-
Posts
13134 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Flaire
-
Nie moje, ja mam airedale! Nowofunlandy ma moja sąsiadka. Szczeniaki nowofunlandy próbują w miskach wody pływać. A jak się nie da, to włażą iloma łapami się da i się kładą. Miałam nawet kiedyś zdjęcie takiego szczeniaka sześciotygodniowego śpiącego w misce wody :lol: , ale nie mogę znależć :( .
-
Ha! Żebyście zobaczyły, co szczeniaki nowofunlandy robią z miską wody, to byście myśleli, że macie anioły, nie psy! :lol: :lol: :lol:
-
Wczorajszy trening rzeczywiście był spokojny, chyba z dwóch powodów: po pierwsze nie było Misi, żeby wprowadzać zamieszanie :bigcry:, a po drugie był Leon, żeby pilnować porządku. W obecności Leona, wszyscy właściciele bardzo pilnują swoich piesków, coby śniadankiem nie zostały :wink: . Na rozgrzewkę Elka zrobiła nam prościutki tor składający się z hopki, koła i kładki, ale zaraz potem pojawiło się utrudnienie: tym razem, zamiast prosto do kładki, psy miały zrobić ostry zakręt do kolejnej hopki... Co sprytniejsze psy oczywiście chciały lecieć prosto do kładki (szczególnie Cecil!), bo przecież już wiedziały, co będzie dalej! No i trening do przerwy składał się właśnie z takich wysoce technicznych zmyłek. I jeszcze wszystkie psy przerobiły sobie slalomik (tak naprawdę, slalom umie robić tylko Bella, ale Majka już jej po piętach depcze!) Przerwa została wykorzystana na sesję fotograficzną, z której niewielką część rezultatów mogliście podziwiać powyżej. Po przerwie biegaliśmy taki dłuższy tor, który wszystkim poszedł bardzo dobrze. Dla mnie rewelacją tego treningu były postębpy Majki, która jakby przez tę cieczkę wydoroślała! Skupiała się na Wind, nie robiła błędów i nie zatrzymywała się, żeby wytropić jakieś zapomniane na torze cudze kiełbaski. Poza Majką, kolejnym zaskoczeniem były biegi Drachmy, która wczoraj doskonale biegała z córką Sylwii. Wydaje się, że mamy nowego "ludzkiego" zawodnika - pytanie tylko, co będzie robić Sylwia??? No i trzeba jeszcze dodać, że Leon zrobił ogromne postępy - na początku, tak jak Misia bał się kładki, ale pod koniec treningu już ślicznie sam po niej chodził. I w końcu nikogo nie zjadł na śniadanie (chociaż w pewnym momencie, miał apetyt na Kecię). Ja biegałam z Monią i muszę powiedzieć, że się dobrze zziajałam. Inczej biegnie się z psem, który porusza się biegnąc, raczej niż drepcząc :wink: . Mońka świetnie sobie dawała radę, właściwie nie robiąc błędów! A Elka bigała z Kecią. Więc każdy piechol miał osobnego przewodnika i to też pewnie wpływało na lepszą organizację treningu.
-
Gajunia, łakome psy najłatwiej szkolić właśnie na smakołyki. Żeby nauczyć się, jak to robić, powinnaś zapisać się na szkolenie, szczególnie jeżeli interesuje Cię agility, bo tam żadnych "sztuczek" raczej nie ma i większość z tego, co pies musi umieć jest trudne do nauczenia w warunkach domowych. Poszukaj w swojej okolicy jakiegoś klubu czy szkoły agility i na trening!
-
bogula, a do Nitencji próbowałaś się uśmiechnąć? Może ona mogłaby Ci Fafola ufryzować? Poza nią przychodzi jeszcze na myśl hodowla Ramir (airedale) pod Katowicami. To nie są co prawda zakłady fryzjerskie i nie wiem, czy trymują "obce" psy, ale chyba warto spróbować, bo obie zrobiłyby to lepiej, niż jakikolwiek fryzjer (bo wystawiają takie teriery). W ogóle, jeżeli istnieje możliwość trymowania u hodowcy, to ja raczej polecam tę opcję, niż zakłady fryzjerskie (zakładając oczywiście, że hodowca zna się na rzeczy i sam przygotowuje psy do wystaw), bo i doświadczenie w danej rasie pewnie większe, i pewien stopień specjalizacji też nie zaszkodzi.
-
!Airedale i inne (prosimy zakladac oddzielne tematy!)!
Flaire replied to a topic in Airedale terrier
Hejki, a ja miałam wczoraj miluśną niespodziankę! Nagle, niezapowiedzianie, przyszedł do mnie pewien pan. Okazało się, że szuka z żoną szczeniaka airedale i inny hodowca mu powiedział, że w Warszawie jest taka jedna, co to hoduje i ma mieć miot, on miał tylko adres, nie miał telefonu, więc spróbował przyjść tak na wariata aż z drugiego końca Warszawy. No i akurat zastał mnie w domu, więc pogadaliśmy sobie o airedalach, pokazałam mu zdjęcia Misi, bo oczywiście samej Misi nie mogłam mu pokazać :bigcry: :cry: :bigcry:. Pan był bardzo miły i mam nadzieję, że zdecydują się na misinego szczeniaka, ale nawet jeśli nie, to mi i tak było fajnie móc tak bezkarnie pogadać o Misi i trochę się nią pochwalić :oops: , bo straszliwie za nią tęsknię! Wczoraj znów miałam od niej maila i cieczki wciąż nie ma :( . A temu panu podałam adres dogomanii, więc może do nas trafi. -
A mnie się wydaje, że tutaj nie ma sporu na tematy merytoryczne. Bo nikt nie napisał, że usztywnienie pomaga w gojeniu się zerwanego wiązadła - chyba wszyscy się zgadzają, że nie pomaga - tak twierdzą również ortopedzi. focus, jak rozumiem, argumentuje za usztwnieniem w celu zmniejszenia prawdopodobieństwa ponownego uszkodzenia. Nie znam badań na ten temat - nie wiem, czy takowe istnieją - ale tak "na rozum" wydawałoby się, że rzeczywiście usztywnienie może to prawdopodobieństwo zmniejszyć. Nasuwają mi się jednak dwa pytania: 1. jakim kosztem? i 2. czy nie można tego samego efektu osiągnąć innym, lepszym sposobem? Odpowiedź na pierwsze pytanie jest, że kosztem dłuższej rehabilitacji. Czyli, być może zmniejszamy prawdopodobieństwo ponownego uszkodzenia w danym momencie, natomiast przedłużamy okres, kiedy staw nie jest stabilny i tym samym narażony na ponowną kontuzję. Jak już napisałam, nie znam badań na ten temat, więc nie wiem, co lepsze - znam tylko zdania ortopedów, że dla szybkiej rehabilitacji, lepiej nie usztywniać. Drugie pytanie, czy nie można zapobiec powtórnemu uszkodzeniu inaczej, niż usztywniając? Oczywiście można - chodzi tutaj o ograniczenie niekontrolowanego ruchu. Gdy napisałam, że pies przyjaciół był, po drugim zabiegu, zamykany w klatce, nie miałam na myśli, że siedział w klatce cały czas - miałam na myśli, że siedział w klatce, kiedy nie było komu pilnować, żeby nie szalał. Trzeba również zaznaczyć, że był to niesłychanie żywiołowy labek. Więc znów można zapytać, co lepsze dla psa: kuśtykanie z usztywniną łapą, czy spędzanie (przez ten sam okres czasu) części dnia w klatce? To oczywiście zależy od wielu czynninków, takich jak psychika psa, wolnego czasu właściciela i stopnia przyzwyczajenia psa do klatki przed wypadkiem. Dla tego labka, ortopeda przy drugim zabiegu RÓWNIEŻ NIE POLECIŁ USZTYWNIANIA - bo usztywnianie jest niewskazane przy uszkodzeniu miękkiej tkanki, a właściciele wiedzieli, jak naprawić błędy popełnione po pierwszym zabiegu. Podsumowując, wiedza medyczna nakazuje nie usztywniać większości urażeń miękkich tkanek. Więc gdy takie urażenia usztywniamy, kierujemy się innymi niż medyczne czynnikami i powinniśmy się zastanowić, czy tych samych celów nie możemy osiągnąć inaczej. Jeżeli nie ma innego wyjścia, wet może zdecydować się na usztywnienie, ale ja kwestionowałabym taką decyzję podjętą bez bez dokładnej analizy czynników, które nią kierowały.
-
Ja tes chcem sceniaka!!!!!
-
Szkolenie Zwiąkowe w W-wie 27 marca 04
Flaire replied to lucyper's topic in Szkoły, kursy, seminaria
Nie ma. -
Nie, przeciwnie, jak najbardziej korzystałam, nie tylko z łańcuszka, ale również z podobnego rozwiązania, mianowicie puszki aluminiowej po coli wypełninej monetami. No przecież pisałam, że Ja staram się uczyć moje młode szczeniaki, żeby nie bały się tego typu dźwięków, więc osobiście miałam tylko jedną sunię, na którą łańcuszek działał jako "fe" (dostałam ją dosyć późno). Ale z powodzeniem używałam tej metody z psami klientów, którym na tego typu odwadze nie zależało. W moim doświadczeniu, ta metoda działa na jakieś 1/3 psów. Reszta albo nie boi się łańcuszka od początku, albo szybko się do niego przyzwyczaja, szczególnie w obecności instynktu tak silnego, jak reakcja na drugiego psa.
-
Absolutnie nie jestem przeciwna łańcuszkom - dlatego zapraszałam Cię do pomocy. Ale w moim doświadczeniu działają one tylko na niektóre psy (te bardzo uczulone na dźwięki i hałasy). Właściwie jedyne przeciwwskazanie jakie widzę dotyczące łańcuszków, to używanie ich jako "fe" u psów, u których chciałoby się wyrobic odwagę i odporność na dźwięki i hałasy.Sorry, że źle Cię zrozumiałam - nie zrozumiałam konstrucji gramatycznej "da radę" (właściwie ciągle nie całkiem rozumiem - u mnie z polskim, szczególnie potocznym, jest tak sobie - ale widzę, że chodzi o "da się rade", czyli "ktoś powinien sobie dać radę") i pewnie dlatego myślałam, że zjadło się to "m".
-
Tak, ale w przypadku opisywanym przeze mnie, powodem ponownego zerwanie nie był brak usztywnienia, tylko zbyt wczesne skakanie. Przy drugiej operacji noga też nie była usztywniona, ale tym razem właściciele dopilnowlali, żeby pies nie skakał zbyt wcześnie i juz wszystko było dobrze. No, można je tak nazwać: stara i nowa. Według starej szkoły, usztywniano wszystkie problemy ortopedyczne, bo niewiedziano, że można inaczej. Ale potem badania wykazały, że kości, owszem, zrastają się szybciej i lepiej usztywnione, natomiast gojeniu się miękkiej tkanki usztywnienie nie pomaga. Pomaga natomiast w wiotczeniu mięśni, w ten sposób opóźniając powrót do zdrowia, utrudniając rehabilitację i tym samym narażając staw na kolejny uraz.Może najlepiej podsumować tak: poinformowany wet nie powinien nalegać na usztywnienie w przypadku urazu miękkiej tkanki - jeśli nalega, to należy od niego co najmniej wymagać wytłumaczenia, dlaczego. Będąc świadomymi, że usztwynienie opóźnia powrót do zdrowia, jeżeli nie potrafimy zapewnić w żaden inny sposób, że pies nie będzie wariował i skakał zanim mu wet pozwoli, to może i lepiej zgodzić się na to usztywnienie... Ale w tym przypadku i tak musimy bardzo, bardzo uważać na psa po zdjęciu usztywnienia, kiedy zwiotczałe mięśnie narażają go na powtórne uszkodzenie, więc nie jestem przekonana, czy nawet z tych względów jest to dobry pomysł. Muszę jeszcze zaznaczyć, jak pisałam poprzednio, że nie wszystkie urazy miękkiej tkanki można natychmiast obciążać. Np. u mnie, poza wiązadłem, uszkodzona i reperowana była również chrząstka. Z tego powodu, pomimo że ruszanie stawem było wskazane niemal natychmiast, z obciążaniem go musiałam poczekać ok.tygodnia. Być może w takich przypadkach, u psów, staw się usztywnia, aby uniemożliwić stąpanie na chorej łapie - tego nie wiem.
-
Iwona i Gucia, może jeszcze się zgłoszą? Myślę, że sama mogłabyś pomóc, kontaktując się przynajmniej ze swoim wetem, żeby się upewnić, że wiedzą o tej akcji. Moja warszawska lecznica jest na liście. Gdyby jej nie było, to pogadałabym z nimi o tym.
-
SH, bardzo chytrze to wymyśliłaś! Ja osiągnęłam podobny efekt przyszywając dwie tasiemki to skarpety. Skarpeta na łapę, tasiemki wokół tułowia, kokardka na grzbiecie. Bardzo w tym było Misiuni do pyska - niestety nie mam zdjęć (ani, w tej chwili, Misi, żeby jej srobić zdjęcie). Jak już uprzednio pisałam (chyba wielokrotnie i do znudzenia - ale dumna z Misi jestem :D ), Misia rozcięła sobie łapsko na pięć szwów na tydzień przed egzaminem PT. Jeden ze szwów puścił, więc troche się wolno goiło i bolało ją, ale już dawno nie ma śladu. Natomiast w trakcie leczenia, wet kazał utrzymywać opatrunek suchy - w listopadzie! Na egzaminie lało jak z cebra, więc Misia miała na opatrunku torebke foliową, na to skarpetę, drugą torebkę foliową, a wszystko razem owinięte przylepcem. Trochę kulała, ale: 196 punktów na 200 i złoty medal :D . Jeden punkt poszedł za to, że przyjmowała pozycję "waruj" powoli - bo łapcia bolała w pozycji pośredniej w czasie kładzenia się :cry: . EWA15, nie martw się, będzie dobrze! P.S. Misiny opatrunek był ogromny; zewnętrzna warstwa też była z tego samoprzylepnego bandaża, który jest SUPER!!!
-
Ale się pytaj, kogo się da! No widzisz, a Atos już umie! Nauczyłam go podczas cotygodniowych spacerów. A dzisiaj sobie wymyśliłam, że mój aparat cyfrowy robi takie 15-sekundowe filmy i to by całkowicie wystarczyło, żeby sfilmować Atoskowe "do mnie" i umieścić gdzieś, żebyście sobie mogli pooglądać! A szczególnie potencjalni nowi właściciele, bo on to robi tak pięknie, że serce mięknie!Więc Ela, poradzę Ci: nie wolno pozwalać jej przychodzić, kiedy jej się chce, bo to ją uczy nadal przychodzić, kiedy jej się chce. Używaj komendy tylko wtedy, kiedy możesz wyegzekwować (więc na początku, kiedy pies jest na smyczy). Wołaj ją wesołym, zachęcającym głosem, kucaj na początku jeśli trzeba jeszcze bardziej ją zachęcić, pokazuj smakołyk czy piłeczkę, a jak przyleci, nagradzaj, chwal po niebiosa, dawaj smakołyk, rzucaj piłeczkę. Ale MUSI przybiec do Ciebie ZA KAŻDYM RAZEM JAK JĄ WOŁASZ. To jest (w moim mniemaniu) najważniejsze. Inaczej uczysz ją, że może sobie przybiec albo nie, jak jej się podoboa.
-
I o innych właścicielach :wink: .
-
Plan rehabilitacji zależy bardzo od tego, jakie dodatkowe zmiany znaleziono i ewentualnie naprawiono w stawie. Jeżeli to było tylko wiązadło, to zazwyczaj ruch, nawet z obciążeniem, jest zalecany niemalże natychmiast. Natomiast jeżeli było również np. uszkodzenie chrząstki, to najczęściej z obciążeniem należ trochę poczekać. W żadnym normalnym, znanym mi wypadku do rehabilitacji miękkiej chrząstki nie jest zalecany gips! Najważniejsze jest oczywiście, żeby nie dopuścić do ponownego uszkodzenia wiązadła. Niestety psy, u których spotyka się zerwane wiązadło to najczęściej psy bardzo żywiołowe, u których ograniczyć ruch jest najtrudniej... :( Moje doświadczenie opiera się głownie na zerwanym wiązadle u labradora mioch przyjaciół, jak również na moim własnym zerwanym wiązadle (no i oczywiście obszernej związanej z tym lekturze). Labrador, niestety, zerwał naprawione wiązadło ponownie, przed ukończeniem rehabilitacji. Po drugiej operacji musiał spędzać większość czasu w klatce, żeby uniknąć kolejnej operacji. Ale wszystko skończyło się dobrze i pies powrócił do zdrowia, nie kulał i, pomimo usilnych starań swoich właścicieli, szalał jak dawniej.
-
Ela, ale czy uczysz ją DO MNIE????? Przychodzenia na zawołanie? Bo to jest komenda, o której nie wspomniałaś, a właśnie ona jest najważniejsza, jeśli chodzi o spuszczanie psiura ze smyczy!!! A jak chcesz Misię na emblemaciku, to pomóż znaleźć dom dla Atosa :D . Jak tylko on będzie miał dom, to wyrzucam go z emblamatu i zwracam Misię! Może nawet jakąś nową Misię... Więc starajcie się wszyscy znaleźć dom dla Atosa. Pytajcie się, kogo się da. On jest naprawdę bardzo fajnym psem. Ja go dowiozę w dowolne miejsce.
-
Ela, a uczysz ją przychodzić na zawołanie? Najpierw na smyczy, potem na długiej lince, w końcu na długiej lince luzem, ale z supełkami zawiązanymi co jakiś czas tak, żeby jak smycz przydepniesz, w razie czego psa byś zatrzymała? Oczywiście smakołyk i pochwała zawsze jak tylko przyjdzie?
-
IDA, dzięki, tak jest dużo lepiej! :D
-
Mokka, spójrz pod ten link podany przez wendkę. Tam jest dobre tłumaczenie-streszczenie tej książki. Że tłumacznie jest chyba dobre, wnioskuję stąd, że również przeczytałam pierwsze dwie strony oryginału tutaj. Może Tobie uda się dopasować jeden rodzaj z opisywanych tam agresji do Leona. Mnie nie do końca pasowało, ale Ty znasz go dużo lepiej. Zgadzam się, że Leon nie jest zsocjalizowany z innymi psami, nie trzeba być geniuszem, żeby to zauważyć :wink: , ale na pewno nie nazwałabym go niepewnym siebie. A z tego tekstu wynika, że właśnie brak pewnoście siebie w sytuacjach "socjalnych" powodowałby u niego agresję. Ale wolałabym jednak przeczytać oryginał, bo w tym tłumaczeniu jakby kilka rzeczy nie pasuje do siebie i nie wiem, czy to skutek tłumaczenia, czy też tak również było w oryginale.
-
Przejrzałam pierwszy rozdział, ale żaden z opisywanych tam typów agresji nie pasuje mi do Leona (ani, prawdę mówiąc, do agresji, którą spotykałam u samców terierów - czapla może się tu wypowiedzieć, bo wydaje mi się, że jej Niunio jest agresywny w sposób co prawda inny od Leona, ale również nie opisany w tym tłumaczniu - nie wiem, jak jest w oryginale, bo tłumaczenie jest określone jako streszczenie). Ani Leon, ani chyba Niunio czapli, ani agresywne tylko w stosunku do innych samców airedale, które znałam, na pewno nie były w żaden sposób niepewne siebie czy tchórzliwe - wręcz przeciwnie, airedale słyną ze swojej odwagi. Ich agresja była bardzo charakterystyczna, skierowana wyłącznie do innych samców, w niektórych przypadkach nawet nie do wszystkich. Czasami pies prowokował sam, czasami czekał na prowokację. Często prowokował machając ogonem, jakby mówiąc, "no co, koleś, masz coś do powiedzenia?" Podejrzewam, że czapla wie, o co mi chodzi... ale jest to trochę trudne do wytłumaczenia jeśli się samemu tego nie zaobserwowało. W każdym razie, w definicjach agresji streszczonych w dyskutowanej tutaj książce nic podobnego nie znalazłam :(
-
Ja, pomimo usilnej pracy, rzadko kiedy mialam teriera, który trzymał się mnie sam z siebie (nie "nigdy", ale "rzadko"). Natomiast wymagam od nich przybiegania na zawołanie - to już tylko kwestia posłuszeństwa, nie charakteru, więc tego się da nauczyć :wink: . Więc na spacerach, jak pies się za bardzo oddala, to go wołam i przybiega. Ale to ja muszę pilnować psa, bo on mnie raczej nie pilnuje... :( Dużo wygodniej mieć psa, który sam się trzyma właściciela.
-
Szkolenie Zwiąkowe w W-wie 27 marca 04
Flaire replied to lucyper's topic in Szkoły, kursy, seminaria
Napisz na priv do Gosi - o ile pamiętam, to ona działa w Związku w Legionowie, więc może coś będzie wiedziała i o szkoleniu. -
Mokka, znalazłam tę książkę w psiej księgarni wysyłkowej (w amazon.com nie było). Nie czytałam jej, właściwie jedyna książka o agresji, którą znam, to jest malutka książeczka na temat fear aggression, której nawet Ci nie proponowałam, bo u Leona to zdecydowanie nie ze strachu.