[FONT=Tahoma]Witam![/FONT]
[FONT=Tahoma]Od 3 marca minęły trzy noce, i były to "suche" noce. I oczywiście cały czas trzymam się zasady: zamknięte wszystkie drzwi, zabrana woda na noc, a pies przed snem (moim snem) jeszcze ostatni raz jest wypuszczany na podwórko. W ostatnią noc to nawet już nie piszczał, że chce wyjść. Tak sobie myślę, że chyba nie wszystko stracone, bo jednak pies zrozumiał, że skoro ma ograniczoną przestrzeń, to może pozostać tylko tam, gdzie ma wyznaczone miejsce - to jest na dole w pokoju. W ten sposób nie nasika mi w "swoje" ulubione miejsce, bo nie ma do tego miejsca dostępu. Poza tym nawet gdyby ten dostęp miał, to nie mam szansy ukarać go tzw. rzutem kluczy czy czymś innym, bo nie ma mnie przy tym "wybryku". On robił to zawsze wtedy, kiedy wszyscy w domu spali. A z kolei jakoś kiepsko widzę tę metodę, którą wyżej opisała Masza, po prostu trudno byłoby takiego małego uparciucha zmusić do chodzenia za mną na smyczy właśnie w domu. Myślę też, że w sypialni nie mógłby z nami spać, bo jakby tam mi się zsikał, to myślę, że mój mąż mógłby w końcu tego nie wytrzymać. I chyba lepiej, że pies jest na dole, bo szkody nie robi.[/FONT]
[FONT=Tahoma]A jeśli chodzi o odstraszacze, to kiedyś już to używałam, wiele lat temu, bo jak był mały, ale już wyrósł z okresu sikania w mieszkaniu, to po pewnym czasie zaczął to znowu robić w jednym miejscu - w pokoju - pod kwiatem, który stał na podłodze. Oczywiście przestawienie kwiata w inne miejsce nie pomogło. Ten spray też nie. Skończyło się tak, że musiałam pozbyć się wykładziny dywanowej, bo po pewnym czasie był smród nie do wytrzymania. [/FONT]
[FONT=Tahoma]Mam tylko nadzieję, że pies zrozumiał o co chodzi, i przyzwyczai się też do zamykanych w nocy pokoi. [/FONT]
[FONT=Tahoma]Pozdrawiam.[/FONT]
[FONT=Calibri][SIZE=3] [/SIZE][/FONT]