Trochę znam, więc napiszę to co wiem.
Przez jakiś czas jeździłam tam z córką właśnie na wolontariat, ale brak czasu i nie mała odległość spowodowały, że musiałyśmy zrezygnować.
Do rzeczy. Nic nie wiem o kotach, więc do tego "skandalu" się nie odniosę. Psy są w boksach po kilka ( 5, 6 - różnie), dobierane wg wieku i temperamentu, o ile taki da się na początku rozpoznać, ewentualnie przenoszone jeśli jest coś nie tak. Przywożone "nowe" są w boksach zewnętrznych, pojedynczych.Są pod opieką weterynarza. Nie wyglądają na bardzo zestresowane, ani zaniedbane. Nie boją się ludzi, podchodzą do ogrodzeń merdając ogonami, garną się do opiekunki i do pana sprzątającego. Opiekunka to bardzo miła i otwarta osoba, chętnie udzielająca informacji o każdym psiaku.Bywało tak, że w dniu w którym byłyśmy 3, 4 psiaki były zabierane do nowych domów. Najlepszym wyjściem będzie rozmowa z opiekunką.