Dżina nauczyła mnie, ze nigdy nie należy się poddawać, gdy przyjechała do mnie powiedziałam do Asi one w schronie walczą o przeżycie, daje im to siłę kochane w domu odchodzą za szybko jak prorocze okazały się te słowa. Jest mi źle bez niej, smutno i plączę, nigdy nie pokazywałam łez przy moich podopiecznych. Wtedy gdy było bardzo źle ryczałam wetowi nie przy Dżinie jednak chyba słyszała, nie chciała widocznie słyszeć mojego płaczu i rozpaczy nie chciała mnie narażać na to abym widziała jak odchodzi. Nigdy nie chciała nam przeszkadzać zawsze była grzeczna, dzielnie znosiła badania zastrzyki leki. Jej bursztynowe oczka mówiły dam radę nie histeryzuj, gdy z trudem się podnosiła, potem na kilka dni przed jej odejściem gdy weszłam do kuchni sama wstała popatrzyła na mnie jakby chciała powiedzieć choć na spacer patrz wstałam bez twojej pomocy. Nie okazywała bólu, bardzo chciała być w domu. Zostawiła mnie jednak nauczyła pokory, jest moim aniołem, który otworzył w moim sercu drzwi do pokoju bez strachu, nauczyła mnie, że nawet krotką chwile warto być z psem, że nie należy bać się jego odejścia. Tego się bałam przed tym się broniłam, mój wet od dawna przygotowuje mnie na odejście mojego Nera, mam go od szczeniaka od 3 tygodnia jego życia, boje się że mnie zostawi, każde jego złe samopoczucie napawa mnie nie opisanym lękiem. Dżina nauczyła mnie, że nie należy się bać, trzeba cieszyć się każdym dniem, każdą minuta razem spędzoną bo jest bezcenna. Dziękuję Ci moja księżniczko, czekaj na mnie.
Dżina odeszła we śnie, została pochowana u nas w sadzie, dół kopał mój Tato, który zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia, czesał gdy miała dredy, razem szli na spacer, on złożył jej ciało do grobu zawinięte w kocyki nie pozwoliłam aby leżała bez nich, dostała też zieloną pluszową kaczuszkę, która towarzyszyła jej podczas choroby. Nie jestem w stanie o niej nie myśleć, bo przyjechała tu abym mogła zrozumieć czym jest godna śmierć psa, abym przestała się bać.