Jump to content
Dogomania

beta ata

Members
  • Content Count

    2,886
  • Joined

  • Last visited

3 Followers

About beta ata

  • Rank
    Advanced Member

Converted

  • Biography
    Indywidualistka po czterdziestce :-)
  • Location
    Sudety
  • Occupation
    Wolny

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. O, jaki miodzio lejecie na mnie  :-)  Dziekuje za pochwały, podnosicie mi samoocenę  ;-)  Postaram się dorównać  ;-)  Rozmawiałam z domem Yogiśka, wszystko dobrze, praktycznie zero stresu, tzn. owszem szukał nas i był posmutniały, ale nie było ostrych objawów stresu jak np. utrata apetytu, wsuwał ile wlazło  :-)  :-)  Z kicią Państwa narazie na etapie chlodnej tolerancji, zwłaszcza z jej strony. Yogi interesuje sie nią, ale zrozumiał, że to jeszcze nie czas na czulości, bo kicia syczy, gdy on sie zbliża. Moim zdaniem szybko pójdzie, bo on lubi inne zwierzęta i chce sie bawić... Malo tego nie bylo walki o miski, a nawet były próby wspólnego jedzenia z jednej miski  :-)  czyli naprawdę nie jest źle na polu stosunków międzygatunkowych. Pani mówi, że spodziewa się, że za jakiś czas będą spać na jednej poduszce  :-) Natomiast z Państwem to Yogi od razu wszedł w pełną zażyłość, wywala brzusio do góry, pakuje sie na łóżko i przytula :-) Słowem - jest świetnie.
  2. Rozmawiałyśmy z Rubik i uznajemy rekomendacje Jo37 za wystarczającą. Zwłaszcza, że wybiera sie na wizytę poadopcyjną  ;-)  :-) Czyli dom został zaakceptowany. Teraz zajmę sie transportem.
  3. Już mam osobe do wizyty. Jednak okazuje się, że Jo37 zna kandydatów na dom, poznała ich jeszcze, gdy żył ich poprzedni psiak i widziała ich relacje z ich zwierzakami. Czekamy na wpis Jo37.
  4. Nie wiem, jak Ty, Rubik, ale ja jeszcze nie mam nikogo na te wizytę, bo okazuje się, że to naprawdę obrzeża Łodzi i choć kod pocztowy maja łódzki, to Łodzianie własciwie uważają, że to na wsi poza Łodzią, czyli daleko... Rita60 jest z Łodzi, ale nie ma auta, a od niej to ze 30 km... Rita sugeruje, żeby dać ogloszenie o tej wizycie w łodzkim wątku. No i pewnie trzeba, tylko, że ja jeszcze nie wiem, w którym to wątku...? Rubik, może Ty cos masz??   edit: Właśnie dałam ogloszenie w dziale "Wizyty PA". Mam nadzieję, że to cos da. Gdyby nie, to spróbujemy inaczej, otóż jest w Łodzi hotelik, z który ta rodzina ma kontakty i nawet współpracuje, nie znam szczegółów, ale może wystarczy poprosic ten hotelik o rekomendację...? Ja wiem o tych ludziach same dobre rzeczy, ale fakt, nigdy u nich przecież nie byłam, więc to nic pewnego, wiadomo, trzeba byc zawsze ostrożnym, lepiej za bardzo niż za mało...
  5. Hej!  Rubik, wysłałam Ci nr konta wetów, tylko nie dopisałam kwoty, ale nic sie nie zmieniło, jest do zapłaty 300zł.  W tytule przelewu napisz im, że to za Yogiego od Beaty S. Ech, technika mnie pokonała  ;-)  Mój tz cztery dni siedział nad moim kompem, żeby wszystko przywrócic do zycia, i tak jeszcze nie wszystko jest normalnie, ale względnie działa, mam dostep do skrzynek, zdjęć itd. Padła mi m.in. grafika, nie miałam jak w ogole zająć sie zdjęciami. Zreszta właściwie wszystko padlo, wrrr... Cóż taki los wspólczesnego czlowieka, wszystko opiera sie na elektronice, wystarczy awaria i jesteśmy "w lesie".   Yogi zdrowy, ma apetyt, biega jak szczeniak, wciska sie do glaskania... ;-)
  6. Skaner mam, ale "cuś" nie działa,  może zrobię zdjęcia i wyślę..?   A jesli chodzi o zdjęcia małego, to coś popstrykałam na spacerze w pięknych okolicznościach przyrody  ;-)  ale, choć mały chodzi oczywiście na smyczy, to i tak trudno mu zrobić fotki, bo on cały czas sie rusza, kręci sie nieustannie we wszystkie strony, wszystko chce powąchać, chciałby biegać dużo i szybko  :-)     W książeczce Yogi ma wpis:  wiek - ok. 3 lat   ;-)  :-) 
  7. U misia Yogi wszystko dobrze, no, prawie wszystko...  Mały ma łupież na szyi, wetka sprawdzała specjalną lampą, czy to nie grzybica, taka, jaka najczęściej wystepuje u psów, okazało sie, że nie, ale generalnie łupież powodują grzyby, więc zaleciła kąpiele w Nizoralu co 2-3 dni, gdyby nie przeszło, to trzeba bedzie zastosować coś innego. Ogólnie skóra jest w dobrym stanie, ten łupież jest miejscowy, na szyi,  tam, gdzie mały ma najwięcej futra, czyli tam, gdzie najwolniej wysychał po przemoczeniu. Przez kilka tygodni żył w brudzie i wilgoci, do tego głodny i zmarznięty w nocy... No i też nie wiadomo, jak żył przed bezdomnością...   Został kompleksowo zaszczepiony, ma książeczkę. Waży w tej chwili 9,5kg, juz troche nabrał ciałka, kosteczki juz mu tak bardzo nie wystają pod futerkiem, dwa tygodnie temu był chudszy. To dobry znak, bo ma apetyt. Z tym apetytem to różnie bywało, mały nie wszystko chciał jeść, ale już troche wyczułam, co mu smakuje, no i zaczęłam mu dodawać witaminy, a to zwykle pobudza apetyt u psa  :smile: Wcześniej kupiłam mu tą nieszczęsną pedigree, bo tylko to chciał jeść, potem taką polską karmę z suszonego mięsa (30% białka, 20% tłuszczów - idealna na odkarmienie chudzielca  ;-)  ), o, ta mu posmakowała, no i mięsko z ryżem i warzywami też wcina  :smile:   Rubik, potem prześle Ci paragony. A może osobiście Ci dam, bo przeciez bywam w Jeleniej, a przy okazji oddam Ci obróżkę, jeszcze sie przyda. Podam Ci też konto wetów, to za szczepienia przelejesz od razu wetom, tak najprościej.   Kastracja jest wstępnie umówiona na 10-tego listopada, gdyby okazało się, że weci nie dadzą rady, to bedzie 12-tego, dadzą mi znać.   Teraz zwalczamy łupież, odkarmiamy i uczymy sie podawać łapkę  ;-)
  8. Ha! Sprzedałam Yogiśka azalii i uciekłam  ;-)   Wczoraj wróciłam wieczorem z bardzo zmęczonymi oczami (cały dzień jeździłam w slońcu, a to nie robi mi dobrze, zwłaszcza o tej porze roku, gdy słońce jest juz tak nisko i "daje po oczach"  :-)  ) i juz nie miałam siły dojechać do azalii, a skoro sama proponowała nocleg dla Yogisia, to wykorzystałam jej propozycję. Dziś mam sprawe w Jeleniej G. i wracając zabiorę Yogina  ;-)
  9. Cześć, Kochani!  :-) Przekonałam sie, że powiedzenie o nieszczęściach chodzących parami jest nieprawdziwe, one nie chodzą parami, one chodzą w dużych dobrze zorganizowanych grupach   ;-)   Miałam awarie prądu, komputera, bolała mnie glowa i noga   ;-)   Dziś juz wszystko naprawione  ;-)  ale u weta w sobotę nie byliśmy. No przykro mi, nie byłam w stanie, nadrobimy to w przyszłym tygodniu. U Yogisia wszystko dobrze, ma apetyt ,choć nie na każdą suchą karmę, Acany nie chciał  ;-) Pedigrie je chętnie  ;-)  no i mięsko z ryżem też lubi. Biega jak perszing  :-)  na spacerze wszystko chce powąchać, ma sporo energii i pomysłów.  Z labradorką sąsiadki chcial uprawiać milość cielesną  :-)   a to nie spodobało sie mojemu Larsowi, który jest w niej  szczerze zakochany  (tym bardziej szczerze, że oboje, i Lars i labradorka, są sterylizowani oczywiście  ;-)  )   no i była mała scysja o kobietę między chłopakami. Na szczęście zupełnie niegroźna, Lars jest dużym psiskiem, ale nie agresywnym, tylko pokazał groźnego focha i za chwilę znowu byli kolegami,  jednak mały sie wystraszył.  Ogólnie, Yogi nabrał sił, wyspał się, wygrzał, najadł  i  wychodzi z niego całkiem młody, żywotny psiaczek, który ma spory napęd w łapkach  ;-)  Jutro azalia zajmie sie Yogisiem, bo muszę wyjechać na prawie cały dzień.
  10. Mi wyswietla komunikat, że nie mam uprawnień do używania formatu zdjęć (???)  Wyśle Ci, Rubik, tak bedzie najprościej.  Pstryknęłam go spiacego w koszyku. Przy tej pogodzie Yogi niechetnie wychodzi nawet sie załatwić, w nocy Tami i Lars wyszły, bo Lars prosił, a on tylko spojrzał i obrócił sie na drugi bok  :smile:   Rano prosil pod drzwiami, otworzyłam mu, a on, gdy zobaczył, jak leje i wieje, zawrócił i chciał sie wysikac na worek z plastikowymi śmieciami czekający w korytarzu na wyniesienie, trudno, musiałam go wygonić na dwór. Przez chwile stał przed wejściem z nieszczęśliwą miną, ale potem poszedł pod krzaczek i zrobił sioo i koo  :smile:  i szybciutko wrócił do domu.  Zimna i wilgoci to on, biedak, miał już dość w życiu. Chyba jest juz na tyle wyluzowany, że mogę go wyczesać i wykąpać. Ranka na boku goi się. Do weta wybieram się w sobotę, tak wyszło, że wcześniej nie mogę.   A, Rubik, moge Ci oddać tę obróżkę z Twoim numerem, znalazłam dla niego obrożę Tami inną niż w kwiatuszki  :smile:  i w dodatku z adresówką na klamrze (robi takie np. firma ohmydog i chyba jeszcze ze dwie inne, polecam takie rozwiązanie zwłaszcza dla psiaków, które lubia ganiac po krzakach i mogą zaczepić wiszącą adresówką o coś, jak mój Lars np.  :smile:  kiedyś zamówiłam po jednej dla Tami i Larsa, ale Tami ma kilka innych, więc Yogi może tamtą nosić teraz), widać ją na zdjęciu.  Wysłałam Ci zdjęcia na mail.
  11. Problem w tym, że nie moge wkleić zdjęcia. Dogomania niby nowa, ale problemy ze zdjeciami dalej te same, na żadnym innym forum nie mam problemów ze zdjęciami, tylko tu...
  12. Yogi wczoraj wreszcie miał apetyt, na kolację zjadł całą miseczkę kurczaka z ryżem i marchewką. Wcześniej byliśmy na spacerku, troche dłuższym niż przedwczoraj. Całą noc przespał spokojnie w koszyku. :-)
  13. Cześć, Kochani!  :-)  Zamknął sie w banalny sposób, niepostrzeżenie nacisnął łapką przycisk, i zamknął sie razem z kluczykami w aucie  :-)  To nie była groźna sytuacja, bo szyby były oczywiście uchylone i stosunkowo łatwo można bylo otworzyć, azalii i mi sie nie udało, ale mąż azalii siegnął i otworzył. To moje zmęczenie dało znać o sobie, bo zawsze wychodząc z samochodu wyjmuje kluczyki ze stacyjki, zawsze, nawet jesli stoje obok auta, ale w sobotę jakos tego nie zrobiłam. Zresztą nic nie wskazywalo na to, że psiak zacznie sie kręcić po samochodzie, leżał spokojnie z tyłu, ale w pewnym momencie zaczął sie wiercić, wspinać na szyby, apotem jeszcze zobaczył w oddali psa, potem obok auta kota i zainteresował się. My stałyśmy od strony pasażera, a on w pewnym momencie ogladając sie za psem czy kotem trafił łapką na przycisk po stronie kierowcy i wcisnął go. Mój błąd. Mam nadzieję, że nigdy więcej nie zdarzy mi sie zostawić kluczyków w samochodzie.   Nazwałam go Yogi (jogi), jak Miś Yogi ;-)   uważam, że pasuje do niego  :-)   Yogi jest ogólnie spokojnym psiakiem. Wczoraj byliśmy na spacerku poza ogrodzeniem, znalazłam w domu szelki dla niego i poszliśmy na krótki spacer, Troszke ciągnął, bo chcial dogonić moje psy, ale słabo, gdy czuł, że smycz sie napina zwalniał, wygląda na to, że umie nieźle chodzic na smyczy. Bardzo lubi koszyk, który dostał do spania, gdy chce się zdrzemnąc od razu idzie do koszyka, śpi tam całą noc. W dzień czasem kładzie sie też pod drzwiami na dywaniku/wycieraczce.  Lubi głaskanie i drapanko. Zaczął juz troszke stróżować, gdy słyszy, że cos sie dzieje na drodze, to biegnie pod bramę, ale nie szczeka.
  14. Wybaczcie, że wieści dopiero dzisiaj, ale wczoraj byłam bardzo zmęczona,  musiałam jeszcze koniecznie zrobić to i owo, bo sie napatoczyło i padłam   ;-) Wszystko w porządku, żadnych problemów z psiakiem, jest spokojny i grzeczny, no może nie licząc tego, że koniecznie chce zaznaczać teren w mieszkaniu  ;-) Po spojrzeniu na zęby myśle, że ma kilka lat, nie jest wcale stary, zresztą biega całkiem żwawo.  Czuje sie dobrze, ranka po dezynfekcji zasycha, kleszcz znad oka wyjęty. Nie chce jeść dobrej karmy, tylko pedigr... dla szczeniąt, które dała nam pani, u której koczował, widocznie do tego jest przyzwyczajony. Wczoraj dałam mu to, co moim psom, czyli karmę zmieszaną z puszką i jeszcze z psim rosołem (gotuję mięso z kurczaka, czasem z podrobami i warzywa), zjadł trochę, resztę zostawił, no, ale był jeszcze zestresowany. Dziś dałam mu trochę suchej karmy, takiej z najwyzszej półki, dostałam wczoraj trochę od Azalii, ale nie chciał, więc dałam mu pedigr... dla szczeniąt i to zjadł chętnie   ;-) Wczoraj bardzo spokojnie i przyjaźnie przywitał sie z moimi psami. Potem uciekał od mojego Larsa, bo ten był trochę zbyt nachalny, tak sie cieszyl, że jest kolega i koniecznie chciał go namówić na zabawę, a mały nie mial najmniejszej ochoty. Uspokoiliśmy naszego "konia" i mały potem wyluzował się. Najpierw szukał drogi ucieczki z podwórka, ale potem wszedł do domu i przychodził do nas na mizianie. W nocy spał w koszyku, który mu przygotowałam. Najpierw leżał pod drzwiami i nie wiedział o co mi chodzi, gdy go wołałam do koszyka, więc wziełam go na ręce i wlożyłam go koszyka  :fadein:   W pierwszej chwili zesztywniał, ale zaraz potem odprężył sie i docenił ciepły miękki kocyk  :smile: Ogolnie ciaput jest w dobrym nastroju, chodzi zadowolony, merda ogonem, biega z moimi psami po terenie i integruje sie  :smile:   Nawet bawił sie przez chwile z Tami.
  15. Bardzo sie cieszę, że zabieg sie powiódł. Zdrowiej piesku! Ten koszmar niedługo bedzie za tobą.
×