-
Posts
13134 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Flaire
-
Mami, ale Misia wie, że kocham ją właśnie taką, jaka jest! To, że wszystko (oprócz żarcia!) robi z typowym dla siebie (a nietypowym dla swojej rasy) namaszczeniem nie pomaga może w agility, ale na pewno pomaga w tropieniu. Więc to nie była żadna krytyka, tylko stwierdzenie faktu. Mnie się taki charakter u niej bardzo podoba - a że do agility się nie nadaje? no cóż - nie wszyscy możemy być doskonali we wszystkim! A poza tym, wczoraj ktoś mi mówił, że ostatnio w agility ustawia się kursy bardzo trudne technicznie. A w takich to może Misia miałaby nawet szansę! :D
-
Hej, Mami, nie chcę Cię zawieść, ale Misia to żadna konkurencja dla Raisy - na pewno nie w dziedzinie agility. Może jeżeli byłby konkurs na najpowolniejszego psa... Albo na psa, który najszybciej potrafi wtrząsnąć michę, o, to byłaby świetna konkurencja dla Misi. Ewentualnie tropienie. Ale na pewno nie agility!
-
Hmmm. W moim doświadczeniu, beton utrzymywany w czystości (myty wodą codziennie, dezynfekowany raz na tydzień) nie śmierdzi. To doświadczenie z czasów, gdy prowadziłam duży hotel dla psów (nie mój własny). Inny sposób,który u mnie się sprawdził to żwirek. Trzeba nim grubo posypać i dosypywać co kilka lat, bo go ubywa (przy sprzątaniu). I również żwirek powinien być myty i dezynfekowany jak wyżej, ale to mycie jest łatwiejsze i jak się umyje trochę rzadziej, to też jest ok.
-
Czy wybrać małą, domową hodowlę, czy dużą - to oddzielna chyba dyskusja. Tutaj tematem jest - czy wybrać hodowlę hodującą jedną rasę, czy hodowlę wielorasową.Osobiście polecam hodowlę koncentrującą się na jednej rasie - może najwyżej dwóch. Dlaczego? Bo lepiej rozumiem motywacje ludzi, prowadzących takie hodowle: to najczęściej po prostu pacjonaci rasy, ludzie oddani tej rasie i poświęcający jej sporo życia. Z hodowlami wielorasowymi spotkałam się po raz pierwszy w Polsce - w USA jest ich bardzo mało, właśćiwie nie istnieją poza tzw. puppy mills (które są, bardzo z grubsza, odpowiednikami naszych pseudohodowców), bo tam (jak zresztą chyba i tu) z dobrze prowadzonej hodowli utrzymać się nie sposób, więc dobrzy hodowcy to wyłącznie hobbysci, a Ci, jako pasjonaci, najczęściej koncentrują się na jednej rasie (no, może dwóch spokrewnionych). Ale oczywiście na pewno są wyjątki. :wink:
-
Ja myślę o czymś w stylu "Biegamy po świecie..." i wstawić wytłumaczenie, że tu są zawodnicy, który kiedyś biegali w Cavano, a teraz rozbiegli się po świecie. Ten "świat" na razie jest niewielki, bo Fort nie tak daleko od nas, ale ja myślę na przyszłość, np. jak ja z Misią wrócimy do USA, albo jak stracimy jakiegoś piecha i będzie biegać za tęczowym mostem, czy jak to się po polsku mówi :( .
-
Hmmm... Ja już wielokrotnie wyciągałam szwy psom (i ludziom) i nigdy nie miałam problemu, chociaż czasami musiałam trochę poskubać pinsetą. Może to zależy od tego, jak założony był szew, jak pies się goił, itp. Zawsze można spróbować samemu, a jak się nie uda, to hop do weta. Jak będziesz próbować delikatnie, to myślę, że raczej krzywdy psu nie zrobisz.
-
Jeżeli nie zmniejszy się ilość ruchu, to diety też nie ma po co zmieniać! Niektóre suki po sterylce tyją, bo mniej chce im się biegać - jeżeli będą biegać tyle, co zawsze, to nie będzie problemu. Powiem Ci, co ja robiłam (i właściwie robię tak cały czas z każdym psem, bo moje piechy to straszne żarłoki i muszę zawsze ograniczać żarełko): ważę je. Mam łatwo, bo mam psy ok 24-25 kg, więc mogę je wziąć na ręce i użyć normalnej ludzkiej wagi. Również przechodzę codziennie na spacerku koło lecznicy wet., gdzie mogę wstąpić, żeby piecha zważyć. Na początku ważyłabym raz na tydzień i regulowała karmę na podstawie wagi; potem można rzadziej, żeby tylko wagę utrzymywać.
-
W wersji anglojęzycznej powinno być "Our alumni" :D . A na polskim to ja się nie znam. (Już raz tutaj tak odpowiedziałam, nawet trochę bardziej obszernie, ale dogomania mi jakoś połknęła odpowiedź, bo jej nie ma!!!)
-
!Airedale i inne (prosimy zakladac oddzielne tematy!)!
Flaire replied to a topic in Airedale terrier
A zobaczcie, jakie maleństwa - wcale nie wirtualne! - głaskałam na wyjezdnym :D : -
!Airedale i inne (prosimy zakladac oddzielne tematy!)!
Flaire replied to a topic in Airedale terrier
Nie mam zbyt wielu zdjęć, ale chcę wstawić córkę Jacka, bo mam nadzieję, że Misiątka będą do niej podobne (jest prześliczna!) Coś mi się kiedyś o uszy obiło o jakichś Greenfiedowych welshach, ale szczegółów nie pamiętam. Może poszukam... Dzięki bardzo! Kochani jesteście. Takie wsparcie jest super!A kto mi pożyczy psa??? -
!Airedale i inne (prosimy zakladac oddzielne tematy!)!
Flaire replied to a topic in Airedale terrier
bogula, NIE! Bo Misia jest Amerykanką! :lol: :lol: :lol: (No i ja też :( ). -
Hejki, ja właśnie wróciłam po miesięcznej prawie nieobecności i miałam tyle do nadrobienia! Bardzo mnie cieszy to, co tutaj znalazłam :D . wiktoria, czytając Twoje posty właśnie myślałam, żeby Ci odpowiedzieć, że różnica tylko w lekach używanych do narkozy, ale doczytałam do końca i widzę, że już wiesz i to z lepszego źródła, bo od weta :) . Zyczę powodzenia - na pewno będzie dobrze! No a wszystkim świeżo operowanym suniom - gratulacje ogromne! Super topik i ja też myślę, że optymistyczny. Ale najważniejsze, że realistyczny -mam nadzieję, że zdjęcia zdrowych, zadowolonych suczek w kilka dni po zabiegu przekonają wielu opornych!
-
Dzieńdoberki, tu Wasz Mod ukochany, powróciwszy z wywczasów posprzątałam Wam trochę, ponaprawiałam wszystkie zacięte CAPS LOCKi, a piszę o tym (raczej niż siedzieć cicho, jak to zwykle robię), żebyście nie myśleli, że jakieś duchy dogomanię nawiedziły :D . I jeszcze: klekotki, sami też mogliście poprawić swoje własne posty jak już ten CAPS LOCK zaczął działać, bo same duże litery to nie tylko krzyk, ale również trudniej się czyta. A w razie czego polecam się na przyszłość! Wystarczy do mnie skrobnąć na priva i pomogę.
-
!Airedale i inne (prosimy zakladac oddzielne tematy!)!
Flaire replied to a topic in Airedale terrier
Oj, tyle tu nowego! Stronka czapli, zdrówko Fafolka, dorastanie Kiri, zdjęcia Nitencji... Dużo czasu zajęło wchłonięcie nawet niewielkiej częsci tego, co się zdarzyło w czasi mojej nieobecności! Dziękuję bardzo za zainteresowanie Misią. Bardzo mnie wzrusza, że moja sunia ma tutaj taki liczny i oddany Fan Klub! Obiecałam Wam napisać o naszych zagranicznych przygodach, ale nie wiem, gdzie zacząć... Może od początku – ale będzie dłuuugie... Więc było tak. Wylądowałyśmy z Misią w Nowym Jorku w środę późnym południem. Misia podroż zniosła dobrze, tylko bardzo jej się chciało pić. Ale przezorna pańcia miała w plecaczku warszawską kranówkę (czyli normalny napój Misi), którą natychmiast nalała do miski zamontowanej w klatce (bez otwierania klatki, bo jeszcze nie przeszłyśmy przez odpowiednie inspekcje). Inspekcje przeszły bezproblemowo i wkrótce znalazłyśmy się na zewnątrz. Wypuściłam Misię z klatki, klatkę złożyłam na płasko (na szczęście to kwestia może 10 minut :) ) i poszłyśmy z Misią na smyczy do kolejki, która miała nas przewieźć do autobusu, który z kolei miał nas dowieźć do wypożyczalni samochodów. Jak zaczęłyśmy się z Misią ładować do wagonu, to zaraz podeszła do nas bardzo groźna pani, która poinformowała nas, że psom wolno jechać kolejką tylko... w klatce. Więc złożyłam klatkę z powrotem (na szczęście to kwestia może 10 minut :) ), Misia do niej wlazła i następną kolejką (chodzą co kilka minut) pojechałyśmy ten jeden przystanek (czas podróży: ok. 3 minuty). Wysiadłyśmy, klatkę znów złożyłam na płasko (na szczęście to kwestia może 10 minut :) ) żeby się zmieściła do autobusu i już bez większych przygód dojechałyśmy do wypożyczalni. Po drodze wiele osób pytało nas, czy przyjechałyśmy na wystawę – bo właśnie w zbliżający się poniedziałek zaczynała się najsłynniejsza nowojorska wystawa Westminster. W wypożyczalni samochodów wszyscy pracownicy chcieli mi „pomóc” – czyli trzymać Misię, bawić się z Misią, głaskać Misię. Misia oczywiście popisywała się, jak tylko mogła, pokazywała, jaka to ona jest dwujęzyczna, chociaż porozumiewała się głównie na migi (np. podając łapę do wyciągniętej ręki na komendę „shake”, której nie zna). W końcu udało się wszystko załatwić i rozpocząć podróż do mojej przyjaciółki w Deleware – ale ponieważ było już późno, a ja byłam zmęczona, to nie dojechałyśmy na miejsce, tylko musiałyśmy się zatrzymać po drodze i przespać. Dojechałyśmy następnego dnia rano, zjadłyśmy śniadanko i natychmiast musiałyśmy wyjeżdżać na spotkanie z wetem-specjalistą od bioder. Ta podróż zajęła kolejne trzy godziny i trochę błądziłyśmy, ale było warto, bo wet był super (zresztą okazał się sam być hodowcą doskonałych briardów – cała ścianę ma zawieszoną wstęgami ze zwycięstw BIS). Zbadał dokładnie Misi biodra, obejrzał pod takim super-fajnym aparatem, gdzie widzi się na ekranie kości w ruchu, na żywo (można poruszyć biodrem i zobaczyć dokładnie, jak porusza się staw), stwierdził, że bioderka są zdrowe, wszczepił czipa identyfikacyjnego i na koniec zrobił normalnego rentgena do wysłania do OFA (organizacji atestującej psie biodra). Wszystko to bez narkozy, tylko pod bardzo łagodnym środkiem uspakajającym – Misia cały czas mogła chodzić o własnych siłach. Podejrzewam, że gdyby nie te wszystkie przejścia związane z podróżą, to nawet bez tego by się obeszło (pan doktor próbował nawet bez, ale Misia była dosyć przerażona). Niestety, trwało wszystko bardzo długo, bo klinika pełni również ostry dyżur i w czasie naszego pobytu przywiezionych zostało kilka wypadków wymagających natychmiastowej uwagi naszego doktora. Więc sporo było czekania. Ale warto było. Klinika, nb, jest super – ma nawet basen dla psów (do rehabilitacji). Wszystko to, co opisałam powyżej zdarzyło się w przeciągu 24 godzin od momentu lądowania w NY – więc byłyśmy troszkę zajęte, nie mówiąc już o tych w sumie 13 godzinach spędzonych w aucie... Ale potem już było łatwiej. Odpoczęłyśmy sobie przez kilka dni u mojej przyjaciółki, powspominałyśmy dawne czasy (np. gdy wystawiałyśmy parę hodowlaną, gdzie suka miała cieczkę! Udało się bez krycia na ringu :lol: ), a potem pojechałyśmy (kolejne 8 godzin autem) do narzeczonego Misi – Jacka. Tam nas jego właścicielki przyjęły bardzo gościnnie, Misia od razu powędrowała do swojego boksu, a ja zostałam zaproszona na obiad i na noc. Przywitałam się z Jackiem i z jego piękną córką Hanną, której zdjęcie niedługo tutaj zamieszczę, a która akurat trzy tygodnie wcześniej urodziła 11 szczeniąt. Pobawiłam się ze szczeniakami, przespałam się, a następnego dnia – komu w drogę... Więc poszłam pożegnać się z moją Misiunią ukochaną, która przecież nie widziała mnie całą noc, a normalnie śpi ze mną w łóżku, więc myślałam, że się stęskniła. Otworzyłam boks i oczekiwałam, że będę z radością obskoczona i oblizana. Akurat. Misia śmignęła obok mnie i poleciała „na pokoje” szukać kolegów. Zawołałam ją, to wróciła, z grzeczności na powitanie machnęła raz czy dwa ogonem i poleciała dalej. Ku ogólnej uciesze wszystkich obecnych. Z wyjątkiem mnie :bigcry:. Reszta mojej podróży przebiegła według planu, załatwiłam co miałam załatwić i po tygodniu wróciłam do Polski, poczym następnego dnia wyjechałam znów, tym razem do Szwajcarii (przez ten jeden dzień w Polsce, odwiedziłam tylko Atosa w schronisku i w szpitalu moją 94 letnią ciocię, która podczas mojej nieobecności przewróciła się i złamała biodro). No a od soboty jestem już w Warszawie na dobre. Wczoraj znów rozmawiałam z jedną z pań, ktora opiekuje się Misią i powiedziała mi, że Misia świetnie się zadomowiła, codzinnie rano przez trzy godziny lata z kolegami, jest doskonale zsocjalizowana, niczego się nie boi, jest wesoła, ogon trzyma wysoko do góry. Jedyny problem był z żarciem. Misia normalnie dostawała u mnie tylko suchą karmę, bo zauważyłam, że ma bardzo delikatny żołądek – jak tylko ktoś podsuwał jej jakieś smakołyki, to Misia natychmiast dostawała bigunki. Wydaje mi się, że jest to spowodowane jej ogromnym łakomstwem – ona jedzenie wchłania bez gryzienia! W każdym razie, jej opiekunki stosują dla swoich psów surową dietę – surowe mięso, warzywa i kości, nawet taki pokarm przygotowują i sprzedają klientom mrożony – i zapytały mnie, czy mogą również Misię tak karmić, bo uważają, że to zdrowsze, bez konserwantów itd. Powiedziałam, że oczywiście mogą spróbowac, ale że Misia ma delikatny żołądek. Spróbowały więc zmienić jej dietę powoli, zamieniając suche na surowe po troszeczku, ale wczoraj dowiedziałam się, że jednak żołądek Misi nie tolerował surowej diety, rezultatem była biegunka, więc teraz już je tylko suche i wszystko jest już ok. No i najnowsza wiadomość: wydaje się, że Misia powolutku decyduje się na cieczkę! Jeszcze nic konkretnego, ale chyba cieczka się zbliża, bo jest troszkę jakby spuchnięta, a u niej tak się dzieje na jakiś tydzień przed cieczką. Więc trzymajcie kciuki! Nie wiem, czy w ogóle powinnam o tym pisać, bo moge zapeszyć, ale chyba dogomaniackie kciuki mają sliniejszy efekt, niz jakieś zabobony :wink: . Pozdrawiam Was wszystkich, szczególnie tych, którzy doczytali do końca tego długaśnego reportażu i dziękuję raz jeszcze za wsparcie i zainteresowanie misinymi sprawami! -
czapluniu, bardzo sie ciesze, ze bedziesz w Warszawie! Chcesz moze przenocowac? U mnie jest miejsce :multi: :multi: :multi: ! A o Misi napisze dokladny reportaz w watku o airedalach. Boje sie tylko, zeby nie zapeszyc!
-
Az do momentu, kiedy sie pomyli. Tak jak i ludzie - z reguly potrafia takie sytuacje odroznic bezblednie, ale nie zawsze. A jak popelnia blad majac w kieszeni naladowana bron, to masz nieszczescie. W USA czyta sie od czasu do czasu o takich sytuacjach; np. o policjancie, ktory zabil jakiegos niewinnego faceta, bo myslal, ze facet siega po bron. A facet siegal po portfel.Dla mnie pies, ktory zachowuje sie agresywnie jest wlasnie takim naladowanym pistoletem. Ryzyko jest, ze wypali nie wtedy, kiedy potrzeba i to ryzyko sie zwieksza, moim zdaniem, z kazdym incydentem, kiedy pies zareaguje agresja (nawet w "pozadanym" przypadku). Z moich obserwacji wynika, ze w USA jest duzo mniej agresywnych psow niz w Polsce. Dlaczego? Moim zdaniem wlasnie dlatego, ze tam raczej nikt nie oczekuje od psa, ze pies go obroni - agresja jest tempiona w kazdej postaci. (Oczywiscie sa srodowiska, jak i w Polsce, gdzie tak nie jest - ja pisze tutaj o przecietnym czlowieku). A w Polsce ludzie oczekuja od psow, ze bezblednie rozroznia niebezpieczne sytuacje, ktorych nawet sami nie potrafia zawsze rozroznic.
-
tomek1906, troche ich jest, tylko musisz ich pozbierac do foksikowego topiku. Np. dopiero co chyba czytalam jakis post od wlasciciela foksa na Szkoleniu... Jak ja zaczynalam na forum, to tez airedalowcy sie raczej nie udzielali. Ale teraz jest znacznie lepiej!
-
Ania-Bajka, porozmawiamy na treningu, bo w tej wypowiedzi zaprzeczasz sama sobie... I ja na takie wypowiedzi mam bardzo ostre reakcje :evil: . Jezeli chcesz, zeby pies reagowal agresywnie w chwili zagrozenia, to znaczy, ze nieprawda jest, ze nie chcesz "zeby byl psem agresywnym". Nie mozesz od psa wymagac, zeby mogl zawsze bezblednie rozroznic chwile zagrozenia - nawet ludzie tego nie potrafia. Wiec jesli bedziesz od niego wymagac reakcji "w chwili zagrozenia" to na bank pogryzie kiedys kogos niewinnego. Nie mowiac juz o tym, ze ja osobiscie nie chce, zeby moj pies bronil ani siebie, ani mnie, bo to najlatwiejsza droga do jego kalectwa. Niech lepiej zwiewa lub przewraca sie do gory brzuchem.
-
To by jej chyba agresji nie oduczyło bo byłaby jeszcze bardziej odizolowana od psów niż jest teraz - przez to swoje aspołeczne zachowanie. Absolutnie masz racje, jesli caly czas trzymalabys ja w kontenerku czy inaczej odizolowana, to na pewno by nie pomoglo. Ale ja nie to sugeruje. Raczej, ze powinnas ja izolowac kiedykolwiek nie mozesz - z jakiegokolwiek powodu - pilnowac jej jak oka w glowie. Bo kazda udana akcja agresji utrwala ja w przekonaniu, ze dobrze postepuje. Moim zdaniem musisz przestac dopuszczac do takich udanych akcji. Czyli - mniej przebywania z innymi psami bez nadzoru, a duzo wiecej przebywania z innymi psami pod bardzo uwaznym nadzorem.Sprobuj naprawde traktowac ja, jakby byla duzym, niebezpiecznym ONem!
-
To wyglada najnormalniej. Podale sie z maslem i syropem klonowym (ktory widzialam w Polsce, ale jest strasznie drogi - zreszta w Stanach tez). Ja osobiscie nie specjalnie przepadam za tym przysmakiem... Rozmaite odmiany znajdziesz tutaj. Najpopularniejsze sa np. z dorzuconymi do ciasta borowkami amerykanskimi (czyli blueberry pancakes), jablkami, albo bananami.
-
Ja nie mam co do tego watpliwosci, bo pytalam w Zwiazku (z reguly staram sie nie wypowiadac autorytatywnie jezeli nie jestem czegos pewna - a wtedy pisze "wydaje mi sie, ze" czy cos w tym guscie). A swoje mozesz rozwiac w jakikolwiek sposob uwazasz za najbardziej przekonywujacy (ja wybralam Zwiazek, bo to ich regulaminy) :wink: .
-
Westusie, czyli West highland white terrier
Flaire replied to Anusia's topic in West Highland White Terrier
W tym wlasnie pomogloby Ci szkolenie. Jezeli wybor jest rzeczywiscie pomiedzy szkoleniem psa a kursem jezykowym, to trudno argumentowac, zebys wybrala szkolenie (szczegolnie dlatego, ze sama ucze angielskiego :wink: ). Ale wybor pewnie nie jest az tak jasny... A moze warto poswiecic jakies wczasy na korzysc psa, ktoremu mozesz zaufac. -
Miedzy innymi :wink:
-
Problem skomplikowany, wiec zbycie jednym zdaniem niewiele by dalo... :wink: Rozumiem doskonale i wlasnie dokladnie dlatego proponowalam kaganiec. Moim zdaniem ona byla zupelnie innym psem tego dnia, kiedy zalozylas jej kaganiec. Inny sposob to trzymac ja w kontenerku na treningu jak nie mozesz jej pilnowac. Bo jezeli na prawde chcesz sie pozbyc tej agresji, to dopoki zdarzaja jej sie te wyskoki, nie mozesz sobie pozwolic na to, zeby jej nie pilnowac. Powtorze jeszcze raz: najwazniejsza jest zelazna konsekwencja...Moze pomogloby Ci wyobrazic sobie, ze Nasa jest nie JRT, ale dobermanem czy ONem. Z jej charakterkiem, gdyby byla takim wiekszym psem, nie moglabys jej puszczac nie pilnujac jej - a moze w ogole! Wtedy oduczenie jej agresji byloby konieczne i tym samym, Twoje podejscie musialoby byc inne - wiec ja propnuje, zebys postepowala wlasnie tak, jakby ona byla jakims rottweilerem!
-
Wlasnie z tym sie absolutnie nie moge zgodzic. Corgi skupiaja sie doskonale - ta suczka, o ktorej Ci pisalam ani na chwile nie przestawala sie wpatrywac w swoja pania. Pelne skupienie. Rowniez uwazam, ze corgi sa duzo bardziej cierpliwe, niz przecietny pies (na pewno niz terier :wink: ). Znalam corgi, ktore cierpliwie powtarzaly to samo cwiczenie wiele razy, chociaz wyraznie byly znudzone (bo wlasciciel byl nowicjuszem i popelnial bledy :wink: ).A na PT nie ma wlasciwie "glupich" cwiczen. Chyba jedyny wyjatek to chodzenie przy nodze wedlug z gory ulozonego planu i fakt, ze cwiczenia zawsze sa wykonywane w tej samej kolejnosci. Radzilabym nie cwiczyc "do egzaminu", bo wtedy kazdy madry pies bedzie chcial z gory przerobic caly program, jeszcze zanim wydasz komende. Program trzeba przerabiac zawsze "na wyrywki" i wtedy bedzie dobrze.