delfi Posted November 14, 2008 Posted November 14, 2008 Jak już przyszła pora, to nawet nie przypuszczałem, że to będzie takie trudne. I taki wielki smutek! :-( Ale Delfi był niezwykłym psem, nigdy specjalnie nie sprawiał kłopotów i w tej ciężkiej sytuacji nie zostawił wyboru, nie było miejsca na jakieś wahania... Minęło kilka dni i dopiero teraz mogę o tym napisać. Delfi miał 9,5 roku i był wesołym, dwu-kolorowym biglem, zawsze skorym do zabawy, gonitwy, albo tropienia, zawsze pilnujący rodzinnego "stada". Był oczywiście - jak każdy beagle - uparty, samodzielny, inteligentny, potrafił się na chwilę obrazić, ale szybko mu przechodziło. Przez te całe ponad 9 lat zdarzyło mu się w młodości "naruszyć" tylko trzy rzeczy: pogryzł frędzle od dywanu w pokoju dziecka, prawie zjadł dziecku zeszyt od polskiego (ale wtedy coś mu dolegało) oraz wyciamkał kapeć swojej pani. A potem już żadnych zniszczeń! Noo, miał oczywiście swoje "odpały" i fobie: lęk wysokości (bał się chodzić po mostach, niepełnych schodach itp.), bał się balonów przelatujących po niebie, no i wręcz histerycznie nie dawał nic sobie zrobić. Żadnego czyszczenia zębów, czy podawania lekarstw, wyciąganie kleszcza, to była trudna operacja, a to co się działo w lecznicy podczas szczepień, to lepiej nie wspominać. Określaliśmy to, jako "chorobę zielonego fartucha". :shake: Na szczęście poza drobnymi niestrawnościami specjalnie nie chorował, więc tylko szczepienia, chipowanie, no i ostatnie zdarzenia powodowały konieczność wizyt w lecznicy. Odszedł na nowotwór płuc, który musiał trwać (właściwie bezobjawowo) już od wielu miesięcy, jeśli nie lat! Diagnoza była raczej przypadkowa. Po wakacjach miał drobny incydent, który nas zaniepokoił: szedł sobie i nagle zaczął powłóczyć tylnymi łapami. Przeszło to po kilkunastu sekundach, ale zaczęliśmy szukać przyczyn. Oczywiście - należało wykluczyć te najbardziej oczywiste, czyli niedobory jakichś minerałów lub witamin albo zmiany zwyrodnieniowe stawów. Dodatkowo od kilku miesięcy zaczęła mu rosnąć na brzuchu jakaś narośl, no i nadeszła pora, żeby zająć się jego zębami. Badania krwi nic specjalnie nie wykazały, w każdym razie nie było przeciwwskazań do zabiegów pod narkozą. Postanowiliśmy więc usunąć ruszające się zęby i wyczyścić pozostałe, zrobić zdjęcia kręgosłupa (w kierunku diagnozy ewentualnych zmian zwyrodnieniowych) oraz usunąć i sprawdzić tę niepokojącą narośl. Kolejny incydent z chwilowym bezwładem tylnych łap przyspieszył decyzję, żeby to przeprowadzić i znaleźć przyczynę. Przez chwilę myśleliśmy, że to może taki rodzaj padaczki, ale nie było żadnych innych objawów w tym kierunku. Serce mi się krajało, bo widać było, że przy kolejnym takim incydencie Delfi się sam bardzo zaniepokoił - przestraszony pakował mi się na ręce i drżał za strachu (tak, jak przed wejściem do lecznicy). :shake: W lecznicy zrobili wszystko, co potrzeba, narośl okazała się zwykłym tłuszczakiem, ale na zdjęciu rtg kręgosłupa widać było także płuca z bardzo zaawansowanym nowotworem. Wet nie krył, że sam był dość zszokowany tym odkryciem, zwłaszcza, że wyglądało, że Delfi w miarę normalnie funkcjonuje. Nie bardzo chcieliśmy w to uwierzyć, więc zasięgnęliśmy opinii u innego, poleconego, doświadczonego weta i ten nie miał żadnych wątpliwości. Stwierdził, że takich obrazów nowotworu płuc się raczej nie widuje, bo wcześniej są poważne objawy. Delfi musiał być bardzo silnym psem. Był dobrze odżywiany i miał dużo ruchu, ale beagle, to musi być jednak rasa silnych psów. Inna sprawa, że na zdjęciu wyglądało, że nowotwór bardziej zaatakował jedno płuco, a drugie mniej i chyba dzięki temu długo nie było wyraźnych objawów. W ciągu ostatnich kilku lat zdarzało mu się czasem pokasływać, ale wyglądało to na przejściowe przeziębienie, a nie jakąś stałą dolegliwość. Przyczyna musiała być chyba genetyczna, bo w naszym domu się nie paliło tytoniu... W ostatnich miesiącach nie miał już takiego "poweru", jak kiedyś, no ale przecież 9-letni pies, to nie młodzieniec... Po wakacjach coraz więcej przesypiał z ciężkim oddechem, coraz trudniej mu się chodziło po schodach, a po zabiegach widać było, że jest coraz słabszy. Jeszcze na spacer mobilizował siły, ale w domu już rzadko ruszał się w posłania... starał się być bardzo dzielny, ale widać było, że powoli odpływa... W końcu pożegnaliśmy Delfiego, który odszedł w swoje ulubione miejsca, do zabaw ze swoimi pobratymcami. Mam nadzieję, że radość i wesołość, które dzięki niemu nam towarzyszyły zostaną razem z nim w naszych sercach. Delfi - dziękujemy, że byłeś z nami, a teraz hasaj po łąkach, pląsaj z innymi psiakami za TM. Quote
jola od jadzi Posted November 14, 2008 Posted November 14, 2008 Delfi, pięknie pożegnałeś swojego psa... Quote
delfi Posted November 15, 2008 Author Posted November 15, 2008 Dzięki! Tak, szybko odchodzą... niby powinniśmy wiedzieć, że kiedyś odejdą, ale... Nie wiem, czy się zdecydujemy na kolejnego psa :niewiem: Quote
Nikki Posted November 16, 2008 Posted November 16, 2008 Wiem jak to jest stracić najlepszego przyjaciela :-( Niedawno odszedł od nas owczarek. Bardzo to cała rodzina przeżyła, ale trzeba żyć dalej. Oczywiście pustka pozostanie i żaden pies jej nie wypełni, bo żaden nie będzie taki sam jak poprzedni, ale zakochamy się na nowo. A po śmierci spotkamy wszystkie nasze pieski, za Tęczowym Mostem. Trzeba w to wierzyć. Piesku [*] [*] [*] :-( Quote
Sybel Posted November 19, 2008 Posted November 19, 2008 Biedny maluch... Niby tylko 10 lat, ale tak naprawdę aż dziesięć wspaniałych lat, pełnych miłosci i ciepła. O tym trzeba pamiętać. Może kiedyś zdecydujecie się przygarnąć kolejne światełko do domu? Wierzcie mi, to koi rany jak balsam, nie wymazuje z pamieci, ale psie psoty w domu nawet w najgorszej sytuacji wywołują uśmiech. Taka terapia... Dla wszystkich :) Quote
jola od jadzi Posted November 19, 2008 Posted November 19, 2008 To prawda...U mnie po śmierci Szkielecia zostały jeszcze cztery ogonki i dzięki nim łatwiej jest przejść to wszystko...Pomimo bólu... Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.