A dziś od rana Maksio niezadowolony, bo śnieg spadł. Przez te kilka ciepłych dni zdążył się powygrzewać na tarasie a tu znowu zimno, mokro i fuj! I szczeka na mnie jakby to moja wina była. Ja też mam Maksiu dosyć zimy i śniegu.
Dzisiaj bawiliśmy się w piknik. Rozłożyliśmy kocyk na dywanie, pojawiła sie zastawa stołowa dla lalek, lalki a także misie. Zabawa trwała 5 minut, ponieważ później pojawił się Maksio, wszedł w sam środek, położył się na zastawie i zażyczył sobie, żeby go głaskać. Żałowałam, że nie mam pod ręką niczego do robienia zdjęć, bo ślicznie się komponował z tymi różowymi filiżankami....
Co prawda potem próbował się po cichu wymknąć z plastikowym talerzykiem w paszczy, ale ja byłam czujna i szybsza.
A potem się bawiliśmy w weterynarza. Opukałam i osłuchałam wszystkie zwierzątka. Świnka się schowała w domku, koty zaszyły na szafie, psy wyszły do ogrodu i tylko Maksio został na placu boju. I chyba mu się podobało, bo jak przestawałam go "badać", to pchał mi się na kolana i szczekał. Na koniec moje dzieci postawiły Maksiowi diagnozę - "wygryzione uszka". Zalecenie - dużo spać i jeść. Hm...nie jestem pewna, czy to leczenie zadziała, ale zobaczymy :)