Jump to content
Dogomania

Flaire

Members
  • Posts

    13134
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Flaire

  1. Wind, sprawdzę w Geancie następnym razem, jak tam będę.
  2. [quote name='asher']Tyle, że woda wrze kiedy osiągnie temperaturę 100 stopni Celsjusza, więc chyba bakterie giną szybciej? [/quote]Pytanie jest nie o temperaturę wody dookoła jajka, bo tę znamy :wink: (no i bakterie na wierzchu skorupki rzeczywiście giną natychmiast :D ), tylko o temperaturę wnętrza jajka na miękko. Ze ta nie dochodzi do 100 stopni C w te 3 czy też 5 minuy to wiemy na pewno, bo inaczej żółtko byłoby ścięte, a w jajach na miękko ścięte nie jest. A do jakiej temperatury dochodzi zależy właśnie między innymi od tego, jak długo jajo przebywa w tym wrzątku (no i jaka była jego temperatura przed włożeniem do wrzątku, jak również od rozmiaru jaja, ilości wody w garnku, i innych drobiazgów).
  3. Ponieważ odwiedzają mnie obecnie rodzice z Kalifornii, chciałam im pokazać, jak Warszawiacy spędzają ostatnie popołudnie lata (ci, którzy zostali w Warszawie... bo większość ciągle jeszcze jest poza miastem). Moja mama jednak zdecydowała, że woli spać, więc mój tata, Misia i ja wybraliśmy się na spacer na Pola Mokotowskie. Ludzi tam pełno, psów jeszcze więcej, tłok taki, że wiele psów szło na smyczach - ale Misia była niesamowicie grzeczna, nie zaczepiała ani ludzi, ani dzieci, ani psów, słuchała się idealnie, więc biegała luzem. Poszliśmy sobie od metra zygzaczkiem do Lolka, przechodząc koło pomnika szczęśliwego psa, gdzie Misia po raz drugi nabrała się, myśląc, że to prawdziwy pies. :lol: W Lolku zjedliśmy sobie po kaszaneczce z grilla, popiliśmy piwkiem, a Misi zaraz przyniesiono, jak to jest tam w zwyczaju, miskę wody. Fajnie było. W Lolku liczba dzieci plus psów znacznie przekraczała liczbę dorosłych, wrzask, zgiełk, krzyk, szczekanie, ale wszyscy się świetnie bawili i my też. No a potem wróciliśmy sobie spacerkiem do metra i właśnie przyszliśmy do domciu. Teraz Misia sobie odsypia, a my szykujemy się na kolejne wieczorne spotkanko z rodzinką.
  4. czapla, śliczna bestyja! Tylko ten błysk w oku... strach się bać! :wink:
  5. Wind, ja w tym, co pisałam nie miałam na myśli TWOICH praktyk, które pewnie są bezpieczne, ale ogólne praktyki, które nie zawsze są. Np. przepis na jaja na miękko z Kuchni Polskiej nakazuje [quote]Świeże jaja umyć, włożyć łyżką do wrzącej wody, gotować 3-5 minut pod przykryciem.[/quote] Czy Twoje 5 minut we wrzątku to dostatecznie wysoka temperatura, żeby środek jajka przez 3,5 minuty z tych 5 przebywał w temperaturze powyżej 60 stopni? Nie wiem i pewnie zależy to między innymi od tego, w jakiej temperaturze znajdowały się jajka w momencie włożenia do wrzątku. Ale jest już całkiem niemożliwe, żeby jajo włożone do wrzątku na 3 minuty przebywało w potrzebnej temperaturze przez 3,5. :wink: A co do moich osobistych praktyk, to nie wiem, czy pisałam (choć na pewno sugerowałam), że ja się zagrożeniem salmonellą odnośnie siebie samej specjalnie nie przejmuję. Jak, wiesz, lubię statystykę :wink: , a jeśli nawet jedno na 300 jaj jest zakażone, to szansa zachorowania od zjedzenia jaja raz jest niewielka - natomiast jeśli je się jaja codziennie, to powinno się uważać. Ja jem jaja bardzo rzadko, a poza tym jestem zdrowa, więc nawet jeśli się zarażę, to choroba powinna mieć łagodny przebieg. Tak więc uprawiam praktyki, które są dla mnie łatwe do przeprowadzenia (tak jak np. kupowanie jaj z lodówki), ale nie odmawiam domu miękkiej jajecznicy (którą, jak zresztą jajka w ogóle, jadam bardzo rzadko). W warunkach stołówkowych jadam jajecznicę tak rzadko (to, co widziałaś, to chyba był pierwszy raz w Polsce), że również się tym specjalnie nie przejmuję. A obróbką jaj zainteresowałam się między innymi poprzez moją wspomnianą wyżej koleżankę. No i gdy gotowałam czasem dla mojej ciotki-staruszki, to upewniałam się, że jajecznica była ścięta. :wink: NB, przypomniała mi się jeszcze jedna historia - ta nie bezpośrednio od koleżanki, tylko gdzieś przeczytana. Otóż chyba w stołówce w domu starców zrobiono zapiekankę, w której skład wchodził sos na podstawie jaj. Zapiekanka siedziała w piecu w dosyć wysokiej temperaturze przez godzinę, po czym została wystawiona do bufetu. No i od niej część stołowników zaraziło się salmonellą... O ile pamiętam, kilka osób zmarło (przypominam: to było w domu starców). Okazuje się, że pomimo tak długiego przebywania w piecu, środek zapiekanki nie doszedł do dostatecznie wysokiej temperatury, żeby salmonellę zabić, a przebywanie w sprzyjających warunkach w bufecie pogorszyło sytuację... Jeszcze o tym, gdzie kupuję jaja z lodówki. Na pewno w sklepie w moim budynku. Ale ogólnie kupuję jaja bardzo rzadko, więc nie potrafię podać Ci pełnej listy sklepów, gdzie kupowałam z lodówki. Poza sklepikiem w moim budynku, chyba również w jednym z marketów, może w Geancie na Ursynowie. Również, o ile dobrze pamiętam, market spożywczy w Klifie trzymał jaja w lodówce i jego filia w tym samym budynku, co kino Silver Screen chyba też. Ale tam byłam ostatnio ponad trzy lata temu, więc głowy nie dam. :wink: (Sorry, dokładnych adresów ulic, jak prosiłaś, nie znam, ale chyba określiłam te sklepy dostatecznie jednoznacznie, że znajdziesz).
  6. [quote name='Wind']Podgrzewajac potrawe zaledwie do 60-65 stopienkow C mamy spokoj z salmonella[/quote]To prawie prawda :wink:. Dokładniej, jeśli podgrzejesz do 60 stopni, to musisz ją w tej temperaturze trzymać przez min. 3,5 minuty, żeby zabić salmonellę. Natomiast żeby zabić salmonellę natychmiastowo, za konieczną temperaturę uważa się ok. 70 stopni C (160 stopni F - ja, niestety znam te wszystkie dane właśnie w stopniach F :wink: ). I tu mamy malutki problemik... Bo białko ścina się przy temperaturach od 62 do 65 stopni C, a żółtko dopiero przy temperaturach od 65 do 70 stopni C. Tak więc łatwo zauważyć, że jeśli mamy płynne żółtko, jak w jajkach na miękko, to nie mamy gwarancji, że jajko zostało doprowadzone do odpowiednio wysokiej temperatury, aby zabić bakterie salmonelli. Jest to możliwe (jeśli jajo było trzymane w tej 60-65-stopniowej temperaturze przez te 3,5 minuty), ale nie pewne i moim zdaniem, raczej mało prawdopodobne (miękką jajecznicę smaży się raczej szybko, a jaja na miękko równiez nie siedzą w gorącej wodzie tak długo po doprowadzeniu do temperatury 60 stopni). W USA, są dostępne na rynku jaja pasteryzowane i kiedyś miałam nawet "przepis" na domową pasteryzację jaj. Polega ona właśnie na utrzymaniu jaj w temperaturze DOKŁADNIE 60 stopni (taka musi być temperatura w środku, nie tylko na zewnątrz, jaja) przez te 3,5 minuty. Tym sposobem, otrzymuje się jaja "surowe" (bo nie scięte), ale z zabitymi bakteriami salmonelli. NB, wszystkie powyższe dane i rekomendacje, co do obróbki jaj można znaleźć w oficjalnych publikacjach (linki do niektórych podałam wcześniej), więc nie bardzo rozumiem ten komentarz: [quote name='wind']a wiec to co [quote name='Flaire']To wszystko zależy, do jakiej temperatury zostanie doprowadzona masa jajeczna podczas obróbki. Zeby nie stwarzać zagrożenia, masa musi zostać (równomiernie!!!) doprowadzona do temperatury, która zabije te bakterie. [/quote] moze ma potwierdzenie w teorii ;), lecz w znakomitej wiekszosci mija sie z praktyka :roll: [/quote] To, co pisałam o jajach jest jak najbardziej z praktyki i z praktycznych zaleceń dotyczących obróbki jaj. Mam w USA koleżankę, która jest epidemiologiem. Kiedyś pracowała jako "detektyw" w Centers for Disease Control (CDC), amerykańskiej organizacji rządowej dokumentującej źródła epidemii (bardzo ciekawa praca, nb). Pewną epidemię zakażenia salmonellą powiązano właśnie z "miękką" jajecznicą w restauracji. Dam trochę szczegółów, bo wydają mi się ciekawe. W tej restauracji, "miksturę" jajeczną na jajecznicę przygotowywano rano (tzn. rozbijano ileś tam jaj, mieszano, przyprawiano), a potem z tego czerpano chochelką po trochu, smażąc na zamówienie. No i problem jest taki, że mamy sytuację, gdzie jedno zakażone jajko potrafi zakazić całą miskę, a ponieważ bakterie siedzą sobie potem w tej misce w sprzyjających warunkach przez kilka godzin, to rozmnażają sie bardzo szybko. I w ten sposób pochorowało się pewnego dnia dostatecznie dużo osób, żeby zwrócić uwagę CDC. Oczywiście ta restauracja robiła to samo od lat bez problemu... Szanse, że dojdzie do zakażenia nie sa wielkie, ale jednak są. W domowych warunkach, szanse są jeszcze mniejsze - największe niebezpieczeństwo w USA stanowią właśnie restauracje, gdzie bardzo wiele jaj miesza się razem (to się nazywa "egg pooling"). Tak więc moja koleżanka w restauracjach "domowego" majonezu nie je, ale w domu - już zje. [quote name='Wind']BTW zupelnie osobiscie zastanowilo mnie [quote name='Flaire']Dlatego ja, na przykład, kupuję tylko jajka, które są przechowywane w lodówkach... Na targu jajek nie kupuję[/quote] ;) W Polsce nie ma wymogu, aby jaja przechowywac w warunkach chlodniczych. Dlatego nie tylko na targu, ale rowniez w Hipermarketach, sklepach malych i duzych jaja spotyka sie na polkach (w temperaturze otoczenia, a nie w lodowkach ;)) Ciekawa wiec jestem, gdzie w Wawie sa jaja przechowywane w lodowce :o Moze sama robilabym tam zakupy, gdybym choc przez chwile zapomniala, ze "droga dotarcia jaj do sklepu" na nim sie ani nie zaczyna, ani nie konczy :lol:[/quote]Chętnie wyjaśnię... :D Oczywiście zdaję sobie sprawę, że stan, w jakim zastanę jajka w punkcie sprzedaży (czyli lodówka) nie gwarantuje, że zostały dowiezione do sklepu również w lodówce - wręcz przeciwnie, doskonale rozumiem, że szansa, że tak się stało jest znikoma. Ale, jak już tłumaczyłam, im dłużej jajka przebywają w temperaturze pokojowej, tym więcej czasu mają bakterie na rozmnożenie się do niebezpiecznych poziomów (gdyby ww. restauracja usmażyła całą miksturę natychmiast - nie byłoby problemu). Tak więc szukam punktów, które przechowują jajka w chłodzie przynajmniej po dotarciu do punktu sprzedaży, licząc, że to znaczy, że mniej czasu spędziły od swojego początku w temperaturze pokojowej. Czy tak jest, czy nie, tak naprawdę nie wiem, no bo jeśli te na targu są rzeczywiście "prosto od kury", a te z lodówki z supermarketu spędziły dłuższy czas w niechłodzonej podróży - to tak nie będzie. Niemniej jajka w markecie w lodówce przekonują mnie, że ten market (w odróżnieniu od innych) przynajmniej zdaje sobie sprawę, że tak jajka powinny być przechowywane (pomimo, że jest to znacznie droższy sposób...) No i mam jedno złe doświadczenie z jajami z targu, które zepsuły się bardzo szybko (u mnie jaja często długo leżą - oczywiście w lodówce :wink: ). Więc w sumie chodzi mi o to, że jeśli jajko jest świeże, to nawet jeśli jest zakażone, bakterii w nim jest prawdopodobnie zbyt mało, żeby spowodować stan chorobowy. Ale przebywanie w sprzyjających warunkach (temp. pokojwej) robi takie jajko niebezpieczne - im dłużej takie jajko przebywa w sprzyjających warunkach, tym bardziej robi się niebezpieczne. W przypadku ww. jajecznicy, do sprzyjających warunków dochodził jeszcze fakt, że jajka były rozbite i zmieszane (dlaczego to sprzyja szybszemu rozmnażaniu się bakterii jest wyjaśnione np. [url=http://www.aeb.org/safety/egg_handling_and_care_guide.html]na stronie amerykańskiej organizacji zrzeszającej producentów jaj[/url]). To chyba wszystko... :wink:
  7. A kto jutro wystawia i gdzie? Bo nasze kciuki lepiej działają, jak wiemy, za kogo trzymamy. :wink: My niestety jutro nie wystawiamy :( , chociaż fajnie byłoby pokazać małą Pani Świętoń! :)
  8. [quote name='vigor'] ... no nie, my bylismy pewni, ze pozdrawiasz welszomaniakow z podkarpacia[/quote]No co Ty? przecież wyraźnie machała Warszawie! :wink: :D
  9. [quote name='asher']Jaja na miękko, czy niedosmazona jajecznica nie stwarzają zagrożenia salmonellą. Nawet kremy do deserów ubijane w kąpieli wodnej takiego zagrożenia nie stawarzają. [/quote]To wszystko zależy, do jakiej temperatury zostanie doprowadzona masa jajeczna podczas obróbki. Zeby nie stwarzać zagrożenia, masa musi zostać (równomiernie!!!) doprowadzona do temperatury, która zabije te bakterie. Jajka na miękko, niedosmażona jajecznica, czy kremy ubijane na gorącą NIE KONIECZNIE SĄ RÓWNOMIERNIE DOPROWADZONE DO TEJ TEMPERATURY i jak najbardziej stanowią zagrożenie salmonellą!!! Przeczytasz, że tak jest w wielu miejscach, np. [url=http://www.metrokc.gov/health/foodsfty/eggs.htm]tutaj[/url]: [quote]There is a risk in eating "soft-boiled," "sunny side up," "over easy," or "soft scrambled eggs." There is also a risk in "from scratch" Caesar salad dressing or other foods made with raw or undercooked eggs. This can include soft custards, meringues on pies, Hollandaise Sauce, and even French toast. [/quote] [quote name='asher']Ale nawet jeśli te biegunki uznać za skutek zarżenia się salmonellą, to w takim razie psy przechodzą to o wiele łagodniej. Zazwyczaj na takie biegunki niewiadomego pochodzenia wystarcza węgiel, w gorszych przypadkach nifurkosazyd, a w najgorszych antybiotyk. A człowiek ląduje w szpitalu, dostaje kupę leków, odżywia się tylko kroplówkami i wychodzi stamtąd o połowę chudszy [/quote]Znów, wcale niekoniecznie. Piszesz tutaj o zdiagnozowanych, najcięższych przypdkach. A jak ktoś "czymś się struł" i boli go brzuch przez trzy dni i nawet nie idzie do lekarza, to też jak najbardziej może być zatrucie salmonellą! Na przykład [url=http://www.fsis.usda.gov/OA/background/bksalmon.htm]tutaj[/url] jest napisane, że [quote]Many people ill with salmonellosis recover without treatment and may never see a doctor. [/quote] W wielu miejscach przeczytasz również, że u ludzi, tak jak i u zwierząt, zatrucie salmonellą może przebiegać w ogóle bezobjawowo. Salmonella jest niebezpieczna głównie dla osób starszych, dla dzieci, oraz dla osób z problemami immulogicznymi. Z pasmi jest tak, że wiele psów ma w swoim przewodzie pokarmowym bakterie salmonelli bezobjawowo. Ale również wiele psów dostaje objawy zatrucia, które przypisuje się salmonelli. To zjawisko nie jest do końca rozumiane (tak samo, jak nie jest rozumiane, dlaczego niektórzy ludzie nie dostają objawów zarażenia salmonellą, podczas gdy inni chorują). Zwolennicy diety BARF argumentują, że skoro w przewodach pokarmowych zdrowych psów występują te bakterie, to najwyraźniej nie wywołują one stanu chorobowego. Ale to jest oczywiście błędne myślenie, bo wiele bakterii występuje na psie nie wywołując stanu chorobowego - chorobę może powodować dopiero ich nadmiar, który może nastąpić na skutek diety. [quote name='asher']Ale nie trzeba zjeść kopy surowych jaj, wystarczy jedno z salmonellą...[/quote]Jeszcze raz - czy wystarczy, czy nie zależy między innymi od tego, ILE BAKTERII jest w tym jajku. Bakterie rozmnażają się najlepiej w temperaturach pokojowych. Dlatego ja, na przykład, kupuję tylko jajka, które są przechowywane w lodówkach... Na targu jajek nie kupuję, :( bo jest większa szansa, że w jajku przechowywanym w lodówce nie doszło jeszcze do niebezpiecznego poziomu bakterii. To samo jajko pozostawione w temperaturze pokojowej na dłuższy czas może stać się niebezpieczne. Dlaczego Twoje psy jedzą co tydzień surowe jajko i nic im nie jest? Bo tak naprawdę to zagrożenie nie jest bardzo wysokie. Nie znam polskich statystyk, ale w USA zgadują, że co 10.000 jajko jest zarażone, a w Wielkiej Brytanii - co 300, Nawet jeśli w Polsce te statystyki sa znacznie wyższe, to szansa jest niezła, że jedząc raz na tydzień surowe jajko, Twój pies w ciągu całego swojego życia na mocno zarażone nie trafi... A nawet jeśli trafi, to jeśli jest to zdrowy pies, przeczytamy kolejny topik, że pies ma biegunkę, może pójdziesz do weta i dostaniesz antybiotyk (bo tak się leczy salmonellę, tak u psów, jak i u ludzi) i nigdy nie będziemy wiedzieć, że to było od tego jajka, bo przecież "pies je ciągle to samo". :wink: A propos surowych jajek, to słyszałam kiedyś, chyba od mojego weta, żeby nie dawac psom surowego białka. Jak wróci z urlopu - spytam go, dlaczego.
  10. [quote name='asher']człowiek [...] zakaża się salmonellą częściej, niż psy. [/quote]Tego też tak naprawdę nie wiemy... Przynajmniej mnie nie wiadomo o żadnych danych na ten temat. Psy bardzo często mają biegunkę i inne objawy przewodu pkarmowego spowodowane jakimś nie do końca zdiagnozowanym "zatruciem". Nie wiemy, jaka część takich objawów jest spowodowana właśnie na przykład salmonellą.
  11. [quote name='asher']Po pierwsze człowiek tym bardziej nie je dużych ilości surowego drobiu, czy jaj, a mimo to zakaża się salmonellą częściej, niż psy. [/quote]Z tym to ja się z kolei nie zgodzę. Człowiek jada jaja na miękko, niedosmażoną jajecznicę, kogiel-mogiel, domowy majonez i wiele innych przysmaków raczej rzadko podawanych psom, a potencjalnie zawierających bakterie salmonelli. [quote name='asher']A po drugie nie trzeba jeść dużej ilości drobiu, wystarczy zjeść malutko, ale akurat tego, który ma na sobie salmonellę.[/quote]To nie do końca prawda - nie wystarczy zjeść tej jednej bakterii żeby od razu zachorować. :wink: Czy stan chorobowy nastąpi, czy nie, właśnie bardzo zależy między innymi od ilości zjedzonych bakterii. A to dlatego, że z małą ilością przeciętny organizm potrafi sobie poradzić, a z większą - nie bardzo. U osób z obniżoną odpornością, mniejsza ilość bakterii wywołuje stan chorobowy - dlatego dla takich osób jedzenie np. surowych jaj jest bardziej niebezpieczne, niż dla osób zdrowych.
  12. [quote name='asher']Muszę poszperac, bo ja z kolei czytałam o tym, że ryzyko, iż pies zarazi się salmonellą jest naprawdę nikłe... to też były jakieś badania naukowe..[/quote]No bo tak rzeczywiście jest - szansa zakażenia przez przeciętnego psa jest nikła, ale to przynajmniej po części dlatego, że znakomita większość psów nie je np. dużych ilości surowych kurcząt, no ale również pewnie dlatego, że ich organizmy jakoś lepiej sobie z tymi bakteriami dają radę. Natomiast mnie chodziło o to, czy psy od salmonelli w ogóle chorują i odpowiedź jest, że tak, mogą chorować.
  13. [quote name='asher']Biedna Misia :( Sabinie tez by sie pewnie babrało, ale bierze antybiotyk...[/quote]Nie, tu nie ma [b]żadnego [/b]zakażenia, więc antybiotyk by nie pomógł. Misia ma klasyczne podobno objawy reakcji na nici przez organizm - czyli: otwiera się wulkanik, paprze się, wyrzucając ciało obce, które mu nie odpowiada, po czym ładnie się zasklepia i goi. A dzień później - otwiera się na nowo. I tak ma być dopóki te nici do końca się nie rozpuszczą, co może jeszcze trochę zająć, ale może też skończyć się w każdej chwili.
  14. [quote name='asher'][b]SAWA[/b], ależ psy sobie doskonale radzą z takimi bakteriami!!! [/quote] Nie, psy mogą zachorować od zakażenia salmonellą tak samo, jak ludzie. Są nawet na ten temat naukowe artykuł, np. Preliminary assessment of the risk of Salmonella infection in dogs fed raw chicken diets. Joffe DJ, Schlesinger DP, Can Vet J 2002 Jun;43(6):441-2. [quote name='asher']Wąchac trawę/ziemię/psie siuśki psom zabraniasz? Przeciez to też skupiska bakterii wszelakich! :wink: [/quote]Ale nie salmonelli. [quote name='asher']Poza tym zawsze można łapki przed podaniem sparzyć we wrzątku :D[/quote]Ja tak bym robiła.
  15. A Misi ciągle się paprze. Wet powiedział, że może się tak paprać jeszcze miesiąc albo i dłużej. :(
  16. Gosiu, a teraz ja mam pytanie... [quote name='Gosia&Luka']Muszę się przyznać, że mimo mojej szaleńczej miłości do chartów, po ostatnich rozważaniach doszłam do zaskakującego wniosku. :wink: Otóż erdelki mają niemal wszystkie cechy, których poszukuję u psa! :lol: Wszechstronny, sportowy, chętny do pracy, aktywny, odporny, wesoły, z charakterem, "myślący", silny, efektowny pies wystawowy, nie za duży, nie za mały, mało linieje [/quote] Imponuje mi, że doszłaś do tak trafnych wniosków na temat naszej rasy. :D Czy to wszystko tylko z lektury, czy też znasz jakiegoś przedstawiciela tej rasy? Jedna poprawka: AT nie linieją w ogóle, to znaczy, nie zmieniają szaty sezonowo. Niepielęgnowany AT będzie tracił trochę szaty oceriając się o meble, itp., ale to nie jest żadne linienie i można tego uniknąć poprzez regulrne trymowanie.
  17. Gosiu, uff!!! Ale pytań!!! Zacznę od tego, że powinnaś koniecznie spotkać się z zachraniarką, która mieszka w Gdańsku i ma szczeniaczka AT, Jego Jaśniewysokość Lorda Ludwiga. Takie spotkanie powinno dać Ci praktyczne wyjaśnienia dotyczące zachowania szczeniąt! :D Ja miałam AT całe życie, w różnych ilościach, i na tej podstawie odpiszę Ci na pytania. [quote name='Gosia&Luka']Hej! :)1. wychowanie szczeniaka - czy erdelek dużo krwi Wam napsuł? Czy dużo broił/niszczył? Czy szybko nauczył się czystości?[/quote]Moje krwi nie napsuły w ogóle, bo ja KOCHAM szczeniaki. Czystości wszystkie uczyły się błyskawicznie - po skończeniu 3 miesięcy rozumiały, o co chodzi z siusianiem, a o kupach rozumiały jeszcze wcześniej. Co do niszczenia, to może by i niszczyły, ale ja im nigdy nie dawałam takiej możliwości, więc raczej nigdy nic nie pogryzły ani nie zniszczyły. Chociaż Misia miała okres ok. miesiąca (w wieku ok. 9 miesięcy), gdy jadła ściany - zostawiła kilka dziur. Ale po miesiącu jej przeszło. [quote]2. pielęgnacja. Przyznam bardzo szczerze, że pasjonatką pielęgnacji psiej sierści nie jestem. :wink:. Ale mój bolończyk skołtuniony nie chodzi - jak trzeba, to szczotkuję, kąpię, podcinam - wprawdzie marudzę przy tym strasznie, ale pielęgnuję. :wink: Czy ktoś taki poradzi sobie (psychicznie :wink: ) z pielęgnacją erdelka? Czy trymowanie jest bardzo męczące? [/quote]Trymowanie AT jest, moim zdaniem, bardzo męczące, bo to mozolna praca, a pies duży. Ale ciekawe jest to, że to wciąga. Tu, na forum jest kilka osób, które do trymowania odnosiły się nieufnie i z rezerwą, a teraz skubia z zapałem. Jak dużo to jest pracy bardzo zależy od tego, co chcesz osiągnąć. Przygotowanie psa na wystawę to naprawdę dużo pracy. Natomiast skubanie 4 razy do roku żeby wyglądał schludnie i nie obłaził nie jest specjalnie uciążliwe. [quote]3. szata erdelka. Czy rzeczywiście zostawiają mało sierści w domu? Czy do łapek erdela przyczepia się WSZYSTKO? (jak do łapek bolończyka?? :lol: ) Czy sierść erdelka ma intensywny "psi" zapach?[/quote]Szata AT to, moim zdaniem, jedna z jego największych zalet. W domu nie lezie, do łap przyczepiają się tylko uparte rzepy, a już na przykład błoto się wykrusza i po godzinie-dwóch łażenia po błocie pies jest znów "czysty"!!! :o (Ja zakładam twardą, wzorcową sierść. Zdarzają się osobniki z miękką sierścią, która nie ma tych "magicznych" właściwości). O strukturze włosa AT możnaby napisac osobne wypracowanie, ale to naprawdę super sprawa. Ta sata jest również odporna na pogodę - pies nie marznie i łatwo nie moknie. [quote]4. rozpieszczanie. Czy erdelka można trochę rozpieszczac? 8) :wink: Czy raczej jest to rasa, którą od małego należy "krótko" trzymać i być bezwzględnie konsekwentnym? Czy erdel ma skłonności do "ustawiania" członków rodziny? Czy lubi dominować w domu? [/quote]Wiesz, ja za rozpuszczaniem nie jestem, właściwie żadnego szczeniaka. AT to jednak teriery, typowo psy o mocnym, niezależnym charakterze i w dodatku duże. Jak rozpuścisz takiego szczeniaka to może z nim być trudno wytrzymać... Z drugiej strony, ułożony AT to sama radość i ja dorosłe, ułożone osobniki rozpuszczam niemal bez granic... :wink: Ale wtedy już je trudniej wypaczyć. (Chociaż dodam, że nie jest to niemożliwe. Kiedyś w dalekiej przeszłości, moi rodzice przejęli ode mnie dobrze ułożoną suczkę w wieku 6 lat. To, co oni z niej zrobili przechodzi ludzkie wyobrażenie. Ta suka rządziła domem. Typowy przykład jej zachowania: goście przychodzili do rodziców, kobieta zostawiała gdzieś torebkę, suka decydowała, że to jej i ma tego pilnować. Nie było nikogo (oprócz mnie, ale ja mieszkałam w innym mieście), kto potrafił jej coś takiego odebrać! :o Tak więc moim zdaniem, AT nie nadają się do rozpuszczania. [quote]5. "terrierowatość". Jak się ma airedale do innych terrierów? Chodzi mi o poziom aktywności, temperament, charakter - szczególnie w odniesieniu do foxterriera? Czy airedale to taki sam zakapior, czy może jest (oby! :lol: ) choć trochę spokojniejszy? Z terrierów właśnie z foxami miałam najwięcej do czynienia, więc jest to dla mnie najlepszy punkt odniesienia. :wink: [/quote]AT jest o WIELE spokojniejszy od foxa. Patrz punk 6. [quote]6. zależy mi na psie, który w każdej chwili będzie gotowy na spacer/rower/szkolenie, ale jednocześnie będzie umiał się w domu wyciszyć i zachowywać spokojnie. Żeby nie zdemolował mi domu, podczas gdy któregoś dnia z jakichś powodów nie będę w stanie wyjść z nim na długi spacer. Jak to jest w przypadku airedale'a? [/quote]Właśnie ta cecha tworzy dla mnie z AT idealnego przyjaciela: one potrafią biegać jak szatany na dworze, a jednocześnie być idealnie grzeczne w domu, gdzie głównie śpią. Między innymi dlatego, o wiele bardziej od mniejszych terierów nadają się do mieszkań. Jeden dzień bez spaceru nie będzie problemem, ale lepiej, żeby to się nie zdarzało regularnie - AT taką sytuację również wytrzyma, ale nie będzie szczęśliwy. Moim zdaniem, najlepiej AT zaproponować jakąś pracę - one KOCHAJĄ pracę. Jeśli skontaktujesz się z zachraniarką i poznasz Lorda Ludwiczka, to poznasz AT, który jest szkolony do pracy w ratownictwie. [quote]7. Czy u erdeli występuje duża różnica p-dzy psem, a suką? [/quote]Moim zdaniem - tak, i ja wolę suczki. Ale inni się z tym nie zgdzają :wink: . [quote]8. Proszę równocześnie o wady erdeli, bo ja na razie widzę same zalety. :wink: Ale to właśnie po wadach najlepiej poznaje się daną rasę, więc błagam o szczerość i o parę słów nt. "dlaczego masz NIE kupować erdela". :lol: :wink: :lol: [/quote]Już chyba o tym pisałam w innym topiku.... Moim zdaniem, AT nie nadaje się na pierwszego psa, bo nie jest łatwy do ułożenia - wymaga konsekwencji. Problem leży w tym, że są to psy bardzo bystre i natychmiast kumają, gdy Ty nie jesteś czegoś pewna. Nawet mały, jednorazowy błąd popełniony w wychowaniu AT może zająć miesiące, żeby go naprawić. Trzeba również zdawać sobie sprawę z tego, że AT to spory pies, a do tego żywy - więc np. jeśli ktoś ma delikatne meble, to taki pies się nie bardzo nadaje, bo skoczy w prawo, skoczy w lewo, i piękny stoliczek po prababci znajdzie się zdruzgotany na podłodze... To nie musi się zdarzać często, bo, jak pisałam, dorosłe AT bez prowokacji w domu są spokojne. Ale niech np. przyjdzie z wizytą jakiś kolega... :wink: Ja przed wizytą innych psów w moim mieszkaniu zwijam chodniczki, bo jak tego nie zrobię, to psy mi je zwijają, nie koniecznie tak, ja zrobiłabym to sama. :wink:
  18. [quote name='zadziorny']Co do sędziów na wystawach, to miałem szczęście spotkać kilkoro takich, którzy oprócz oceny mojego psa, potrafili również udzielić wielu cennych rad i wskazówek dotyczących jego przygotowania i wystawiania. [/quote]Ja spotykam niemal wyłącznie takich! :D I mnie również Pani Kozłowska się podobała bardzo. Surowa była - zjechała mnie, jak się prawie spóźniłam na porównanie :lol: - ale z opisu, który dostałam wynika, że zna się na AT.
  19. borsaf, prześliczny jest. Pasujecie do siebie - macie podobne wyrazy "pysków" :wink: :D .
  20. [quote name='borsaf']Ja zmienic umiem na wielkość 80 ale drugi wymiar to on sam mi daje, wiec może byc mniejszy, nie koniecznie 80x80. Te kilobajty to w moim programie nie wiem gdzie zmieniać. To jest InfranView. Narazie idę gotowac, przyjdę później.[/quote]Zmniejsz tak, żeby większy wymiar był maks 80 pikseli - to wystarczy. Kilobajty powinny same się odpowiednio zmniejszyć. A potem już tylko kwestia ustawienia tego jako awatarka - nigdzie nie musisz wklejać, wystarczy mieć na własnym kompie. Przyciskasz guziczek Profil na górze stronki. Na samym dole stronki, która Ci się ukazuje, jest Panel kontrolny emblematów. Tam jest miejsce "Wyślij emblemat z Twojego komputera", potem miejsce na wstawienie adresu, a potem guziczek, który u mnie nazywa się "Browse" (u Ciebie może być inaczej, bo ja mam anglojęzyczną wersję Windows). Klikasz ten właśnie guziczek i to daje Ci możliwość wybrania odpowiedniego obrazka z Twojego kompa. Potem przyciskasz Wyślij na spodzie strony. I to wszystko! :D
  21. [quote name='aga_ostaszewska']Powiem, że po pifku zakwasy zniknęły ja ręką odjął :D[/quote]A w każdym razie, nie odczuwałaś bólu żadnego, spowodowanego przez zakwasy [size=1]ani cokolwiek innego :wink: [/size] Dostałaś maila ode mnie?
  22. [quote name='borsaf']Kto mi pomoże wkleić taki fajny avatarek? Wszyscy tu mają swoje piechy tylko ja taka goła jestem bo nie umiem.[/quote]borsaf, może krok po kroku. :wink: Najpierw musisz mieć co użyć jako avatarek, czyli na dogomanii, obrazek o maksymalnej wielkości 80 na 80 pikseli. W dziale Galeria jest (chyba przyklejony, czyli na górze) topik pt. Obróbka zdjęć, czy jakoś tak. To w teh chwili ponad 400 stron i nie proponuję, żebyś je wszystkie czytała, ale zauważyłam, że czasami ludziki tam proszą o pomoc w obróbce i jedni często robią dla drugich fajniaste avatarki. Może tam Ci ktoś z tym pierwszym krokiem pomoże?
  23. [quote name='czapla']Na wystawe nie jestesmy zgloszni, ale jak bedzie mi sie chcialo, to zajrze.[/quote]czapluniu najmilsza, a co moge zrobić, żeby Ci się chciało? :wink:
  24. Jeżeli wydzielina w tym 19 dniu jest, jak pisałaś, brązowa, to ja bym poszła szybciutko do weta. Normalna cieczka nie daje wydzieliny, którą ja określiłabym jako brązowa - no, chyba że to kwestia nazewnictwa kolorów... Ta cieczka dwa miesiące po sześcitygodniowej też by mnie niepokoiła i na pewno skontrolowałabym u weta. W obydwu przypadkach obawiałabym się ropomacicza, które może się ciągnąć nawet całkiem bezobjawowo przez bardzo długo.
  25. A mnie życie miłe, więc nie wstawię dla porównania zadu Mokki. :wink: Jonquil, bardzo się cieszę, że suni kalafiorek smakuje. Misi też smakował. A po kilku dniach cała zajeżdżała kalafiorem. :lol: Ja miałam ten luksus, że część tej kuracji wysuszającej przeprowadzałam na wywczasach z psem, w tym gospodarstwie agroturystycznym z basenikiem. Co tam psy wyprawiały łatwo było zauważyć na wstawionych prze Mokkę zdjęciach :lol: . One ledwo zipały! Więc dawka ruchu na pewno była niezła i z minimalnym wisiłkiem z mojej strony. :D
×
×
  • Create New...