Sako-ilekroć wychodziłyśmy z nim na króciutki spacerek obok kliniki-to on wyprowadzał nas ,ciągnął,by za chwilę zwolnić ,łapki tylne uginając dalej parł do przodu,póżniej przystawał i....patrzył w dal tymi pięknymi oczkami,patrzył ,patrzył,jakby doskonale wiedział,że właśnie tam daleko czeka na niego domek tymczasowy,że tam za horyzontem człowiek o wielkim sercu szykuje dla niego miejsce,że gotów poświęcić właśnie jemu swój czas,którego on tak bardzo potrzebuje,stary, schorowany ,nikomu niepotrzebny,ale bardzo pragnący żyć,cieszyć się każdym dniem,choć bardzo bolą stawy,a uszko wymaga codziennego zakrapiania(którego bardzo nie lubi:diabloti:).
Kiedy dobiegały jego ostatnie minuty w klinice,położył się koło mnie,a ja głaskałam go po główce, on wywrócił się na grzbiecik i...chciał się bawić.Zrozumiałam,że dziękował za wszystko i wszystkim ,którzy przyczynili się do polepszenia jego losu.Odjeżdżając ,wiedziałam ,że na pewno TAM gdzie jedzie ,jego przyszłośc będzie lepsza!:multi: