, że chyba mi się to udało. Fakt, to ja stoję na pierwszym miejscu. Dla mnie dziewczyna zrobi wszystko :) Ale są też inne przyjemności. Reszta rodzinki, jedzonko, pieski na spacerze no i same spacerki :) Ech.. Cóż. Zobaczymy co będzie dalej... Pozdrawiamy Goddy i Diana
-
Nie. Z zabrzańskiego :)