Jutro minie rok, kiedy Bietę ulokowałam w Szamańskim Kręgu. To był dla niej przełom - ze schroniska-molocha przyjechała do fantastycznych ludzi, dostała swoją budę i michę oraz własne miejsce na ziemi. Została, pewnie po raz pierwszy raz w życiu, wykąpana. Przeszła sterylizację, w czasie której okazało się, że ma niezliczone torbiele na jajnikach, jakich lekarka nigdy nie widziała, początki ropomacicza oraz bardzo zgrubiałe ścianki pęcherza moczowego po wielu przebytych zapaleniach (kto miał, ten wie, jak to boli). Przez ten rok Bieta schudła, nabrała energii, odnalazła się w hotelu.
Przez ten rok miałam w jej sprawie tylko dwa głupie telefony.
Moim marzeniem jest aby czas, który jej pozostał, Bieta spędziła na kanapie. Nie w budzie, choćby luksusowej, ale na własnej kanapie.
Bieta wciąż czeka na dom...