Jump to content
Dogomania

Majkowska

Members
  • Posts

    4292
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

Everything posted by Majkowska

  1. A czemu to do Krk się nie wpadło? Co do przepisów o zakazie to nie są takie znów kretyńskie, bo ludzie wchodzą do parków narodowych wybiegać pieski... Jak sie będzie tak działo że piesek idący bez smyczy przy nodze,nigdy nie odchodzący od pana, pod kontrolą itd będzie wbiegał w las i atakował zwierzyne to niedługo nie będzie można wejść nigdzie. Tragedia, coraz więcej szlaków zamykają z tego powodu, dla mnie to zwyczajna wina psiarzy tak jak np to że coraz mniej przyjaźnie patrzą na psy w miastach - a czyja wina jak się nie sprząta po nich i wpuszcza do wybiegania na plac zabaw, prowadza bez kagańca itd? Psiarze sobie szkodzą sami i potem sami cierpią... Co do koni to chyba nic nie daje wybór ładnych. One też się spracują, bo ludzie je będą wybierać. Z tym grzybem jakieś brednie gadasz, Led wygląda świetnie! A jaka grubiiutka się zrobiła :D Ojesus ja też bez przerwy mam takie uciążliwe gadki. Czemu pies, a nie dziecko, czemu jak ich biorę we dwójkę to idę tam gdzie pies ma korzystniej a nie dziecko itd. Już się nie tnę, nie daję się ranić ani nie wchodzę w głupie dyskusje. Odpowiadam prosto i skutecznie- pies jest moją pasją, kształtuje moją odpowiedzialność, jest moją wizytówką, zobowiązaniem, rozrywką i członkiem życia, rodziny. Jeśli komuś nie pasuje to niech się zajmie swoimi rozrywkami, niech siedzi tępo przed tv lub robi co tam sobie chce, a nie wwala się innym w życie, bo jakbym chciała miec inną pasję to bym piła, ćpała czy co innego robiła, ale ja się lubię zajmować psami, amen. Szczególnie w tym temacie lubiłam jechac po teściowej jak podnosiła żale pt " ja nie wiem jak można spacerować 2 h z psem"... Jakies porównania do psiarni ( a ja mam k...jednego psa, jaka to psiarnia?!) , do fanatyczek co ciągają za sobą stada psów i kotów i nazywają je swoimi dziećmi czy tam mężami, żonami ,jakieś gadki że zginę przez psy, że mnie zjedzą, zupełnie jakbym miała ich ze 300 i głodziła... boże... czy świat nie widzi jacy przy psach są ludzie? Ile mamy gorszych cech niż te parszywe psy? Kiedyś pokłóciłam się z ciotką, bo zrobiła mi reprymendę jak mogę śmieć mówić że kocham Amorka, nie odezwałam się do niej przez jakieś 13 lat.... Komentarze o karmę, czemu taka a nie inna, oj to mnie wpienia, zawsze pytam czy komu może to ukradłam że tak źle mu? bo jakoś raczej na to zasuwam po 11h w pracy żeby kupić to co chcę,czyli dobrą karmę mojemu psu ( a defacto też nie jest jakaś hiper, średnia półka). Ogólnie pieniądze są moją drażliwą stroną, i nie cierpię kiedy ktoś mi skrzeczy po co psu obroża, legowisko czy kontrola u weta... Że zdjęć za dużo,po co mi tyle zdjęć, po co to gdzieś umieszczam, po co dogomania i pisanie pierdół itd... Zawsze ludzie są zainteresowani nie tym co potrzeba... Niech Cię to nie boli, nie przejmuj się, jakbyś składała samolociki z drewna to też by było źle...
  2. Hehe wiem, widziałam gdzieś na zdjęciach tą pościel, jak ją zobaczyłam to od razu pomyślałam o Tobie. Tylko chyba Ty masz fioletową, nie?
  3. o, znam kilka suk ,które rzucają się i mordują na miejscu o byle co. Ale ataki to raczej domena samców, szczególnie dorastających gnojków. Dawniej jak nie znałam tego od strony jajek i nakręcenia hormonalnego to wydawało mi się że psa się da opanować w tych zapędach, ale im więcej obserwuję wszystko to odnoszę wrażenie że to nieco siła wyższa ;) Powiem szczerze że jak Waldkowi się samczość pierwszy raz odezwała to byłam przerażona - napalony na suki, bez kontaktu ze światem, ze skrajności w skrajność. Potem też zaczął się stawiać do psów i to była dla mnie klęska całkowita. Ale nauczyliśmy się żyć z tym i mam nadzieję że jakoś będzie, Wald umie odejść od psa lub go złagodzić, więc nie kończy się niczym złym. Z tym że Wald jest ciotą i na dobrą sprawę jakby jakaś była zadyma to ryknie i szybko się wycofa, tak myslę że z Amorkiem by to nie przeszło, mogłoby być krwawo. Choć wiem jak to pierwsze przerażenie na widok takiego czegoś wygląda - kiedyś na wsi doczepił nam się kundelek, podszedł za blisko wózka i jeszcze skoczył z zębami nam na Waldka. Do tej pory Wald dawał ścierać sobą glebę we wszystkich przypadkach i nigdy nie pokazał zębów, wtedy pierwszy raz huknął i szarpnął na smyczy to też zdębiałam bo nie wiedziałam że takiego agresora mam.
  4. wg mnie Walduch jest bardziej do ojca. Jako jedyny poszedł w węgierską stronę, reszta jest właśnie bardziej podobna do Korki. Zresztą, porównajcie sami . Ojciec, skądś z neta pobrany i Walduch natomiast Kora jak widać jest ciut inna. Może na pierwszy rzut oka nie widac jakich zbytnich różnic, ale ja tam widzę jego większe podobieństwo do ojca ;) A dziś Walduch jest bardzo ciężko chory.... To znaczy, hmm, inaczej, ja jestem na L4, a on tylko mi pomaga, ale z wielkim zaangażowaniem zakopuje się pod kołderkę i czeka na dobre czasy aż znów będę zdrowa i będziemy szaleć w polu ;) Zawsze to Inusia była mistrzem wspólnego chorowania, bo potrafiła i tydzień leżeć towarzysząco non stop w łóżku i spać 24/24 kiedy ja byłam chora, a teraz chyba zostaje zdetronizowana...
  5. Dodaję nowe, a właściwie stare foty, które nagle się pojawiły mi na telefonie mimo że wcześniej zniknęły bez śladu i podejrzewałam że skasowałam (dziś dla przykładu jakoś dziwnie kliknęłam przywrócenie ustawień fabrycznych i zresetowałam sobie telefon, wykasowałam wszystkie kontakty... jak widać to nie moja epoka :D) Mój tż w roli pana do wyprowadzania piesków. MNie się podoba ;) Korunia Jaka matka taki syn ;) Mój mały wredny kot, na dowód że żyje i nawet nie bał się i wylazł (odnoszę takie przykre wrażenie że ona nie boi się psa tylko reszty mojej rodzinki - czyli tż i Kinci ) i lekki kokon , czyli pies dworcowy pozbawiony klatki, wciśnięty w kącik i przykryty firanką, tylko sianka mu brakuje albo kartonu...
  6. Święta racja, choć i tak nie uzewnętrzniam się jak wiele osób - np zdjęcie pt "a to jest moja kuzynka", zawsze zastanawiam się czy ta kuzynka wie że pół dogo ją ogląda. Zawsze mojego tż zamalowywuję, a mnie chyba mało kto widział. Dopóki Kinia była malutka to foty wstawiało się w ramach "chwalenia się", a teraz ju też powoli z tego schodzę, szczególnie że zauwazyłam że np na fb mi udostępniają zdjęcia dziecka z psem i to w przeróżnych krajach i nie odpowiada mi to. Zewnęterzne dyski też upadają, jednak co jak co ale nie ma to jak papier...
  7. Na fb kolejna informacja o otruciu z artykułu gazety krakowskiej - zmarł york w okolicach Grzegórzki...
  8. Ja tam w internetach tez staram się być półanonimowa i od kilku lat zasada jest taka że kto mnie nie spotka na żywo ten nie wie nawet jak mam na imię , ale czasem się nie da. Natomiast internety mają jedną cholerną wadę - robisz album przez całe życie psiaka i wydaje nam się że masz pod ręka 2 miliony zdjęć, cyk, pójdzie serwer i wszystko przepada. Ja teraz np chciałam sobie zrobić ramę w duzym formacie ze zdjęciem Amka i okazuje się że wszystkie jego zdjęcia diabli wzięli a ja mam tylko kilka sztuk :(
  9. Heheh oj był, szczególnie na początku, kiedy nie wiedziałam jeszcze że można postawić się własnemu psu i dyrygować nim a nie na odwrót. To była szkoła. A miało być lekko , bo kundelek przecież jest uniwersalny, a adoptowany kocha 2 razy bardziej ;) Ja też już mialam kasować galerię po tych wszystkich zmianach i jej upadku, ale jak przeczytałam ja od początku to stwierdziłam że będę pitolić dalej, bo potem się to dobrze czyta. I pitolę o wszystkim, a to co kto myśli na ten temat to średnia kwestia dla mnie, bo nie piszę tego dla nikogo jak tylko dla siebie ;) Wiem że wiele galeryjek jest oparte na idealności, tymczasem to są zwykłe psy które się zachowują jak psy i tyle, bez względu na to czy ktoś ma do tego dystans czy też nie ;) A bloga własnie przez te nasze dyskusje znalazłam i stwierdzam radosnie że posiadam amorowe zapiski od 2008 roku :D
  10. Powiem szczerze, że czasem żaluję że nie prowadziłam wtedy wątku jak zył Amor. Byłyby teraz wspomnienia. Od początku jego życia prowadziłam mu profil na jednym z portali i bloga, ale wszystko diabli wzięli. Szkoda , poczytałabym. Choć z Amorem zawsze wszystko wyglądało jak cudowna bajka, nie bylo ani slowa o tym jaki potrafił być, gdybym pisała o nim tak jak o Waldku (bez ukrywania wad i tego co zawalił) to mogliby mnie zamknąć, że zagrażam otoczeniu mając taką bestię ;)
  11. Majkowska

    Negra vel Kekła

    No już oczka dizelkowe zupełnie inne :) A te czerwone opadające powieki tak zostaną? Chodzi o to czy mu tam nie będzie wpadał kurz i brud, żeby nie było potem zapaleń. I generalnie co wet mówił o ciągnięciu opon po operacji, nic mu się tam nie rozejdzie? Choć domyslam się że na tych cieniutkich szeleczkach nie ciągacie raczej opon,zresztą widać po psie co on o tym mysli :D A Negra bezdyskusyjnie piękna! Uwielbiam ją.
  12. Sama się teraz zastanawiam co ja bym z tym jamnikiem (i to jeszcze tym karlowatym!!!) robiła. Am jaki był taki był, ale włóczył się ze mną równo, w pola chodził, na całodniowe wycieczki... Cóż, wpisywalismy wtedy pieska głownie w nasze warunki mieszkaniowe, wierząc że duże pieski się do mieszkania nie nadają , małego łatwiej utrzymać itd. Nikt nie sądził że wyrosnę na wariatkę która raz lub 2 w tygodniu będzie podmieniać szpilki na gumiaki żeby polazić po zaoranych polach obsypanych gnojem :D Ja w przypadku miotu Amorka słyszalam że ojcem jest ...amstaff, poznałam go zresztą i nawiązałam kontakt z ludźmi którzy stwierdzili że on jest jednak jego...bratem. Po wsi biegała jeszcze dwójka jego rodzeństwa - nijaka suka, bardzo agresywna, gryząca nawet w kagańcu i garbaty samiec wyglądający jak hiena. Kiedyś na górskim szlaku spotkałam bardzo podobnego psa do Amka, tylko masywniejszego i też okazało się że to jeden z jego braci :) Facet też mówił że się suka podstawiła podhalanowi z sąsiedztwa, ale ani w asta ani w to nie wierzę. Wcześniej jeszcze miałam mieć cockera, facet znalazł i trzymał przywiązanego do kaloryfera, chciał mi go oddać ale cuchniał zgniłymi bananami i moja mama go nie chciała, więc go oddał gdzieś do rodziny z dzieckiem czym skrzywdzili mnie okrutnie. Potem był w planach shihtzu, kilka kundelków i na ostatku nawet i miała być dobermanka którą miałam na tymczasie i obiecywałam sobie zostawić jak nie znajdzie domu, a potem...poznałam pointery ;)
  13. Nagram to kiedyś, choć nie wiem czy mi się uda, bo zawsze stoję pomiędzy nimi żeby w razie wu któreś złapać. Wald niestety jest porywczy i porywa młodą w dosłownym słowa tego znaczeniu - bo co może się stać kiedy ona łapie go za obrożę i zachęca go do biegania...? Ostatnio, jak byliśmy na spacerku to próbowała ode mnie przejąć wszystkie 3 pointery (smyczki). Ciekawe co by z tego wyszło, mogło by być jak w tym słynnym filmiku o babci z dogiem :D A co do pytań o Waldkowie zdrowie - dziś dojechały do mnie książeczki,jak tylko nie rozłożę się na amen to postaram się umówić w tym tygodniu z wetką. Mam nadzieję że nic poważniejszego nam nie wyjdzie. Zastanawiam się też czy nie poinformować o wszystkim cioci - dziś zadzwoniła że Frank jest bardzo chudy, od razu pomyślałam że może jeden od drugiego coś załapał, tylko który od którego (no i z tego com wyczytała psy idąc obok siebie nie są w stanie się zarazić, tylko przez połknięcie larw)... Fakt faktem odkąd się przeprowadzili to zauważyłam że chudnie i ostatnio już miał żebra na wierzchu, ale na moje oko on spala to ze stresu, popędu i większej ilości ruchu, a karmę je słabą. Zresztą już nie wypowiadałam się bo od razu usłyszałam ripostę że niby mój nie ma żeber na wierzchu :D Stwierdziłam więc że im się tam nie będę wtryniać, szczególnie że poczułam się nieco urażona tym, że mnie psa nie dadzą na spacer bo się przeziębi, ale za to sąsiadka z nim lata nawet i 2 h po osiedlu czasem pod wpływem i dobrze jest... Jestem głupia, bo napalam się czasem na pomoc wszystkim, naszykowałam dla Franka zestawy spokojnych ćwiczeń, obmysliłam plan szkolenia itd, a tu klops. No i wyszła jeszcze jedna nieprzyjemna sprawa, bo już umawiałam się z ciotką na kastrację chłopaków, aż tu nagle okazało się że Frank randkuje z sukami i kryje....
  14. Niesamowite są takie powroty do przeszlości, przypomnialaś mi zupełnie jak ja brałam psa. Też miałam zarezerwowanego w hodowli psiaka - uwaga, uwaga : jamnika króliczego, sukę. I też pojechałam na wieś i spontanicznie wzięłam kundla( Szczerze mówiąc jak zobaczyłam matkę mojego przyszłego interchampiona to podziękowałam losowi za kundla), tez odwiedzałam jego rodzinkę i śledziłam losy. Matka Amora też żyła bardzo długo, zawsze zastanawiało mnie jak ona urodziła tak rózne psy - sama była ala szpic miniaturowy, a jej największy synek był ciut dogowaty... I też pamiętam naszą pierwszą chwilę - Am wyleciał na mnie z tamtego domu i chcial zaatakować, był agresywny do nas, a mimo to musieliśmy wziąc sznurek na którym nam go dano i zabrać do domu, wtedy mi się nie podobał i prawdę mówiąc chciałam się wycofać. A jeszcze w domu okazało się że sika na kucaka - byłam pewna że nas wrobili i dali nam sukę... Ahh wspomnienia! Sory rozpisałam się :D
  15. Witamy. U nas kicha. Nie wiem czemu ale lubi to tak być : najpierw cud miód a za chwilę wali się wszystko. Miałam kilka dni wolnego - tzn niedzielę i poniedziałek,czyli wolnego w cholerę ;) Miały być pola, spacery, psie spotkania, a jest kicha. Krótko mówiąc pochorowałam się. Gardło mnie boli nieznośnie, kicham , kaszlę duszę się i siedzę w domu. Niedzielę spędziłam na tzw dyżurze - goniąc to tu to tam i robiąc za petsittera. Hodowczyni zostawiła mi pieski, a rodzice koty więc tu ogarnąc kuwety, tu wyprowadzić, wypuścić itd. We wszystkim towarzyszyło mi moje niewyżyte zwierzę,i tak obserwując stwierdzam że suki są znacznie wygodniejsze - 3 suki na smyczy a 2 i jeden pies to już wielka różnica. Dobrze że ręce są 2. Jeszcze... Po tej wizycie mam kolejne dziwne spostrzeżenie odnośnie Waldka : U hodowczyni w domu mieszka na parterze shihtka, już kiedyś gdzieś o niej wspominałam. Amor jej nie znosił, kilka razy przedostała się do niego pod płotem (hodowczyni ma oddzielny ogródek dla swoich psów) i Am dośc ostro ją poszarpał, musiałam ratować bo by ją zabił. Właściwie suki nie lubi żaden pies,pointery za nią nie przepadają , nawet szczenięta ją atakują z agresją. I co najdziwniejsze nie lubi jej też Wald. Pierwszy raz spotkałam się żeby on nie przepadal za suką, bo to zawodowy zboczur przecież jest i wie jak z sukami się obchodzić... Kiedyś nawet podbiegła do niego jak miała cieczkę, wręcz tyłem już odchylając ogon, myslałam że to coś zmieni ale nie, rzucił się na nią z ujadaniem. W niedzielę na jej widok dostał szału. Drugi raz w życiu zawahałam się czy aby na pewno jestem w stanie go utrzymać i nad nim zapanować... Wpadł w furię. Z pianą na pysku skakał do balkonu na którym ona stała. Próbowałam go opanować wszelkimi sposobami, ale to jakiś totalny amok. Tylko ona, dopaść ją i zabić. Ciągle mnie to zastanawia, co z suką jest nie tak, że wszystkie psy tak na nią reagują. Przecież są psy chore, inaczej pachnące i owszem spotykają się z jakąś inną reakcją ale nie aż tak żeby na kilometr wybuchała nienawiść i szczera chęć mordu? Ale jaja... Tyle właściwie spostrzeżeń z życia spacerowego, gdzieś tam byliśmy, całymi dniami włoczyliśmy się jak tabun cygański z dziećmi i psami , foty jakieś były ale zniknęły itd. Natomiast w życiu domowym też kichowato. Wald się opanował, wycisza się fajnie, w przeciwieństwie do naszej onkowej sąsiadki która ujada jak oszalała (i poduważyłam że reaguje na odgłosy z naszego mieszkania, jak się ruszam, robię coś itd.Szczególnej piany dostaje jak słyszy jak...smarkam :D Dla mnie trochę niedopuszczalne żeby pies szczekał przez pół dnia ale dopóki nie budzi mi dziecka jestem neutralna wobec jej serenad), ale na szczęscie Wald nie reaguje na to. Ostatnio nawet jakiś dziadek wlazł do tego nieszczęsnego naszego podbalkonowego ogródka i ...przyglądał się psu zza okna i też był spokój. Chyba nauczyłam się nim sterować i blokować jego wkrętkę nim to wszystko się zacznie. Zrobił się też milszy do ludzi, faza obszczekiwań itd chyba przeszła, bo daje się bardzo fajnie głaskać aż czasem mnie zaskakuje. Z pożeraniem rzeczy też spokój, wprawdzie kilka dni temu wchlonął u rodziców 2 rolki po papierze toaletowym ale nie licze tego,uznajmy że to z głodu ;) Po osiedlu ostatnio dośc dużo biega luzem. Kupiłam nowy kagan skórzany, tym razem jasny brąz, zrobiłam "przyjacielstwo z kagańcowaniem" od nowa i lata sobie nawet bezkolizyjnie i całkiem posłusznie. Jedyny mój sposób żeby teraz opanować to wszystko poza wyjściami w pola a żeby pies nie wchłonął czegoś i nie skończył obok Amorka... Niestety z Kinią zrealizować wybieganie psa jest bardzo ciężko, ona to istna torpeda i z nią zaczynam być lekko uziemiona,a czasem to nawet odnoszę wrażenie że trochę za szybko się rozwija i za dużo wie :D. Choć potrafi z Waldem bardzo ładnie się bawić i z ogromnym zapałem chowa mu smaczki czy rzuca zabawkę to jednak muszę ich w dużej mierze nadzorować, bo to chyba najgorsza faza złotych pomysłów. Młoda lubi mu podać linę i wrzeszczeć " ciąg! ciągnij!", na co Walduch reaguje euforią i chętnie w to wchodzi, z tym że wystarczy żeby raz szarpnął a ona już lata niczym szmaciana lalka. Za często też mu się wpycha na jego koc i usiłuje mu pokazywać książki itd, Wald już się tym nie stresuje, ale mimo wszystko muszę interweniować o jego święty spokój. Nie mówiąc już o ciągłych awanturach o balony, które dmuchamy Kini i Wald je przejmuje, a ona stoi nad nim i wrzeszczy bo chce je odzyskać nim ten je pęknie :D
  16. Czy tylko ja nie widzę tam psa czy go faktycznie tam nie ma?
  17. Mnóstwo psów wychodząc ze schroniska zmienia się i to chyba fakt nie do obalenia. Ile jest aniołków którym po trafieniu do domu rosną rogi. Aleee, przecież to ludzie nadal są za nie odpowiedzialni. Czasem czytam wymagania, że ktoś chce adoptować już "gotowego" "zrobionego " psa i bierze go po szkoleniu itd, a potem jest zaskoczony że nic nie robiąc ( a czasem wręcz go psując bo wiele osób ma nadal to głupie przekonanie że pieskowi trzeba wynagrodzić schronisko bezstresowym życiem) pies się zmienił i nie jest taki jak w opisie. Jak ktoś adoptuje psa i włoży w niego serce , czas, pracę, da mu to czego ten pies potrzebuje i oceni prawidłowo jego charakter to nie wierzę żeby pies się nie spisał. Tylko wiadomo , zawsze jest łatwiej powiedzieć że dom tymczasowy zawalił, choć wszyscy zdają sobie sprawę że dt to nie idealistyczne wyszkolone pod wszystkimi względami osoby tylko zwykli ludzie, którzy często decydują się przechować psa z odruchu serca i nie zawsze potrafią z tymi psami postępować albo robią to na czuja.A choćby nawet dobrze robiły to i tak im się oberwie. A to że się go w nowym domu prowadziło zupełnie odwrotnie niż powinno się, nie istotne.
  18. Jeden z wielu powodów dla których mój tata nie trawi go na działce... a to przecież normalny pies...
  19. telefonowe starsze warchlina przyłapany pod kaloryferem z "poduszką" z piłki Kiniaczka polne i pointer świetlisty dziś
  20. Oj pojechałabym, jak bardzo bym pojechała... Niestety. Rzeczywistość jest inna, szara i beznadziejna. żadnych pól czy wsi,wolności i beztroski. Mamy piękne wyogradzane trawniki, bloki i ulice gdzie psa za żadne skarby puścić nie można, bo albo wpadnie pod auto, albo zeżre trutkę lub ostatecznie stoczy śmiertelny bój z westem yorkiem lub jakimś innym małym pieskiem który ma pełne prawo chodzić i atakować bo jest malutki niuniuniu. Z tym ostatnim miałam przyjemność chociażby wczoraj. Ostatkiem sił po pracy wzięłam psa, wlazłam w boczną uliczkę i ćwiczę żeby mu jakoś ten kijowy tydzień wynagrodzić. Idzie starszy pan ze sznaucerem miniaturą bez smyczy. Już nam całkiem fajnie szło, ale sznaucer rzucił się z ujadaniem. Wald wykonał dziki sus w stronę pobocza i ominął go, ale się rozwalił całkiem. Wróciliśmy do ćwiczeń, już go miałam puścić żeby poszalał za patyczkiem, a tu gość znowu idzie wprost na nas i widzę jak pies robi już przyczajkę i się uśmiecha... Tym razem piesek skoczył na Waldka z zębami. Od jakiegoś czasu tępię to dziadostwo i oznajmiam wszystkim właścicielom że mam zero panowania nad psem i mi się wyszarpie, rzuci, nie utrzymam go i koniec amen salve regina. Z westem sobie poradziłam poniekąd, bo już bardzo ładnie nasze mijanki wyglądają, natomiast ten mnie zbulwersował całkiem. A ja zbulwersowałam gościa, widziałam jego minę jak popuściłam smycz i pozwoliłam Waldkowi się odgryźć (a tego jakoś nie zrobił jak mógł), wnet by mnie zabił. Ja wiem że to malutkie zadziorstwo jest, ale to chyba faktycznie trzeba tępić bo uciążliwe jest jak cholera. Ostatnio mnie jedna pani "wyprosiła" z psiego spotkania (de facto było tak że ja się spotkałam ze znajomą suką i psy podochodziły do nas i się bawiły) bo, jej piesek strasznie atakował mojego no i agrument padł : jej jest malutki i boi się, a kiedyś go zaatakował większy pies i ma urazik i ja bym poszła do domu to jej się pobawi. Strasznie mnie to frustruje, cholernie, chciałabym dla Walda jak najlepiej, żeby w tym sprężonym czasie zrobić jak najwięcej, a tu takie jaja. Zostaje nam tylko pole. Dziś Wald wyszalał się. Nie miałam w planach, łeb mnie rozbolał, jakieś zawroty mi się zrobiły, łóżko mnie strasznie przyciągało, więc... zebrałam się i w pole. Ale stwierdziłam że pies pobiega a ja się może prześpię oparta o drzewo ;) Nie było tak do końca, ale dziś go olałam okrutnie. I on to wykorzystał. Przerobił wszystkie krzaczory , wystawił chyba ze sto bażantów, galopował w zawrotnym tempie, no i pokiereszował się okrutnie. Ucierpiały też jego jajka, wbił sobie chyba jakiś patyk, wygląda to paskudnie, jak walnął przed znajomą na plecki to zdębiałam. W domu kąpiel, jedzonko i zasnął zadowolony. Już go nosiło od wczoraj, usiłowałam go jakoś zająć, ale to wszystko na nic, zajęcie może być dodatkiem, ale pointera nie oszukam ;) Noc ogólnie mielismy kiepską, bo dał czadu. Najpierw łaził, miotał się, kilka razy dostałam na poduszkę jego zabawkę, odsyłałam na miejsce, kręcił się wkoło stołu oszukując że już idzie, wreszcie dosadnie mu wyjaśniłam i położył się szukając innego zajęcia. Nie było co robić więc zaczął kokosić się, a tego nie znoszę (plus jak skończy to standardowa godzinna toaleta interesu i jajek z mlaskaniem i chrumkaniem tak żebym przypadkiem nie mogła zasnąć...) Oczywiście nie obyło się bez rozwalenia w drobny mak leżonka. Co za cholerna mania z tym podkładaniem sobie wszystkiego pod głowę... Pazurami rozpirzył resztki swojego materacyka, którego właściwej części niestety nie udało się odratować bo cuchnie jak stado skunksów żyjących w oborniku. Jak już ochrzaniłam go po raz setny i uszkodziłam jego łamliwą psychikę więc przyszedł się wdzięczyć. Jest prawdziwym szczęściarzem i udało mu się że nie mamy balkonu bo skończyłby jak nasz ulubiony west z góry - siedziałby tam zamknięty cały dzień i darł ryja bezskutecznie. Wreszcie zasnęliśmy. Obudziłam się jakoś po północy i moja pierwsza myśl to było " o jezu, zes.....ał się?!". Ale nieee, no gdzieżby, to dobrze wychowany piesek, nie załatwił by się w domu. Natomiast w nocy zakradł się do łazienki i wyjął z kosza brudnego pampersa i radośnie pałaszował jego zawartość. Był tak zajęty że nawet plaśnięcie go w tępy łeb nie zrobiło na nim większego wrażenia, dopiero jak zabrałam to widziałam spojrzenie o znaczeniu "eeej!"... Kocyk wrzuciłam do pralki i poszliśmy spać. Rano usłyszałam tuptanie i ku mojej uciesze okazało się że jest coś koło 6.00, Kinia już nie śpi,a na środku pokoju leży jakaś śmieszna ni to kulka ni placuszek. Podeszłam. To mój piesek rzygnął sobie radośnie tym co pożarł w nocy i nic zaskakującego by nie było jakbym nie znalazła w tym .... długiej i sztywnej glisty. Chryste! Natychmiast pomyslałam o tym że jeśli Wald to ma to bezpośrednio narażona jest Kinia .Podniosłam alarm. Pieronem zadzwoniłam do dziadka że ma natychmiast odrobaczyć koty. Jutro jedziemy do wetów. Mam nadzieję że coś zdziałamy jak nie mam ksiązeczki. Powiem szczerze że jestem strasznie zdenerwowana. Odrobaczam go przecież co 3 mce i to dobrymi środkami. W dodatku co jak co ale obecnie jest w szczytowej formie - dużo je, fajnie wypełnił się ciałkiem, werwy ma aż nadto, sierść mu błyszczy, nie ma żadnych objawów żołądkowych typu jakieś przelewy, burczenia czy nawet nie smrodzi teraz wcale...Cóż, nie robiłam mu nigdy badań, może czas, wiele moich znajomch nie odrobacza na ślepo tylko zawsze badają. A co do fot, odpaliłam telefon, wrzucam Obiecana "impreza" innych niestety nie posiadam, bo jak już idę to jest ciemno. Dziś w polu cyknęłam tylko taki zachodzik ewentualnie mam takie ,ale bez rewelacji, ot stoi wystawia (piękny bazancior był,dawno nie widziałam takiego bydlaka) Wald w polu bardzo się poprawił. W porównaniu z naszym miastowym życiem to jest sielanka. i Mała Królowa naszego marnego stada : Jak dla mnie człowiek absolutnie genialny. Wypowiada się biegle we wszystkich kwestiach, rzuca genialne spostrzeżenia jak np wczorajsze "cimaaaaka... gubiła.."- 5.00 o poranku (co miało oznaczać tyle że cumlak jej gdzieś przepadł w łóżku po nocy i wzywa cały dom do szukania), lub "ochorera" (taaaaak, podłapała od dziadka), czy "łojesus" (podchwycone od babci). Czasem zdarza się jej niedorzecznie jak np siedzi na kanapie wrzeszcząc "niemamnie!niemamnie!niemamnie!". A czasem jest zaskakująco bystra : kilka dni temu woła "maaamuś!", mówię więc " cooo?"., na to ona podchodzi do mnie i bardzo poważnym tonem oznajmia : " pusca" , więc pytam " co puszcza?". Na to mój geniusz odpowiada mi " bonko", co w prostym przekładzie oznacza że ktoś się zesmrodził i przeważnie jest to albo ona albo Waldek. Robię wielkie oczy i mówię " ale ktoooo?". I wydaje się, wskazuje na warchlinę i powtarza " Aduch, A...duch, Al...duch!". :D A przemowy między nimi i kontakty ogólne to coś cudownego <3 Dziś wynalazła jego starą linę (tą samą którą dostałam kilkakrotnie w nocy w twarz), złapała ją i podeszła do niego, oczywiście zakłócając mu sen. Kucnęła przy nim i czule patrząc mu w oczy powiedziała " maaas, kupiłam". Do tego dyryguje nim niesamowicie, podnosi rękę w górę i wrzeszczy mu " sieć" lub " siad!", rzuca mu zabawkę i wrzeszcząc "siuka!" pokazuje mu gdzie ona jest, a dziś nawet złapała go za obrożę i podśpiewywała " pociok" (jedzie pociąg), ale Wald zamiast wejść do zabawy i robić za wagon w pociągu wolał stać i gapić się jak smaruję chleb masłem i ani drgnął.
  21. Jakże nie dawał. Pamiętam ile to razy go fryzowałyśmy uchodząc z życiem z tego ;)
  22. Ale poboć moje foty komórkowe nie są takie złe - znajoma ostatnio myślała ze mam nowy aparacik ;) I tak pierwsze przed tym są meble i odkładane w czasie badania warchliny,ci znów się nie odbędzie bo tż zapomniał ze wsi jego dokumentów...
×
×
  • Create New...