Jump to content
Dogomania

beta ata

Members
  • Posts

    2886
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by beta ata

  1. To dobrze, że oczka zdrowe. Super, że już sie ośmiela :-) i że cieszy sie do Ciebie :-) Tylko, że lepiej nie zostawiaj go samego w ogródku... Wiem, że tam pewnie sklep blisko, ale ja sie martwię, że Blunio wyskoczy poza ogrodzenie ( a to dla niego żaden problem! widziałam, jak przeskoczył siatkę 160 cm wys. , żeby pójśc za mną na kompostownik, kt. mam poza ogrodzeniem... mówiłam Ci o tym) i zgubi sie albo wpadnie pod samochód, albo napadnie na niego obcy pies, albo zły czlowiek rzuci kamieniem, albo ktoś go ukradnie, bo jest śliczny... Lepiej nie spuszczaj go z oka! Kiedyś wiosną mój mąż zostawił na chwile naszą małą sunię pod sklepem. Mówiłam Mu, żeby tego absolutnie nie robił, ale poprosił pania siedzącą na ławce obok, żeby zwróciła na nią uwagę i zostawił ją. Bylismy wtedy razem z małą w mieście , a ja musiałam zrobic małe zakupy. Mąż spacerował z nią, ale postanowil wejśc do mnie do sklepu, żeby sprawdzić, czy wystarczy mi pieniędzy i czy nie zapomniałam kupić mu papierosów! Oszalałeś!!?? - wrzasnęłam i pobiegłam do wyjścia. Na szczęście mała wciąż tam była, cała i zdrowa! Uważam, że to nie jest przesada. Znane są przypadki, że psa skradziono spod sklepu, raczej nie po to, żeby go kochać, ale żeby go sprzedać albo rozmnażać i sprzedawać szczeniaki. A moja mała jest młoda, śliczna, łagodna i bardzo w typie rasy, więc naprawdę jest zagrożona. Co prawda wtedy już była wysterylizowana, ale tego przecież nie widać pod sklepem, jakaś kreatura mogła ją zabrac, a potem wyrzucić, gdy okazałoby się, że zarobku nie będzie. Ktoś mógł ją też po prostu skrzywdzić pod tym sklepem, znam przypadek, że jakiś debil wrzucił małego pieska uwiązanego pod sklepem do kontenera na plastikowe butelki. Pani, którą mąż poprosił o zwrócenie uwagi na psa, była miła i faktycznie zwróciła uwagę, że podeszłam do małej, ale gdybym chciała ją zabrać i tak nie byłaby w stanie przeszkodzić, więc każdy mógł ją zabrać. Kazałam mężowi kajać się za bezmyślność i obiecać, że NIDGY więcej nie zrobi nic równie głupiego! Lobario kochana, wiesz, że Cie polubiłam i zaufałam Ci i wiesz, że bardzo zależy mi na szczęściu Blunia - więc chyba wiesz też, że jeśli Bluniowi coś stanie się z Twojej winy, to Cie uduszę!! :-D :-D :-D
  2. No i jak takiego nie kochać!? :-) Blunio jest piekny, a na tych zdjęciach wygląda szczególnie ładnie. Lobaria, a jak jego oczka, całkowicie wyleczone? (dla niewtajemniczonych - Blue miał zapalenie spojówek, oczy mu bardzo ropiały, zakrapiałam mu i była poprawa o 90%, ale trzeba bylo doleczyc do końca) Ty niuniasku cudny bądź szczęśliwy!
  3. Oczywiście, że będzie szczęśliwy, wtedy dopiero poznasz go naprawdę, bo taki jak jest teraz na początku, jeszcze nie jest sobą, on potrafi skakać z radości i biegać jak strzała :-)
  4. Cóż, zaletą domu tymczasowego jest to, że ratuje się psa, wadą jest to, że pies nie wie, że dom jest tymczasowy. Biedny Blunio malutki. Ja też cierpię. U mnie to trwalo parę tygodni zanim "rozkręcił się", być może u Ciebie też tyle potrwa... Bądź cierpliwa i łagodna, on to doceni. U mnie był dwa miesiące, w najgorszym wypadku zapomnienie o mnie zajmie mu znów dwa miesiące... A potem będziecie razem szukać borowików ceglastoporych, kiedy przyjedziecie do mnie razem w odwiedziny :-)
  5. Nie dziwi mnie, że Blunio sie boi, Lobaria. On jest wrażliwy, dużo w tym krótkim życiu przeszedł, a tu znowu zmiana... Mnie oczywiśćie też się bał na początku, potrzebował czasu, żeby zaufać. Ostatecznie zaufał mi, gdy wziełam go na kolana i zrobiłam mu długi seans miziania i tulenia, przemawiałam do niego cicho czułym głosem, delikatnie go drapałam za uszkiem i po szyjce, przytulałam bardzo delikatnie do siebie... W pierszej chwili bał się, że chce mu coś zrobić, ale potem odprężył się i patrzył mi w oczy, oparł łapki na moich obojczykach i wpatrywał sie we mnie :-) Od tamtego dnia już sie nie bał i wspinał sie, żebym go wzięła na ręce lub na kolana.
  6. Witam wszystkich po nieobecnośći z powodu awarii kompa. Rufcio zdrowy i zadowolony :-) Tylko wczoraj byl zdziwiony, że Blunia nie ma... Warczał na niego, ale gdy zniknął, to mu go chyba brakuje :-)
  7. Witam wszystkich! Nie bylo mnie, bo nie miałam komputera, jak pisałam. BLUNIO JUŻ W DOMU STAŁYM :-) W sobote zawieżliśmy go z mężem do jego nowej pani, Pani E. . Mały mrówek jest jeszcze zestresowany, ale stres już troche odpuszcza, bo wczoraj już zjadł. W nocy spał z Panią :-) , oznacza swój nowy ogródek, jest na dobrej drodze... Zostawienie go bylo dla mnie trudne. Ten szkrab już sie do mnie przywiązał, ja do niego... A tu rozstanie... Ta swiadomość, że on myśli, że ja go porzucam, była nie do zniesienia. Oczywiście, że tak trzeba, że teraz ma dom na zawsze, że jego pani będzie go kochać i dopieszczać, że będzie mial panią na wyłączność, bo jest jej jedynym zwierzątkiem... Z logiką u mnie wszystko w porządku, ale serce się buntowało :-) Blunio dostał małą wyprawkę ode mnie, swoją miseczkę i ręcznik - to oczywiste, ale też obrożę z adresówką, szeleczki (te od Ciebie, Budrysku, przegryzł juz na początku :-) ) - takie niezłe, zmiękczone wszytą gąbką, żeby nie gniotły i pas biezpieczeństwa do samochodu. Pani E. prosiła o link do wątku, więc pewnie coś napisze i wklei zdjęcia Blunia z nowego domu.
  8. OK. Padl mi twardy dysk. Do wtorku nic nie kupie, bo wolne. Korzystam z laptopa meza, ale gdy wyjedzie do pracy, moge zostac bez komputera i internetu... Pare dni to moze potrwac. Jestem pod numerem 601 095 482 .
  9. Raczej tak. Padl mi twardy dysk. Do wtorku nic nie kupie, bo wolne. Korzystam z laptopa meza, ale gdy wyjedzie do pracy, moge zostac bez komputera i internetu... Pare dni to moze potrwac. Jestem pod numerem 601 095 482 .
  10. Budrysek ma rozejrzeć się za kimś z tamtej okolicy do wizyty przedad. , jeśli nie znajdzie sie nikt szybko, to ja przeprowadze z panią ankietę, która zresztą już w niemałym stopniu przeprowadziłam, a potem kombinujemy, jak najkorzystniej rozwiazać transport. Pani deklaruje, że jest zdecydowana. No, oczywiście życie uczy, że ludzie bywaja niesłowni, tu raczej na to nie wygląda, ale dotąd coś nie jest pewne, dokąd pewne nie jest ;)
  11. Piękne psy!
  12. Pani się nie odzywa... Chyba go nie kocha... Skoro tak, to nie żałujemy.
  13. Trzymam kciuki!
  14. Rozmawiałam telefonicznie z Budryskiem. Mowi, że przypomina sobie kogoś z dogo z Kalisza, jeśli znajdzie, to może sie uda, ale nic pewnego. Mówi też, że sama tak robi, to znaczy zastępuje wizyte ankietą przedadopcyjną jeśli musi, a potem dowozi psa.
  15. Własnie przed chwila rozmawiałam z panią przez telefon. Wymieniłyśmy tez maile. Pani nadal potwierdza, że jest zdecydowana. Powiedziała, że jest tak przejęta, że Blusik śnił jej się w nocy :-) Pani zastanawia sie, czy nie przyjechac pociągiem lub autobusem... Pomysł logiczny, ale Blunio będzie sie bał. Myślę raczej o pożyczeniu małego auta, żeby zmniejszyc koszty (oczywiście po wizycie lub ewentualnie ankiecie przedadopcyjnej).
  16. Nie, i czarno to widzę, bo pani mieszka na wsi oddalonej od większych miejscowości, jeśli nie mamy do czynienia z cudem i ktoś z dogo nie mieszka akurat blisko, to zapewne nikt sie nie zgłosi do przeprowadzenia. Pamietacie, co było we Wrocławiu?! Trzeba było pojechac raptem do nieco bardziej oddalonej dzielnicy i dla wszystkich bylo za daleko! Bez komentarza. Ja mam taki pomysł, żeby pani wypełniła przez internet szczegółową ankietę, którą jej zapodam, wyniki skonsultujemy tu na wątku, jeśli bedzie to nadal dobrze wyglądało, to ja osobiście do niej pojadę z Blusiem i podpisze umowę adopcyjną. To dałoby tę możliwość, że gdyby na miejscu coś wzbudziło moje wątpliwośći, to bez stresu dla małego po prostu zabiorę go z powrotem. Poznam panią osobiście i dzięki temu będę mogła spać spokojnie, jeśli go tam zostawię. Pani jest gotowa ponieść koszt paliwa, tylko że w przyszłym tygodniu, gdy dostanie zapłatę za ostatnie zlecenie. Niestety ja mam duży samochód, który sporo pali, więc te koszty są dość duże, ale może pożyczę małe auto i nim pojadę... No, nie wiem. Co o tym myślicie?
  17. Tak mi sie wydaje... :-) Mam takie poczucie, że z tą osobą będzie mu lepiej niż u mnie, a o to przecież chodzi, żeby pies idąc z domu tymczasowego do stałego odczuł zmainę na lepsze. Jasne, że na początku pewnie zatęskni za tymczasowym domem, ale chodzi o to, żeby potem mógł szybko zapomnieć i rozkoszować sie jeszcze lepszym życiem. Chodzi o to, żeby trafiły na siebie dwie bratnie dusze, które od razu lgną do siebie. Pisałam Wam tu gdzieś, chyba na wątku Rufcia, że ja tak miałam z moją Tami, gdy tylko zobaczyłam jej zdjęcia, wiedziałam, że to będzie mój pies. Jak to działa, nie wiem, to było coś jak olśnienie, kiedy podświadomie nagle wszystko sie rozjaśnia, wyjaśnia i układa, masz jasny obraz sytuacji, pewność i spokój wewnętrzny... I wszystko sie zgadza, pasujemy do siebie idealnie, ona jest dokładnie taka, jak myślałam. Jak ja to "wyczułam" na podstawie zdjęć - nie wiem, ale myślę, że być może jest tak, że zdjęcie, choć jest tylko płaskim obrazem, to jednak ma zdolność utrwalenia wyrazu oczu, a wyraz oczu zawiera dużo więcej informacji niż to rozumiemy na poziomie świadomości, myślę, że podświadomie czytamy dużo z wyrazu oczu i w ten sposób możemy poczuć pokrewieństwo dusz... Wiem, że bardzo filozofuje, ale chyba mi wybaczycie :-)
  18. Nasz Rudziaszek śpi twardo, a ja zastanawiam się, czy zadzwoni dziś ta pani z dużym domem, dużym ogrodem i dużym sercem (to ostatnie najtrudniej sprawdzić przez telefon, ale taką mam nadzieję - inaczej Rufcia nie dam). Oczywiście, jeśli nie zadzwoni, będzie to tylko znaczyło, że to nie ta osoba, wiadomo, ale nie śpię już, więc chcę podnieść wątek i dlatego snuje rozważania... ;-) :-)
  19. Bluesik pozdrawia wszystkich o poranku! Pewnie wszyscy jeszcze śpią...
  20. Kochani, miałam telefon w sprawie Blusia. To był naprawdę dobry telefon. Jeśli to, co słyszałam i wyczułam, jest prawdziwe, to mamy TEN DOMEK dla małego! :-) Pani robi wrażenie osoby bardzo kochającej zwierzęta i pełnej czułości, czyli takiej, jakiej Blu potrzebuje :-) Sposób, w jaki mówiła o swojej suni, która odeszła za TM, wskazuje na to, że jest Człowiekiem. Pani mieszka na wsi, ma ogródek, chodzi na długie spacery po swojej okolicy. Pracuje w taki sposób, że pies prawie nie musiałby zostawać sam, a jeśli już, to tylko na krótko. Jest biologiem z wykształcenia, wysłała mi mail z linkiem do forum, na którym sie udziela, i gdzie pisała o zmaganiach z choroba swojej suczki. Suczkę adoptowała ze schroniska, sunia trafiła tam z jednym okiem. Cóż, wydaje się, że to jest to. Pani deklaruje, że jest całkowicie zdecydowana, tylko pozostawia otwartą kwestię transportu, nie bardzo chce przyjechać swoim samochodem, bo ma stary samochód, który coś tam jej szwankował ostatnio, obawia sie jechać w długą trasę. Mieszka ok. 30 km od Kalisza. Dowiem sie jeszcze jak najwięcej. Jeśli wszystko nadal będzie wyglądać tak dobrze, to będę zadowolona :-) O takiej osobie dla Blunia marzyłam. Zobaczymy.
  21. W sprawie Blusia nie miałam żadnych telefonów. A Blunio sie rozkręca, aż mnie dziw bierze. Ostatnio zaczął więcej biegać, bawi sie w ganianego z moją małą sunią :-) Zaczynam sie zastanawiać, czy w ogloszeniu nadal powinniśmy pisać, że on jest taki spokojny... ;-)
  22. Biedny maluch. Mam nadzieję, że jak go odtrujesz i dopieścisz, to wydobrzeje.
  23. Wczoraj miałam kolejny telefon w sprawie Rufusa. Pani z Wrocławia przeczytała ogłoszenie na gumtree. Cóż, nie byłam jakoś szczególnie zachwycona tą rozmową. Pani ma malutkie mieszkanko i chce malutkiego pieska. Bardzo ważne jest dla niej, czy pies jest zdrowy.Powiedziałam, że teraz jest zupełnie zdrowy, ale jak każde żywe stworzenie może zachorować i spytałam, co ona zrobi, gdy adoptowany przez nią pies zacznie chorować..? Panią "zatkało". Mam wrażenie, że umysł tej pani nie ogarnia takiej ewentualnośći. Ja jestem "na nie", ale to i tak raczej nie ma znaczenia, bo sądzę, że ta pani nie odezwie sie więcej.
×
×
  • Create New...