Jump to content
Dogomania

joanka40

Members
  • Posts

    6893
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by joanka40

  1. Tak, oby w końcu przełożyło się na adopcję.
  2. Tak Danusiu. Ogona się pozbędziemy w tym roku. Wiesz, sporo nerwów i pracy fizycznej kosztuje mnie sprzątanie po Luśce. I jak latam ze ścierą po domu, to zdaję sobie sprawę, że gdyby nie przeciekająca pielucha, to zamiast szorować tapicerkę, mogłabym sobie o 7.30 pić kawę. A tak, to mnie nerwy aż chcą rozsadzić. Tak więc dla dobra Luśki i swojego ciachniemy ogonek, bo jak nie zrobi tego weterynarz, to jak nic przytrafi mi się kiedyś jakieś działanie w afekcie - tego jestem pewna :). Dowiem się po niedzieli w moich dwóch ulubionych lecznicach o cenę takiego zabiegu. A jak i Gucior ma stracić ogon, to coś mi się zdaje, że zabiegi w ilości hurtowej wyjdą taniej :). No i jeszcze będziemy mieć własne narzędzie chirurgiczno - ogrodnicze.
  3. Tak, ja też kleję rzepy na kocim grzbiecie, tak jak piszesz. Ja kupuję pieluchy Dada z Biedronki - one nie mają aż tak długich rzepów. Muszę spróbować następnym razem tych Huggiesów - może u Luśki też sprawdzą się lepiej. Z tym plastrem moja wybujała wyobraźnie mniej więcej podpowiada mi o co chodzi :). No to jak mi się skończą Dady, to kupię Huggies. Mam nadzieję, że ceny tych pieluch są zbliżone. W Biedronce za 54 sztuki płacę 29,99 zł. A te Huggies są chyba ciut droższe. No i chyba będziem ciachać ogon.
  4. Patrzcie jak to jest: jest problem, człowiek myśli o nim intensywnie, aż do bólu i pojawia się wybawca. Oby tak było w każdej sytuacji, to wtedy życie byłoby dużo prostsze.
  5. Lucinda pseudo 100 Światów, po moim ataku furii zachowuje się wzorowo. Wymęczyłam ją psychicznie.
  6. Dobrze, że to napisałaś. O obcięciu ogona myślałam już od dłuższego czasu - tzn. jak Luśka jest u mnie ponad rok /około 12,5 m-ca/ , to o amputacji ogona myślałam przez około 11,5 miesiąca :). Tak więc bardzo Ci dziękuję, że napisałaś to tak ładnie :). Ogon Luśce potrzebny jest właściwie po to żebym miała więcej części ciała luśkotowego do mycia. Zresztą ogon też ma złamany i ogon żyje własnym życiem :). Ja robię nacięcie w pampersie na krzyż, czyli zwiększam możliwość wypadania granulatu, niestety. Kolejne cięcie zrobię według Twojej instrukcji. Z tym granulatem to jest spory problem, bo mój pies go zjada z lubością - teraz to pilnuję go bardzo, ale kiedyś wyciągnął z worka na śmieci pamersa i wyżarł pół pieluchy z granulatem. Za jakiś czas zaczął z siebie sporo wydalać, bo przemianę materii mój pies ma znakomitą. Więc się uspokoiłam, że jest wszystko OK. Ale kup na "wybiegu" nie sprzątnęłam, spadł deszcz, ja wyszłam posegregować śmieci, patrzę, a tu z normalnej kupy zrobiły się KUPY GIGANTY. Granulat tak napęczniał, że gdyby ten proces miał miejsce w jelitach, to mój pies prawdopodobnie by eksplodował :). Całe szczęście wszystko skończyło się dobrze i żadne zwierzę nie ucierpiało. Moje pozostałe koty brzydzą się granulatem i całe szczęście. Szenila, ogromnie Ci dziękuję za sugestie. Utrafiłaś nimi w punt i nazwałaś po imieniu. Pozdrawiam serdecznie.
  7. Mam nadzieję, że w końcu ktoś wypatrzy psiaka.
  8. No proszę i nadeszła pomoc :). Granulat się wysypuje w miejscu nacięcia na ogon, jak zbierze się w pampersie odpowiednia ilość moczu. A pielucha Luśce spada jak ma napad ADHD, taki jak dziś :) i intensywnie skacze po sofie i po oparciu. Ja odsikuję też Luśkę, ale nie robię tego tak do końca. Próbowałam obszywać otwór na ogon, tak żeby granulat nie wypadał, ale wtedy pampers w ogóle nie spełnia swojej funkcji - wszystko wypada i wylewa się. Przez ten otwór /choćby nie wiem jaki on był/ zawsze coś kapnie, a jak kapnie na tapicerkę, to wiadomo wsiąka tkaninę i niestety moja rogówka nie pachnie fiołkami, mimo częstego czyszczenia. Luśkę mam od września ubiegłego roku. Były wielkie nadzieję na wyzdrowienie, ale Luśka już nigdy nie będzie pełnosprawnym kotem, kręgosłup jest za bardzo uszkodzony. Gdybyś mogła mi coś doradzić, to będę bardzo wdzięczna.
  9. Najśmieszniejsze jest to, że pozostałe cztery koty i pies - razem wzięci, są mniej absorbujący od Luśki. No może Faszysta ma nierówno pod sufitem i muszę go pilnować, ale reszta jest bardzo mało wymagająca. Ja to się tylko cieszę, że Luśka jest małym kotem, bo sześciokilowy kot produkuje dwa razy więcej odchodów. A Luśka waży około 3 kg.
  10. Wiecie, czasami to już zdrowia nie mam do tej Luśki. Nie wiem jak długo dam radę z nią wytrzymać, ale od czasu do czasu trafiają się takie dni jak dzisiaj, kiedy najchętniej, delikatnie mówiąc wysłałbym ją w Kosmos. Rano wyprawiam chłopaków, chora dalej jestem, biorę antybiotyk, a Luśka leci na górę do pokoju, gdzie raczej staram się jej nie wpuszczać. Czas nagli, chłopaki chcą wychodzić z domu, więc przymykam oko na Luśkota i idę do pokoju dopiero po jakiś 15 minutach. Słyszę, że Luśka skacze jak małpa po łóżku, a po wejściu do pokoju, widzę, że spadła jej pielucha. Zasikała sporą część kołdry, przemokło na łóżko i ta kupa na pościeli... przed 8 rano, to doprawdy wzbudza falę wściekłości. Sprzątałam prawie godzinę. Zasikana kołdra jest za duża do mojej pralki /mam wsad na 4 lub góra 4,5 kg/ i zapakowałam ją do wyprania u mojej Mamy. Ja już czasami jestem Luśką bardzo zmęczona. Żeby ułatwić sobie życie myślałam o zakupie takiej większej klatki, ale Luśka w zamknięciu dostaje jakiegoś szału i dosłownie wyje. Kiedyś jak szalała i brudziła wszystko dookoła, a granulat sypał się z pampersa obficie, zamknęłam ją w transporterze, bo chciałam już iść spać, to Luśka tak szalała, że musiałam ją wypuścić. Ostatnio znowu zdrowie jej się poprawiło, Luśka lubi sobie poszaleć i dać mi popalić. Wiem, że ona tego nie robi mi na złość, czy też specjalnie, ale jej choroba powoduję, że jest kotem bardzo absorbującym. Nie wyobrażam sobie, żeby była w domu, gdzie domownicy wybywają na 10 godzin dziennie, bo po przyjściu do domu, po pracy, pierwsze czynności to byłoby: mycie podłogi, odkurzanie granulatu i czyszczenie tapicerki. No chyba, żeby trzymać ją w klatce. Nie mam sumienia jej uśpić, ale też coraz bardziej nie mam też sił do niej... Pewnie się Luśka teraz poprawi, bo dostała opierdziel i będę mieć spokój przez kilka dni, do następnego razu. Więc jutro cała ta moja furia pewnie minie...
  11. Oj, ja nie wiem, ale może ktoś będzie wiedział, mam nadzieję.
  12. Może to przypadek kociego Alzheimera ? Raz tryska energią i rozumkiem, a potem zapomina, że ma żołądek.
  13. To fakt, jeże kochają stołówki na wolnym powietrzu.
  14. Odnośnie jeży. To dalej poszukiwani są chętni opiekunowie, najlepiej ze Śląska. Wzięcie do siebie jeża wiąże się następującymi krokami: 1/ przygotowanie pudła dla jeża 2/ nastawienie się na karmienie jeża przez strzykawkę 3/ wykup leków - jeśli ma się zaprzyjaźnionego weterynarza, to koszty nie powinny być duże, jeśli nie - trzeba wydać około 100 zł; 4/ chorego jeża do momentu wyleczenia można trzymać tylko i wyłącznie w pudle...można też wypuszczać żeby sobie chodził, ale jeż wiadomo - nie umie korzystać z kuwety i załatwia się gdzie popadnie; 5/ jeża można trzymać w przedsionku, spiżarce, w wydzielonej części ogrodu, oczywiście można też w pokoju :)...on i tak sporo śpi i nie jest specjalnie towarzyski, ale za to wygląda pięknie. Jeża utuczonego do 700 gram można wypuścić na wolność :bigcool: .
  15. Różo, bardzo Ci dziękuję za tak miłe słowa. Myślałam kiedyś żeby popróbować pisania, ale tylko myślałam o tym. Pisanie to fajna sprawa...myślę, że każdy człowiek ma swoje niesamowite historie do opowiedzenia i myśli o tym, że fajnie byłoby je spisać, czy to dla Rodziny, czy też dla szerszego grona odbiorców, ale ciągle brakuje czasu... Ja to się tylko zastanawiam, jaki talent trzeba posiadać i jaką wyobraźnię, żeby stworzyć takie opowieści jak "Anna Karenina", "Zbrodnia i kara", czy też "Sto lat samotności", albo "Miłość w czasach zarazy". Uwielbiam też książki dla dzieci, znam ich mnóstwo i ciągle czytam nowe. Harrego Pottera przeczytałam dwa razy - wszystkie siedem tomów dwa razy - i do tej pory się zastanawiam, w jaki sposób takie historie powstają w głowie pisarza ? Ja niestety nie mam takich zdolności, by wymyślać opowieści, mogę tylko zdawać relacje. Bardzo zazdroszczę osobom, które potrafią opowiedzieć historię w dużej mierze wymyśloną przez siebie. Kiedyś wypożyczyłam sobie taki poradnik "Jeśli chcesz pisać" - pierwsze wydanie było w 1938 r., ale poradnik jest do dnia dzisiejszego bardzo aktualny. Niewiele już dziś pamiętam z tego poradnika, ale jeden fragment zapamiętałam bardzo dobrze. Że nawet, jak się nie jest urodzonym pisarzem, ale człowieka ciągnie do pisania, to trzeba ćwiczyć szczegółowe opisywanie sytuacji i emocji jakie tej sytuacji towarzyszą. Trzeba próbować pisać tak, żeby czytelnik mógł sobie wyobrazić tę sytuację i przeżyć z ją nami . To bardzo trudne, ale okazuje się, że prawie każdy człowiek to potrafi, jak trochę poćwiczy. Ja lubię sobie wyobrażać, że to co piszę wywoła uśmiech na twarzy...ale czasami piszę straszne gnioty, albo bredzę zupełnie - to zresztą wiecie, jak tu zaglądacie.
  16. Guciorku dużo zdrówka. I ładnie nasiusiaj.
  17. Cześć Ajula. Zdjęcia będą. Obiecuję. Te zębiska to był chyba tylko epizodzik, bo on raczej większość czasu śpi. A jak nie śpi, to głównie po nocy i wtedy wyłazi z pudła i kombinuje. Najczęściej kończy się to metą na psiej kołdrze. Choć tej nocy ponoć latał jak opętany i usiłował zrobić włam do kuchni. Generalnie to chyba łatwiej jednak jest z tym kotem, bo kot idzie do kuwety, jak sobie poje, to noc prześpi. A jeż załatwia się w dowolnym miejscu i jako, że jest to dzikie zwierzę buszuje po nocy, nie zważając na sen domowników. On po prostu idzie na łowy. W tym przypadku idzie na łowy do kuchni :sabber: .
  18. Tak jest. Dzików należy unikać. Zdecydowanie. Danusiu, wiem, że Dorobella kąpie znalezione jeże w szarym mydle, bądź mydle antybakteryjnym /zapytam się w jakim/. Taka kąpiel już dużo pomaga. Jest też preparat SEBACIL firmy BAYER. Potwór z działki nie był kąpany, bo był czysty i nie wydzielał żadnych brzydkich zapachów. Pchły były na nim, ale padły po zakropieniu IWERMEKTYNĄ. Weterynarz sam obliczył dawkę i przygotował do zakropienia w strzykawce. Jeż bardzo źle się czuł po tym środku, zaliczył nawet mały kryzysik, ale po dobie już wszystko było dobrze i zdecydowanie poprawiło się jeżowe samopoczucie. Dziś natrafiłam na wątek z opisem problemów z nową dogomanią. No, ja mam identyczne wręcz problemy jak dyskutanci wątku. Co więcej stara dogo działała na mnie jak magnes, a ta dogo - no wiadomo... Ciekawa jestem jak wyglądają aktualne statystyki korzystania z dogomanii. Może ktoś wie ? I jeszcze zamieszczam zdjęcie Miśka, który przyjął kształt miski:
  19. Jeży na działce przybywa. Jak widzą miskę z żarciem, to wyczekują, aż człowiek zniknie i lecą na złamanie karku. Te ogrodowe ładnie są odrobaczane Lewamolem /czy jakoś tam/ i rosną jak na drożdżach. A ten co siedzi w domu nieźle sobie pogrywa. Bardzo pewnie się poczuł po kolejnym odrobaczeniu i chcę zarządzać wszystkimi. A jeszcze kilka dni temu jak się przewrócił na plery, to nie umiał się podnieść. A teraz usiłuje wprowadzić monarchię absolutną. No - kolejne bezkrytyczne stworzenie. Drewnojady terroryzuje i zjada, wpychając je sobie łapą do gęby. Okazało się też, że jeż bywa nerwowy i rusza do ataku fukając i szczerząc zębole. UWAGA ! UWAGA ! Dla osób chcących pomagać dzikim zwierzętom !!! Apeluję - jeżom należy, a nawet trzeba pomagać, ale DZIKOM TO JUŻ RACZEJ NIE :megagrin: !!! DZIK JEST DUŻY I Z BRAKU POŻYWIENIA W MISCE, MOŻE PRZEWALIĆ OGRODZENIE I ZJEŚĆ WŁAŚCICIELA POSESJI. Natomiast jeż nawet jak nie dostanie pożywienia, to nawet gdyby chciał nas pożreć to może to zrobić jedynie w swojej wyobraźni. TAK WIĘC - POMAGAJ CZŁOWIEKU ROZSĄDNIE :megagrin: . DZIKI GOŃ, A JEŻY NIE :grin: . /tzn. jeży nie przeganiaj :smile: /.
  20. No i wyszło szydło z worka. Moim zdaniem to Luśka może mieć nawet przestępczą przeszłość i w sumie już sama nie wiem czy załatwił ją samochód, czy też jakaś mafia. Siuśkot ostatnio szuka autorytetu, ale nie imponuje mu grzeczny Misio, łagodny Maniek, czy też delikatna Misia / Skrzat jest nie klasyfikowany, bo to taki trochę ZORRO jest/. Autorytetem dla tej patologii /czyli Siuśkota/ jest Kret - Faszysta i Luśka dała dziś upust swoim patologicznym nawykom. Jak mniemam wyniesionym ze swojej mrocznej przeszłości. No więc Faszysta napadł dziś po raz kolejny na Miśka - interweniowałam natychmiast, dosłownie chwila nieuwagi i Faszysta rozpoczął działania eksterminacyjne, masową zagładę słabszych...no jak zwał, tak zwał... No i co ? Pogoniłam Faszystę, wyciepłam go na dwór...a co zrobiła Luśka ??? No co ??? Ja się pytam ??? Luśka jeszcze dołożyła Miśkowi. Dno, kompletne dno... Tak się darłam, że znowu głos straciłam - bo dopadło mnie zapalenie krtani kilka dni temu. No, świnia z tej Luśki jest i tyle. Tego się po niej nie spodziewałam. Jak nic na tej wiosze była szefem bandy i komuś przeszkadzała, no to ja załatwili... Żeby się nie doigrała... bo tak to już w życiu jest czasami, że ofiary stają się oprawcami. Osobom chcącym zgłębić powyższe zagadnienie zawarte w powyższym wierszyku polecam niesamowity film Larsa von Triera pt. "Dogville". Puszczę ten film Luśce, niech się ogarnie w porę, póki nie jest za późno...
  21. No to ci dopiero przygoda. A zdjęcia piękne.
  22. No, te koty to świnie. Moja Luśka leje na wszystko. Powoli zamieniam się w potwora i się drę na potwory. Mówię do Luśki: - Jak ty na tej wsi mogłaś wpaść pod samochód ??? Przecież tam jeździ jeden na godzinę !!! Ten tekst stosuję przy zmianie pieluchy, jak Luśka się drze i wyrywa.
  23. Straszne... A te bezbronne spojrzenia zwierząt...straszne...
×
×
  • Create New...