-
Posts
13134 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Flaire
-
Podejrzewam że osoby krytykujące klatkę nigdy jej ani same nie używały, ani nawet nie widziały psa przyzwyczajonego do klatki. Wszystkie moje psy same do niej właziły (w tej chwili mam tylko jednego :( ), gdy szukały spokojnego, bezpiecznego miejsca. I Misi już w klatce nie zamykam (z wyjątkiem podróży oczywiście), ale kiedyś zamykałam (żeby ją przyzwyczaić do klatki i w czasie nauczania porządku), oczywiście przyzwyczajając ją stopniowo. Idea klatki polega na tym, jak pisze aneta, żeby pies miał bezpieczne miejsce, gdzie nie czuje się nieszczęśliwy, gdzie nie czuje "separation anxiety" ani żadnych innych uczuć, które powodowałyby wycie. Trinity, jak myślisz, co czuje pies, który co prawda nie jest zamknięty w klatce, ale wyje? Przecież to wycie coś znaczy, jakąś skrajną psią bezradność i nieszczęście. A jeżeli psa nauczysz, że klatka to jest jego oaza bezpieczeństwa, sytuacja, którą zna i rozumie, to nie będzie musiał wyć. (A jak psa tego nie nauczysz, to w klatce będzie wył jeszcze głośniej -- to byłoby rzeczywiście brutalne i nie o to tu chodzi. Samo zamykanie w klatce -- jak już inni pisali -- niczego nie rozwiążę, przeciwnie!). Ja miałam kiedyś sunię, która jak wychodziłam z domu, to sama szła do klatki (choć ja klatki już za nią nie zamykałam). Dlaczego? Bo sama w domu nie czuła się pewnie -- potrzebne jej było to dodatkowe bezpieczne, znajome otoczenie klatki. Oczywiście klatka sama w sobie takiego bezpiecznego otoczenia nie zagwarantuje -- trzeba psa tego powolutku nauczyć. I na pewno można psa nauczyć zostawać samemu i bez klatki. Ale moim zdaniem z klatką jest dużo łatwiej (i dla psa, i dla właściciela) i przy okazji daje ona wiele innych korzyści (o których też już gdzie indziej pisałam). NB, miałam z klatką kilka śmiesznych sytuacji na lotnisku. Ostatnim razem na Okęciu, pani, która sprawdzała klatkę zaczęła się przyczepiać, że klatka Misi jest za mała. Bzdura -- klatka była robiona na zamówienie specjalnie dla Misi, ale nie mogłam tej pani o tym przekonać -- ona ciągle że jak pies wytrzyma, że za mało miejsca. A w końcu -- No jak my ją w ogóle do tej klatki wsadzimy? -- a ja na to -- Misiu, miejsce. No i Misia radośnie wskakuje do klatki, odwraca się przodem do pani i stoi w klatce merdając ogonem. Pani trochę oniemiała, a potem że rzeczywiście, pies nie wygłąda na zbyt cierpiącego. To wtedy, żeby postawić kropkę nad i, Misia położyła się, położyła łeb na łapach i zaczęła sobie drzemać w środku zgiełku lotniska. I pani powiedziała ok, może lecieć. Żadne moje argumenty, że już Misia w tej klatce latała nie poskutkowały, ale Misi argument, że lubi swoją klatkę poskutkował natychmiast. I może to i dobrze.
-
Jak najbardziej można, chociaż (u szorstkowłosych psów) nie ma takiej potrzeby (nie pomaga to, np., ograniczyć zapachu przyciągającego psy), chyba że się wytarzają albo co. Ja kąpię Misię po cieczce, bo chodzimy na szkolenia. Każdy pies (szkolony czy nie :wink: ) jak tylko ją powącha to wie, że sprawa już nieaktualna, ale w przypdku psiej szkoły, chcemy uniknąć dekoncentracji, która jest wynikiem nawet tego pierwszego powąchania. Więc kąpuś-kąpuś...
-
A jak długo Cię nie ma? 3,5 miesięczny piesek rzeczywiście nie powinien zostawać sam zbyt długo. Jeżeli nieobecności są krótkie, to ja, jak zwykle, polecam klatkę. Musiałabyś przyzwyczaić psa do klatki (i do nie wycia w niej) gdy jesteś w domu (jak to robić opisywałam już chyba w temacie o lataniu samolotem). Dopiero potem mogłby w niej zostawać, jak Cię nie ma. Ponieważ klatka go ogranicza, to niekoniecznie wiedziałby, czy jesteś, czy nie, a byłby przyzwyczajony, że w klatce się nie wyje.
-
Psy linieją teoretycznie z porami roku, a praktycznie kiedy im (a właściwie ich sierści) się podoba. Zawsze się śmieję, jak ktoś pisze, że chce rasę krótkowłosą, żeby nie mieć wszędzie sierści. Ale są rasy nieliniejące, np. szorstkowłose terriery! :)
-
A ja Misię kąpałam chyba tylko raz w jej życiu -- po cieczce, żeby ją szybciej móc na szkolenie przywieźć. Więc teraz chyba będzie drugi raz (ma cieczkę, a chcę jak najszybciej skończyć z tymi wagarami), chociaż pewnie grzbietu jej nie będę myć. Natomiast szczotkuję i trymuję ją co najmniej raz na tydzień, a z reguły częściej. Szorstkowłosych terierów raczej się nie kąpie.
-
Dark Icon, jak już kiedyś pisałam, nie mam na temat kopiowania wyrobionego zdania. Natomiast wkurzają mnie trochę kłamstwa czy też błędne argmenty. Przecież to Ty, nie ja, zacząłeś z tymi piersiami. Więc jak już zaczynasz z czymś, co nie ma, jak sam piszesz, nic wspólnego z meritum sprawy, to trzymaj się przynajmniej faktów! To tyle ode mnie, bo już chyba dokładnie to samo Ci gdzie indziej napisałam. Szkoda tylko, że niektórzy mogą w to wypisujesz wierzyć, bo piszesz to tak kategorycznie.
-
Link, który podałam jest prowadzony przez National Institutes of Health, czyli amerykański organ rządowy zajmujący się zdrowiem i leczeniem. To, co tam podają to nie są jakieś przypuszczenia czy możliwości czy pojedyńcze przypadki, tylko zalecane metody postępowania w konkretnych przypadkach kobiet ze szczególnym zagrożeniem rakiem. Ty, jak zwykle, ponieważ o czymś takim nie słyszałeś, uważasz, że to nie może istnieć. Czyli ja, jeżeli osobiście znam przypadek, gdzie taki zabieg był przeprowadzony, mogę równie dobrze uogólnić, że robi go się na porządku dziennym. Ani jedno, ani drugie nie jest prawdą. No właśnie. I tu ignorujesz statystykę, bo, jak piszesz, To prawda, że statystyki można używać błędnie, aby dowieźć błędne twierdzenia. (Polecam na ten temat książeczkę Darrella Huffa pt. "How to Lie With Statistics".) Ale co najmniej tak samo niebezpieczny jest brak zrozumienia dla statystyk i ich ignorowanie, bo "każdą rzecz da się udowodnić" (tu polecam Johna Allena Paulosa "Innumeracy -- Mathematical Illiteracy and Its Consequences"). No ale ignorowanie niewygodnych statystyk jest zawsze łatwiejsze, niż sumienie, które może dręczyć z ich powodu.
-
Misia jak dotąd właziła i wyłaziła sama, choć strome schody w połączeniu z ogromną szparą między pociągiem a peronem, szczególnie na Centralnym w Warszawie, trochę mnie przerażały (ją też, chociaż mniej). Ale przy wysiadaniu z pociągu w zeszłym tygodniu w Bielsku, pazur Misi utknął w siatce, z której zrobiony był najniższy schodek pociągu. Misia, która była w trakcie wyskakiwania z pociągu, runęła pyskiem o platformę, a pazur się naderwał. Wyglądało to przerażająco -- krew, kulawy pies, wizyta u weta, który musiał pazur wyrwać; wszystko skończyło się dobrze, pazur odrośnie, a poważniejszych urażeń nie było, niemniej od tego czasu wnoszę i wynoszę Misię z pociągu. Mogę to robić, bo Misia waży "tylko" 24 kg, ale myślę, że w końcu, prędzej czy później, będzie dla mnie za ciężka. A jak Wy sobie radzicie, szczególnie z cięższymi (a nie koniecznie większymi) psami?
-
To nieprawda -- robi się to u kobiet szczególnie zagrożonych. Możesz sobie o tym przeczytać np. tutaj. Dobrze byłoby w takich dyskusjach trzymać się faktów, a nie katgorycznie ("nie robi się tego") podawać własne przypuszczenia jako fakty. Czyli wniosek ma być, że jak nie na moim podwórku, to problem się nie liczy, bo statystyki na tem temat do mnie się nie odnoszą?
-
No więc właśnie byłam ciekwa, jak to jest z tym regulaminem. W USA, jest jeden regulamin dla wszystkich ras, przestrzegany tak samo u wszystkich ras, i ONy są prezentowane tak samo jak inne psy, czyli zdecydowanie BEZ pomocników poza ringiem. Może znawca ONów się wypowie na ten temat?
-
!Airedale i inne (prosimy zakladac oddzielne tematy!)!
Flaire replied to a topic in Airedale terrier
bogula, witaj! Moimi pierwszymi psami, u rodziców, były teriery walijskie, a jak już byłam na własnych śmieciach to się przerzuciłam na airedale, bo takie same, tylko większe! No i tak już zostało. -
No to super, że wszystko się udało!
-
Hej, Drache, no nie przesadzajmy, Misia ma raptem tylko PT-2 ukończone... a co gorsza jej Pani uważa, że szkolić się trzeba przez całe życie, więc jeszcze dużo lekcji przed nią! Jak dotąd szkoliłam na szkoleniach związkowych, które na ogół mi sie podobały i chciałabym przy nich pozostać, ale nie jest jasne, czy tam coś dla Misi będzie, bo jak dotąd nacisk był na obronę. Ale tym razem wygląda na to, że większość psów z ukończonym PT stawiło się na dalsze szkolenie PT, co mnie niezmiernie cieszy, bo może jest szansa, że zaczną to traktować poważniej. A może umówimy się kiedyś na spacerek (po Misi cieczce, czyli po 17.9)? Zobaczysz wtedy na własne oczy, że Misia to niezły urwipołeć, a nie aniołek, jak mogłoby wynikać z jej osiągnięć! Ja jestem przekonana, że misine wysokie oceny na egzaminach są spowodowane tym, że ona bardzo lubi się popisywać. Przed każdym egzaminem przechodzę katusze, bo np. na tydzień przed egzaminem Misia przestaje tropić i ja decyduję, że w tej sytuacji nie ma po co stawać do egzaminu. Ale namawiają mnie żeby jednak, no i Misia jak dotąd zawsze wychodzi na egzaminie dużo lepiej, niż w rzeczywistości! Taki z niej diabeł.
-
Ja również miałam suczkę (nie ze schroniska) z którą rozpoczęłam szkolenie w wieku lat 5. Poszło świetnie. Bardzo polecam.
-
zachraniarka, dziękuję za informacje i z góry dziękuję za namiary!
-
Duży jej przebacza, ale pewnie dopiero po pewnym czasie. (Nie długim, ale nie natychmiast). Więc ja bym też tak robiła. Dopóki się pcha na ręce to bym ją ignorowała, jak się odczepi i zajmie czym innym, to wtedy bym ją pogłaskała, na ręce jeżeli chcesz, itd. Uważam, że i na ugryzienie też dobrze zareagowałaś (z tym, że ja psów nie uderzam -- kracę je w przybliżeniu tak, jak one siebie na wzajem: łapię za kark/poliki, obydwiema rękami, jedna z prawej, druga z lewej strony -- trochę trudno opisać -- ostre, głośne słowa patrząc prosto w oczy, jak naprawdę zbroiły, to potrząsam). Pies wie, że to był bład, a Ty go chcesz w tym mniemaniu utrzymać. Gdybyś nie zareagowała, to pies zdecydowałby z czasem, że może jednak ok jest Ciebie gryźć. Nie chcesz go skarcić, ale chcesz, żeby wiedział, że ma rację: takie zachowanie jest dla Ciebie nie do przyjęcia. Myślę, że tym sposobem takie przypadkowe ugryzienia będą coraz rzadsze. Oczywiście to wszystko tylko moje opinie... :) .
-
Wszystkie kolczatki jakie w życiu widziałam zaciskają się, co oczywiście nie wyklucza istnienia niezaciskowych, ale czyni zaciskowe częściej spotykanymi :wink: . Typowo kolczatki zaciskają się jednak na innej zasadzie, niż łańcuszek zaciskowy, mianowicie zaciskiem zwanym po angielsku martingale. Postawowa różnica to to, że zacisk typu maringale zaciska się tylko do pewnej średnicy, a dalej już nie, natomiast łańcuszek zaciskowy takiej minimalnej średnicy nie ma -- zaciska się "do zera".
-
wołk, dzięki, fajna stronka, tylko nie ma tam ani słowa o psach ratownikach -- tylko o ludziach. Czy wiesz napewno, że oni robią coś z psami? Zresztą mogę się ich spytać.
-
Mag, i moje gratulacje, bo zachowujesz się (z tego, co piszesz) dokładnie tak, jak przewodnik stada i psy to uznają i szanują. Jeżeli miałaś okazję obserwować kiedyś większą grupę psów mieszkających razem, to wiesz, o czym mówię. Przewodnik stada pilnuje porządku, a jak się robi gorąco, to interweniuje i agresorowi sie obrywa.
-
Drache, to Ty byłaś z Plastrem! Więc się przedstawię: rozmawiałam z Wami w sobotę, gdy powiedzieliście mi, że zajęcia są skasowane z powodu deszczu, a potem w niedzielę obserwowałam najpierw grupę zaawansowaną, a potem szczeniaki. Szukam czegoś ciekawego dla Misi na wypadek, gdyby z zajęć w Związku nic nie wyszło (albo gdybym znalazła coś, co mi się bardziej podoba). Misia ma cieczkę, więc narazie siedzi w domciu :( .
-
Nie wiem, o co Wam chodzi, ale to nie to samo: kolczatka ma kolce, a łańcuszek zaciskowy nia ma.
-
Przepraszam bardzo, ja się nie muszę tłumaczyć, bo wstawiłam calą masę zdjęć Misi!!! A airedale to też psy! No, może nie pieski, ale na pewno psy z grupy 3!
-
W niedzielę też jest. Same time, same place.
-
Możesz nawet mieć kundelka -- rodowód na psi rozum nie ma wpływu ;-). Mokka na tych szkoleniach szkoli Leona. Możesz się skontaktować ze Związkiem, ale możesz się też pokazać na pierwszych zajęciach, w tę sobotę o 9 na lotnisku na Bemowie. To będa takie organizacyjne zajęcia, będzie tam chyba sporo psów niezapisanych, możesz zobaczyć, czy Ci się podoba i dopiero zdecydować. Ja polecam grupę pani Daniłowicz.
-
O ile wiem, to renomowane ośrodki szkoleniowe oferują egzaminy pod nadzorem ZK, z sędzią ZK. ZK również pozwala zdawać egzaminy eksternistycznie. Ale powiem Ci coś takiego: ostatnio trochę obserwuję różne szkolenia dostępne w Warszawie i szkolenia związkowe (przynajmniej te, w których ja uczestniczyłam) podobają mi się bardziej. Problem w tym, że nie jest jasne, czy Związek będzie miał odpowiedni kurs dla Misi. No i oczywiście to tylko moja opinia. Ale pani, która teraz tymi szkoleniami w Warszawie kieruje jest super, więc będzie chyba coraz lepierj. Na przykład teraz chcą zacząc jedną grupę szczeniąt metodą klikerową (z odpowiednim klikerowym instruktorem, oczywiście), a drugą tradycyjnie i pod koniec porównać wyniki.