Moja poprzednia psinka - sznaucerka miniaturowa, olewała wszelkie huki, wystrzały, petardy, itp., itd. Obecna Frotka - adoptowana 5 lat temu ze schroniska jest sunią bardzo lękliwą. O ile pierwszy Sylwester w domu był do przeżycia, o tyle kolejne są dla niej potworne. Nie pomagają leki, odwracanie uwagi, głośna muzyka. Trzęsie się jak galareta, dyszy, nie może znaleźć sobie nigdzie miejsca. Nie nakręcam jej (w sensie nie głaszczę, nie tniutniam do niej jaka to jest biedna), zachowuję się normalnie - rezultat prawie żaden. A zaczynają u nas walić na tydzień przed Sylwestrem, i jakiś tydzień po kończą. Jak już się wszystko uspokaja, wychodzimy, a tu ci nagle łach jeden z drugim petardę niemal pod nogi rzuca.