Jump to content
Dogomania

tłamsik

Members
  • Posts

    951
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by tłamsik

  1. A tak poza tym Murzynek jest bardzo zabawowym psem. Uwielbia wszystko.. zaczynając od patyków, poprzez pluszaki no i największą miłością jego życia są piłeczki i szalone jajo.. Nie pogardzi polowaniem na myszki, chociaż woli sarenki, dlatego chodzi na lince :evil_lol: Generalnie jest szeryfem, pilnuje porządku w stadzie, a dziewczyny nie protestują. Jest bardzo zrównoważony i tak jak wcześniej pisałam mądry życiowo. Dla maluchów jest jak starszy brat, który obroni w złych chwilach a wieczorem przytuli do spania ;) Ciężko go sprowokować do bójki, ale było kilka sytuacji kiedy nie zawahał się użyć zębów, np. przed agresywnym owczarkiem, którego spotkaliśmy na spacerze. Doskonale wyczuwa psy, bo stroszącego piórka terierka nie atakuje.. [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images38.fotosik.pl/1007/3fe0c7d9164eabc5.jpg[/IMG][/URL] zmęczony po zabawie ;) te białe to wata z rozszarpanych pluszaków [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images45.fotosik.pl/1018/53d2d66eac678cee.jpg[/IMG][/URL] i uśmiech dla cioteczek.. ;) [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images38.fotosik.pl/1007/5382e9a7e5a64b3b.jpg[/IMG][/URL]
  2. [B]Murzynek...[/B] Został wyrzucony z samochodu w lesie niedaleko mojego domu. Weterynarz ocenił go na psa około rocznego- prawdopodobnie w tym momencie ma 3-4 lata. Przez pierwsze miesiące opiekował się nim sąsiad pijaczek. Niby nie był bezdomnym psem, ale chodził po wiosce samopas, miał różne miejsca w których był dokarmiany, np. zachodził do sklepu, ładnie się uśmiechał i dostawał w nagrodę plasterek szynki i serka. Z chorobami, kleszczami i szczepieniami przychodził do mnie ;) Po zatruciu, z którego ledwo go wyciągnęliśmy, postanowiłam, że zabieramy go do siebie. Sąsiad nie protestował i tym sposobem Murzynek stał się domowym pieskiem "uwięzionym" na smyczy. Nie wiem jak sobie wcześniej dawał radę.. chyba Psi Anioł Stróż nad nim czuwał. Bo jak ja się nim zajęłam na stałe okazało się, że jest śmiertelnie uczulony na jad pszczół.. Nie wiem jak przeżył bez deksmatezonu w lodówce trzymanego na wszelki wypadek.. Do tego ma zew-wydzielniczą niewydolność trzustki, musi być na ścisłej diecie + enzymy.. Nie wiem jak sobie wcześniej radził.. zjadając odpadki po obiedzie.. A najgorsze, że dopadła go choroba autoimmunologiczna, która nieleczona może doprowadzić porażenia połowy pyszczka, łącznie z okiem. Najsmutniejsze było to, że lek który mógłby mu pomóc został wycofany z produkcji. Aktualnie wykorzystując wszelkie możliwe dojścia, testujemy na nim lek sprowadzony z Białorusi.. nazwy nie powtórzę ;) [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images37.fotosik.pl/980/82d5938dca4796fb.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images47.fotosik.pl/1017/4da2ac1c873bd1ae.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images38.fotosik.pl/1007/1bf755f332e39f46.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images38.fotosik.pl/1007/e5be224ae34b9946.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images47.fotosik.pl/1017/355baeb23f6723b5.jpg[/IMG][/URL]
  3. Zapraszam do galerii moich piesków. Oto Trójca: [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images37.fotosik.pl/980/0fe22f7a87a70897.jpg[/IMG][/URL] Dwa lata temu nie sądziłam, że będę miała w tak krótkim czasie trzy psy. Jeszcze rok temu był tylko jeden, teraz są już trzy :D Są to na pozór zwyczajne kundelki, ale jak dla mnie każdy z nich jest wyjątkowy i wnosi coś innego do naszej rodziny. Murzynek pełni rolę szeryfa, jest mądry życiowo. Tosia to duży dzieciak, jest bardzo wrażliwa, w jej oczach widać 100% oddanie. Pestka.. hmm.. jeszcze nie wiadomo coś z niej wyrośnie.. Jak na razie jest bardzo zaradna, inteligentna i cwana :diabloti: Pokrótce opowiem historię każdego...
  4. szykuję zdjęcia do galerii całej Trójcy, wrzucę zdjęcia jak Pestuszka była malutka.. to wtedy dopiero będzie widać różnicę.. sama się dziwię.. jest już wyższa od Murzynka i goni Tośkę. Tylko ciągle jest chuda.. łachudra tak mędzi z jedzeniem :angryy: śmiejemy się, że to sznurówka.. bo jest taka długa i ma wysokie łapki ;)
  5. pozdrowienia dla siostrzyczek :loveu: [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images37.fotosik.pl/979/770d2429e6fbf212.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images35.fotosik.pl/829/c3cbf4a2b73bb0ed.jpg[/IMG][/URL]
  6. Super, czekamy na paczuszkę, ja już jestem zwarta i gotowa. Przywróciłam do życia aparat.. baterie naładowane.. Można robić zdjęcia ;)
  7. Niby nie dało się tego przewidzieć.. ale gdybym... Dobrze, że wcześniej niechcący sama zauważam, że jest jakaś trutka na dole, bo gdybym nie zauważyła tego to Pestka by zjadła a ja nie wiedziałabym co z nią dzieje.. Szczęście w nieszczęściu, że właśnie to wszystko zauważyłyśmy. Co do trutek.. Ja też bym ich nie zastosowała, bo to musi być męczarnia dla takiej myszki :( Osobiście uwielbiam gryzonie, w dzieciństwie miałam ich mnóstwo, co więcej ostatniej zimy dokarmialiśmy z TZ szczurka.. taki wyrósł, że TZ się go przestraszył jak spotkali się oko w oko w garażu ;) Dla teściowej chyba polecę kota.. byłby nowy zwierzak w domu i obecność czy nieobecność myszek rozwiązałaby się jakoś tak naturalniej.. Może by się przeniosły gdzieś i nie chodziłyby po domu. W ogóle moja teściowa ma jakąś fobie jeżeli chodzi o gryzonie.. prawie mdleje.. A w przypadku użądleń przez pszczoły można podawać deksametazon lub hydrokortyzon, to substancje z jednej grupy leków, działają przeciwzapalnie, przeciwalergicznie, zarówno u ludzi jak i zwierząt. Ja wzięłam dwie porcje od swojej wetki, trzymam je w strzykawce w lodówce w ciemnej torebce, mam nadzieję, że nie będę musiała tego używać, a w przyszłym sezonie wezmę nową porcję a starą wyrzucę, bo przecież to też nie będzie przydatne w nieskończoność. Najlepiej podać zastrzyk dożylnie- działa wtedy najszybciej, ale wiadomo w sytuacji stresowej chyba nie będę w stanie precyzyjnie wkłuć się w żyłę więc będę to podawała domięśniowo, zadziała wolniej, ale jeżeli zrobię to od razu po użądleniu, to nie będzie problemu. Na wyjazdy też to zabieram i przechowuję w przenośnej lodówce. Jak patrzę na Pestkę, to aż łzy mi się cisnął do oczu.. Że biega zadowolona, wszystko jest w porządku a mogło się skończyć tragicznie.. W ogóle Pestka jest zdziwiona czemu robię tyle szumu.. i czemu nie dawałam jej w nocy spać. Bo budziłam się co godzinę i sprawdzałam czy nie ma żadnych wybroczyn na skórze (tak jak te biedne myszki co łapią się na trutkę).. Powiem szczerze, że aż zła była na mnie.. ;)
  8. cioteczki... przeżyłam wczoraj horror.. Pesteczce ostatnio zdarzają się same nieszczęścia.. Ale tak to chyba jest jak się jest ciekawskim i wszędzie trzeba włożyć nosek.. Pesteczka jest pieskiem, którego trzeba baaaaardzo pilnować.. wymaga najwyższej czujności.. W niedzielę w łapkę użądliła ją osa. Łapka spuchła, ale zadziałałam lekami od alergii- przeszło.. Tak w ogóle to mam w domu zastrzyk.. właściwie ratujący życie, gdyby pszczoła czy inna gadzina użądliła psiaka, bo niestety zdarza się.. Pierwszy przypadek był taki, że ledwo zdążyłam dojechać do weta z Murzynkiem po tym jak go paskudztwo użądliło.. biedaczek spuchł jak balon, w momencie kiedy leżał na stole w lecznicy już ledwo oddychał.. Dlatego mam deksametazon w zastrzyku, aby sytuacja się nie powtórzyła.. Ale to jest nic w porównaniu z tym co nam się przydarzyło wczoraj :( Pestka zjadła trutkę na szczury! Nie mogę sobie darować tego.. :( Przyjechali do mnie wczoraj rodzice, siedzieliśmy z wszystkimi psami na podwórku. Nie chciało mi się iść na około domu do swojej kuchni, więc przeszłam przez część domu mojej teściowej i zostawiłam uchylone drzwi. A moja teściowa ostatnio intensywnie tępi myszy, w jej salonie jest rozsypana trutka. Chwila nieuwagi i Pesteczka wpadła tam i zjadła tą parszywą trutkę :( Od razu zrobiłyśmy jej z mamą płukanie żołądka (wywołałyśmy wymioty wtłaczając jej do paszczy wodę z wodą utlenioną). Pesteczka od razu zwymiotowała. Dostała też zastrzyk z wit K i tabl. Na szczęście była świeżo po kolacji- miała pełny brzuszek więc trutką pewnie nie zdążyła się wchłonąć, ale na wszelki wypadek będzie dostawała wit K. Cioteczki.. to była chwila nieuwagi.. dosłownie 5 min.. Nie mogę sobie darować.. gdybyśmy nie zauważyły.. nie chcę tego nawet głośno wypowiadać :( Gdybym domknęła drzwi.. nic by się nie stało.. :( Dobrze, że Anioł Stróż nad nami jednak czuwa.. A z teściową to sobie pogadam :mad:
  9. Ja się spóźniłam, ale również dołączam się do życzeń :loveu:
  10. [quote name='zuzia_kuzik']Cioteczko czy pieniazki dotarly?? Przepraszam, ze tutaj, ale mam problemy ze skrzyneczka.[/QUOTE] tak, tamte pieniądze dotarły.. nawet więcej.. jesteś u mnie 1,50 zł na plusie ;) na poczet kolejnych wysyłek :)
  11. [quote name='kaja69']wiesz,kupiłam dzisiaj laski cynamonu...w mięsnym:roll:[/QUOTE] mhm.. a ja te wiśnie zmiksowałam na papkę i takie dodałam.. nie zgęstniało.. :roll: wyszedł kolejny sok.. ale w smaku fajne..
  12. [quote name='kaja69']Super :) Może tłamsik się zaoferuje,ona ma dobra ręke do handlu :) Gdyby właściciel amstafa mi go oddał byłoby cos na jego leczenie i kastrację :)[/QUOTE] oczywiście.. oferuję się jak najbardziej.. :D obyś tylko nie przechwaliła tej mojej "dobrej ręki do handlu" ;)
  13. Mhm, być może, nie miałam nigdy hasiorów. Ale to chyba kwestia świadomego domu, nastawienia i dopilnowania.. Ja wiedząc, że Murzynek lubi sobie połazikować po wiosce dobrze go pilnowałam, do bólu ćwiczyłam przywołanie. Swoją drogą to on i tak chodzi na lince, bo jego ulubionym zajęciem na spacerach jest ganianie za zającami i sarnami. Luzem chodzi jedynie na mniej zalesionych terenach. Poza tym teraz ma już dwie dziewczyny do pilnowania i chyba nie w głowie mu szwędanie się, bo "musi" ogarnąć swoje "siostrzyczki" :evil_lol: tak go załatwiłam.. :evil_lol: Może znalazłby się dla niej domek, który chciałby się zmierzyć z takim wyzwaniem, nie każdy oczekuje od psa, żeby był jak ten z bajek Disneya.. co to od razu wszystko rozumie, kocha ludzi nad życie i nie sprawia żadnych problemów. Mi to się nawet podoba, że moja najmłodsza sunia jest jak petarda ;) Jak na razie to w moim domu stworzyła się reguła: jak jest za spokojnie i nudno- czyli żaden pies nie sprawia problemów to znaczy, że czas na kolejnego, który wprowadzi trochę zamieszania.. ciekawe do ilu psów tym sposobem dobiję ;)
  14. Kaja.. ale Ty masz szczęście do znajdywania psiaków :D Mój Murzynek też był taki- miał kilka domów, w których nocował, był wszędzie dokarmiany, nawet zachodził do sklepu, ładnie się uśmiechał i dostawał plasterek serka i plasterek szynki, taki zaradny chłopak z niego ;) W końcu wzięliśmy go na stałe do siebie (musiałam przekonać domowników do psa w domu) i powiem szczerze, że teraz ma głęboko w nosie tych wszystkich u których spał i jadł, ma jeden dom i jest do niego przywiązany. Na początku zdarzyło mu się pary razy zwiać, ale po godzinie wracał do nas, szczekał pod oknem "już jestem pancia, otwieraj drzwi".. Teraz już chyba z tego wyrósł ;) Także wróżę, że Twoja nowa hasiorka też się przyzwyczai do jednego domu :)
  15. A ja byłam na wizycie poadopcyjnej u Kluska, teraz nazywa się Bruner. Powiem szczerze, że maluch miał mnie po prostu w nosie ;) Owszem przybiegł, przywitał się, ale nie miał dla mnie zupełnie czasu! Miał tyle swoich spraw na głowie no i musiał się odgryźć mojej Pestce.. wcześniej nie miał szans, teraz podrósł i w końcu mógł ją namiętnie "zagryzać" :) Pancio malucha jest nim zachwycony, lubi takie odważne i rezolutne psiaki, także przypadli sobie do gustu. Tak w ogóle to Ci ludzie mają niezły zwierzyniec. Kozy, kury, perliczki, sporo kotów, bociana który wypadł z gniazda jako maluszek, drugiego psa- Nikifor był u jakichś pijaczków, biedny, wygłodzony, zapchlony (podobno miał wręcz skorupę z tych pcheł, kleszczy i kołtunów). Ci ludzie zabrali go do siebie, doprowadzili go do porządku. Z tej wizyty wróciłam bardzo zadowolona, przede wszystkich dlatego, że już dawno nie widziałam tak uśmiechniętych psiaków.. Mały całkowicie zadomowił się u tych ludzi i widać, że jest tam szczęśliwy :)
  16. trochę mnie tu nie było.. a tu na "dzień dobry" taka wiadomość.. Szczerze współczuję ze względu na Oskarka :( Nawet nie chcę sobie wyobrażać co to za uczucie.. :(
  17. A Pesteczka traci już mleczaki, cztery już wypadły.. A tylne rosną jak szalone. Myślę, że niebawem wrzucę jej najnowsze zdjęcia.. Jak przystało na szczeniaka Pestka intensywnie rośnie, wydłużają jej się nogi i tułów. Cały czas robi furorę, jej uroda jest bezkonkurencyjna :D
  18. Maluszek pojechał do nowego domku, ludzie są nim zachwyceni, a ja jestem zachwycona nimi ;) Są tak ześwirowani na punkcie zwierząt :crazyeye: Za 2-3 tyg odwiedzę go w Białowieży, zrobię zdjęcia. Na pewno będzie miał tam wesoło, Ci ludzie mają gospodarstwo agroturystyczne, a tam kozy, kurki, odratowane bociany. Chcieli szczeniaka, żeby przyzwyczaił się do ich zwierzyńca i do gości, którzy tam przyjeżdżają. Myślę, że mały będzie tam pupilkiem wszystkich, bo jest bardzo kontaktowy do ludzi (szczególnie uwielbia dzieci). Oddałam go z czystym sumieniem, nawet się za mną nie obejrzał ;)
  19. wilcze pazury to chyba te dodatkowe wyżej, na przednich łapkach są standardowo, czasami są też na tylnych, Pestka ma 2 takie gratisowe pazurki na obu łapkach. Tosia miała jednego, usunęliśmy go podczas sterylki
  20. Jak się odezwie to wtedy zarzucę ją pytaniami :p Najchętniej to ulokowałabym go u znajomych lub rodziny, żeby wiedzieć co się z nim dzieje na bieżąco ;) A jaki jest termin kastracji?
  21. Właśnie wysłałam zdjęcia maluszka do jakiejś pani (pewnie ta co dzwoniła do Ciebie), nie mogłam wcześniej bo komórka mi padła, a byliśmy cały dzień w plenerze, dopiero teraz odczytałam smsa. Może mały się jej spodoba.. oby.. Dostałam też wiadomość o pewnej znajomej znajomych, która chciała pieska (jakiś czas temu odszedł jej staruszek), ale chyba się spóźniłam, bo jak rozmawiałam z tą panią to czekała już na sunię po sterylce z działek. Więc pewnie już nieaktualne..
  22. [quote name='Erin32']Ale Was wyniosło daleko od domu. A fotki bardzo fajne :)[/QUOTE] Tradycyjnie w weekendy zawsze tam jeździmy, żeby psiaki mogły się wyszaleć, popływać, wyszczekać, nakopać dołków i robić co im tylko przyjdzie do głowy ;)
  23. z tą dominacją to jest jakaś masakra.. dzięki swoim początkowym ćwiczeniom wcale nie zawładnęłaś psa, tylko on stracił do Ciebie zaufanie. To, że tak reaguje, to nie znaczy, że nie wie kto jest jego "PANEM" i naprawdę nie knuje całymi dniami jak tu Ciebie non stop dominować.. Jeżeli chcesz mieć normalne relacje ze swoim psem, to będziesz musiała długo pracować nad tym, żeby Tobie zaufał. Dostałaś tu wiele cennych porad, naprawdę.. pójdź w tym kierunku, bo warto. Zastanawiam się skąd bierze się w ogóle ta cała szopka o dominacji.. Że niby mamy naśladować psy i podobnie ustalać hierarchię? Totalna bzdura.. Żaden normalny pies na dzień dobry nie szarpie drugiego za kark, nie przydusza do ziemi, nie kuksa w żebra.. Nic z tych rzeczy. Jest jeszcze wiele innych rozwiązań (polecam "sygnały uspokajające" Turid Rugaas). Nigdy nie będziemy w stanie zachowywać się jak psy, nie mamy na to szans, bo nie umiemy warczeć, jeżyć sierści, nastawiać czy składać uszy, oblizywać nosa itd itd. Pozostaje nam tylko, żebyśmy byli ciekawi (zapewniali jakieś zadania do wykonania, dla nas to będzie ćwiczenie posłuszeństwa, a dla psa coś do roboty, chyba żaden pies nie lubi się nudzić), przewidywalni (w sensie konsekwentni) i godni zaufania.
×
×
  • Create New...