Dzięki Angi :*
Aga, pojechaliśmy do szpitala. Byliśmy tam po 17. Godzinkę posiedzieliśmy i w drogę, żeby odebrać Ginę. Wpadliśmy do domu, to była już 19:20 :/ Szybko młodego przebrać i nakarmić, żeby położyć o godz. 20. Bogdan w tym czasie ogarniał Theodora, bo przecież też musiał coś zjeść ;) A jak już ten młodszy poszedł spać, to zabrałam psy na spacer, bo akurat troszkę słabiej padał deszcz (pada non stop od kilku dni!).
Więc Gina jest smutna :( Już w aucie oparła w bagażniku łeb o "półkę" pod oknem i tak jechała całą drogę: smutna, wpatrzona w jeden punkt :( Najbardziej boję się, że nie będzie chciał jeść z tęsknoty :/ Ale jak dostała miskę z karmą, to w sumie zjadła od razu, bez kręcenia nosem. Więc może nie będzie tak źle ;)